poniedziałek, 20 marca 2017

Z pamiętnika sprzedawcy: Sprzedawca wszechmogący, czyli czego wymaga klient?

Drodzy Sprzedawcy, czy w swojej karierze czuliście się kiedyś, jakbyście wykonywali całkowicie inny zawód? Albo jakby klienci brali Was za kogoś zupełnie innego niż sprzedawcę kosmetyków? Przyznam szczerze, że zdarza mi się to co jakiś czas. Ludzie wymagają ode mnie czegoś, co wykracza poza moje kompetencje. 

Mam wrażenie, że niektórzy myślą, że skoro pracuję w sklepie z kosmetykami, to powinnam mieć także wiedzę medyczną. Klienci takich sklepów nierzadko borykają się z różnymi problemami dermatologicznymi. W asortymencie firmy, w której pracuję są produkty do pielęgnacji skóry ze schorzeniami, które śmiało im polecam. Jednak czasem zdarza się, że niektórzy chcą, żebym zdiagnozowała ich chorobę, bo chociaż lekarz przepisał leki, to one nie pomagają. Pokazują mi zmiany skórne, czasem mam wrażenie, że gdyby mieli więcej czasu, to by się rozebrali... Owszem, jestem kosmetologiem, potrafię rozpoznać niektóre dermatologiczne schorzenia, ale podstawą jest wizyta u lekarza i ewentualne badania, a to do moich kompetencji po prostu nie należy. Ciężko jest też określić jednoznacznie co to za choroba jedynie po obejrzeniu tego, co się dzieje na skórze.

Innym razem czuję się jak barman, czyli powiernik wszelkich sekretów i problemów ludzkich. Klienci przychodzą często, żeby się zwierzyć, po prostu komuś wygadać. Jeśli trwa to kilka lub kilkanaście minut i nie zaburza mi to pracy, nie stanowi to dla mnie problemu - staram się wtedy wspomóc dobrym słowem. Problem zaczyna się wtedy, gdy "rozmowa" (zazwyczaj jest to monolog klienta) przedłuża się do godziny, a kupujący (o ile w ogóle coś kupi) mówi o rzeczach, na których kompletnie się nie znam. Najgorzej, gdy schodzi na tematy polityczne i z zawzięciem prezentuje swoje poglądy, nie zwracając uwagi na klientów, którzy chcieliby coś kupić. Na szczęście rzadko wymaga, żebym się z nim zgadzała bądź nie - wystarczy mu zazwyczaj moje przytakiwanie...

Niektórzy biorą mnie także za chemika. Osobom kupującym wydaje się wręcz, że to ja zrobiłam te wszystkie kosmetyki i znam ich każdy składnik, potrafię go dokładnie opisać i jeszcze powiedzieć skąd pochodzi. Niestety tak nie jest. Mam dużą wiedzę, ale nie znam wszystkich komponentów i nie mam produkcji kosmetyków w małym palcu, a tym bardziej nie ma jej ktoś, kto nie skończył studiów wyższych z kosmetologii czy pokrewnego kierunku (chyba, że się tym ostro interesuje), osoby z innym wykształceniem także pracują często na stanowisku sprzedawcy kosmetyków, choćby po to, by zarobić swoje pierwsze pieniądze. Szkoda, że klienci nie rozumieją, że chemicy, pracują raczej w laboratorium, a nie w sklepie.

Czasem jestem też szatniarzem - klienci proszą, aby w sklepie coś przechować, np. zakupy, których nie chcą ze sobą nosić. Rozumiem starsze i schorowane osoby, ale zdarza się, że proszą o to i młodzi ludzie. Pół biedy, jeśli jest to klient sklepu, niestety trafiają się także przypadkowe osoby, którzy traktują mijany po drodze sklep jako przechowalnię.

W moim miejscu pracy spotykam różnych ludzi. Takich, którzy nie doceniają mojej pracy i mają sprzedawcę za osobę gorszą od siebie oraz takich, którzy myślą, że jestem człowiekiem renesansu i potrafię wszystko. Z dwojga złego wolę jednak spotykać tę drugą grupę ludzi - przynajmniej zazwyczaj są kulturalni i wierzą, że choć trochę im pomogę.

Z pamiętnika sprzedawcy to seria felietonów na temat pracy w sklepie kosmetycznym i relacji z klientami. Tekst jest dostępny także w magazynie branżowym Kosmetyki.

_________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Zobacz też:

12 komentarzy:

  1. Na studiach pracowałam w sklepie z kosmetykami i spokojnie mogłabym się podpisać pod wszystkim co napisałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak ;p Ta ostatnia sytuacja to jakoś tak (nie wiedzieć czemu) jest mi znana. A jeśli chodzi o kwestię, że klient podchodzi i nawija, nawija, nawija - nie dałabym rady. Jeśli rozmawia ze mną o tym, co znajduje się w sklepie, chce pomocy to owszem, pomogę, ale jeśli schodzi na tematy polityki i inne niedorzeczne, które są po prostu absurdalne to przerwałabym i grzecznie coś odpowiedziała. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pracowałam w aptece i miałam podobnie, pacjenci pokazywali mi zdjęcia w telefonie z plamkami i pytali : pani magister coś mi się stało na plecach, co pani poleci?.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie pracowałam nigdy w sklepie, ale faktycznie bywałam świadkiem różnego rodzaju monologów m.in politycznych klienta z ekspedientką, która już miała ewidentnie dosyć przytakiwania :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie pracowaliśmy w sklepie i chyba niekoniecznie jesteśmy tym zainteresowani :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy mem wygrał. Osoby, które myślą, ze sprzedawcy są gorsi i chcieli by wszędzie czczono zasadę 'klient nasz pan' są po prostu burakami. ;x

    OdpowiedzUsuń
  7. współczuje wam jak sprzedawcom kosmetyków:(

    zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. niestety takie sytuacje zdarzają się często i nikt na to nie znajdzie lekarstwa :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cała seria bardzo mnie zainteresowała. Przez kilka lat pracowałam jako sprzedawca w sklepie odzieżowym i spotkałam się z wieloma sytuacjami, które opisujesz. No może oprócz tych dotyczących składu :P Miałam za to pytania odnośnie barwnika wykorzystanego do barwienia materiału ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Współczuję , mam wrażenie że niektórzy mylą sprzedawcę z producentem :/

    OdpowiedzUsuń
  11. no nie, ale że jeszcze przechowalnie po drodze ludzie sobie robią to bym nie wpadła, szczyt chamstwa :/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za dodanie komentarza! Aby uniknąć spamu moderuję wiadomości, więc nie będzie on widoczny od razu, pojawi się najpóźniej następnego dnia. Jeśli chcesz być ze mną na bieżąco, zachęcam do zaobserwowania bloga lub/i polubienia strony na Facebook'u lub Google+:) Staram się zawsze odwiedzać blogi komentujących;)

Obsługiwane przez usługę Blogger.