piątek, 12 października 2018

Hity kosmetyczne - Lato 2018




W ciągu tegorocznego lata przetestowałam mnóstwo kosmetyków - więcej niż w każdej innej porze roku:) Większość z nich sprawdziła się u mnie dość dobrze albo bardzo dobrze, więc ten post będzie takim podsumowaniem lata z krótkimi recenzjami tych produktów.


Twarz


Serum na naczynka Keep Calm Be The Sky Girl

Zazwyczaj jest tak, że jeśli na półce drogeryjnej zobaczymy kosmetyk w przyciągającym wzrok, wręcz przekombinowanym opakowaniu, to niestety jego zawartość pozostawia wiele do życzenia. Tak jakby producent chciał odwrócić naszą uwagę od kiepskiego składu. W tym przypadku jest tak, że firma produkuje i świetne opakowania, i bardzo dobre kosmetyki pełne naturalnych ekstraktów i olei. Już od prawie trzech miesięcy używam serum Keep Calm i, uwierzcie mi, jest jedno z najlepszych produktów tego typu na naczynka. Przede wszystkim nie budzę się rano z czerwonymi plamami na twarzy, co wcześniej często mi się zdarzało. Skóra jest rozjaśniona, a czerwona plama na policzku, która od dłuższego czasu nie dawała mi spokoju, jakby zbladła.




Serum ma piękny, ziołowy zapach. Zawiera w składzie m.in. żywokost lekarski, ekstrakt z liści bluszczu, arnikę, kasztanowiec, oczar wirginijski i dziurawiec, a także kwas hialuronowy i bakterie kwasu mlekowego. I to w najwyższych możliwych stężeniach, a nie w ilościach homeopatycznych, jak to się zdarza w przypadku kosmetyków innych firm. Na pewno w najbliższym czasie napiszę szczegółową recenzję tego serum, a myślę, też, że na tym jednym kosmetyku się nie skończy - zacieram jeszcze ręce na emulsję do demakijażu 2 w 1 (podobno zastępuje dwuetapowe oczyszczanie!) i lekki krem Lady Sunshine z filtrem SPF 25 - wbrew nazwie idealny dla mnie na zimę (w lecie używam SPF 50). Ponadto sama firma Be The Sky Girl oraz jej idea zasługuje na osobny wpis na blogu.


Waterproof Sun Gel SPF 50, Skin 79



Szukałam jakiś czas preparatu z wysokim filtrem, który byłby o lekkiej konsystencji i pozwoliłby mi na stosowanie mojego kremu na dzień. Czegoś na kształt serum z filtrem. Natknęłam się jednak na wodoodporny żel przeciwsłoneczny marki Skin 79 z SPF 50 i to był dobry wybór. Produkt może nie do końca wygląda jak żel, ale wchłania się szybko. Z drugiej strony czuję po jego użyciu nawilżenie skóry, więc zastąpił mi krem na dzień. Sprawdził mi się pod makijaż, nawet mineralny:)


Płatki pod oczy Gold Racoony Secret Kei


Te płatki to produkt typu "jak ja mogłam tego wcześniej nie mieć?!" :) Świetnie neutralizują zaczerwienienia skóry pod oczami, lekko ją rozjaśniają, napinają i od razu wyglądamy na bardziej wyspane:) Podoba mi się też to, że serum, w którym skąpane są płatki wchłania się całkowicie w skórę i dzięki temu mogę nałożyć swój krem pod oczy. W pudełeczku oprócz 60 sztuk płatków pod oczy znajdziemy też 30 plasterków na niedoskonałości - ja nakładam je na punktowe zaczerwienienia. Ponadto firma Secret Kei odrobiła lekcje z higieny - płatki wyjmujemy za pomocą specjalnie dołączonej łyżeczki. Taka łyżeczka powinna być w zestawie do każdego kremu w słoiku.


Maseczki w płachcie Helloskin i Holika Holika

W poprzednim poście pokazywałam Wam moją twarz w momencie totalnego odlotu - pokrytą czerwonymi plamami, nie wiadomo skąd. Czasem się tak dzieje i w takich momentach z pomocą przybywają mi koreańskie maski w płachcie. Jednymi z najlepszych masek są moim zdaniem te od Helloskin oraz Holika Holika: pierwsza z nich to łagodząca maska Whoa Whoa Soothing Sheet Mask, dalej witaminowa Vitality Panda z serii Baby Pet Magic Mask Sheet i ogórkowa Cucumber z serii Pure Essence. Wszystkie z nich świetnie gaszą stany zapalne i zaczerwienienia, nawilżają i rozświetlają skórę.





Włosy



Szampon Anti Hair-Loss, Dr Konopka's


Najlepszy szampon ostatnich miesięcy. Skład dla mnie jak najbardziej na plus, pełny emolientów (których szczerze mówiąc trochę się obawiałam, bo włosy mam mieszane). Delikatnie, ale skutecznie oczyszcza, nie podrażnia mojej skóry głowy. Czy hamuje wypadanie? Trudno powiedzieć, być może faktycznie tracę mniej włosów, aczkolwiek bardziej skupiłabym się na tym, jak piękne, lśniące i nawilżone są moje włosy po tym szamponie. Włosy dobrze się rozczesują i nie plączą, a to już uważam za duży plus w kierunku kuracji przeciw wypadaniu włosów. I pięknie pachnie lawendą:)


Maska Jasmine&Jojoba Express Volume Mask, Organic Shop


Maska ta w połączeniu z szamponem od Konopki to coś wspaniałego! Po obydwóch produktach moje włosy wyglądają tak, jakbym dopiero co wyszła od fryzjera - pięknie lśnią, są gładkie, nawilżone i dociążone. Maska zawiera oleje kokosowy i jojoba, wodę jaśminową, glicerynę i hydrolizowane proteiny pszenicy, więc dostarczamy włosom humektantów, protein i emolientów.


Olejowy zabieg dla włosów przetłuszczających się Konopia&Kokos, Iossi


Nigdy nie myślałam, że traktowanie skóry głowy olejami skończy się u mnie dobrze, a tu proszę:) Nie dość, że wcierka nie obciąża skóry głowy, to to, co robi z włosami to istne mistrzostwo - nigdy nie mam tak miękkich włosów jak po jej zastosowaniu:) Są odczuwalnie bardzo odżywione i gładsze.


Żel bambusowy, Beauty Kei



Żel ten sprawdził się na mojej twarzy średnio, ale za to bardzo lubią go moje włosy. I podobnie jak po wcierce - moje włosy są tak miękkie, że mam ochotę cały czas ich dotykać! Rozczesują się bardzo dobrze, nie są posklejane. Można go tez stosować na skórę głowy, wtedy powinien wzmocnić cebulki włosowe (duża ilość krzemionki i witamin), lecz ja nie próbowałam go tam używać, nakładam go na same włosy, od ucha.

Olej z kiełków pszenicy, Zrób Sobie Krem

Olej ten również nakładam na same włosy (omijam skalp, bo tam zazwyczaj ląduje wcierka Iossi, a poza tym sama boję się kombinować z olejami przy przetłuszczającej się skórze głowy, wolę stosować gotowe mieszanki) - najczęściej na żel bambusowy, żeby go zabezpieczyć. Olej nie obciąża moich włosów (mam włosy średnioporowate), mocno wygładza i naprawia ich strukturę. Dzięki temu wyglądają na zdrowsze.


Wybaczcie wygląd oleju, ale męczę go już naprawdę długo:)


Paznokcie


First Date, NeoNail


Tego lata kilka nowych lakierów zawładnęło moimi paznokciami. Pierwszy z nich piękny, pastelowy fiolet od NeoNail z kolekcji Pastel Romance - myślę, że nadaje się nie tylko na lato, ale też na każdą porę roku :) Mam jeszcze wielką ochotę na jaśniejszy fiolet Sweet Conquette, na razie próbuję się powstrzymać przed jego zakupem:)



Chiquita Banana i Ibiza Chill, Indigo


Trzeci i czwarty od lewej

To dwa iście letnie kolory od Indigo, jednej z moich ulubionych firm, jeśli chodzi o lakiery hybrydowe. Moim zdaniem większość z Was wybrałaby elegancki, ale jednak dziewczęcy Ibiza Chill (boski, pastelowy łosoś!), a tym z Was, które lubią trochę poszaleć polecam żółto-zieloną Chiquitę:)


Sexy Saksofon, Neess



Wszelkie odcienie pomarańczy chodziły za mną tego lata i bardzo się cieszę, że dostałam w prezencie od firmy Neess lakier Sexy Saksofon do przetestowania. Jest to elektryzujący, wyrazisty kolor, nie dla wszystkich, ale jak się dobrze z takimi kolorami czujecie, to jak najbardziej polecam:) Sprawdził się u mnie latem, choć przyznam, że myślę też o im w kontekście jesiennym - mam ochotę zrobić go w macie:)



A jakie są Wasze hity minionego lata?:)



Buziaki,
Maddie Ann:)

________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej

piątek, 5 października 2018

MIESIĘCZNIK | Instagram, kobiety ciężarne w komunikacji i za co lubię koreańskie maski w płachcie


Buszując po różnych blogach napotykam się czasem na podsumowujące posty typu "tygodnik" lub "miesięcznik". Są zazwyczaj pisane w lekkim stylu (który lubię;)), a moim ulubionym tygodnikiem jest chyba ten u Ani z bloga Aniamaluje. W ogóle to mój ulubiony ostatnio blog - czytam z namiętnością wszystkie posty, a każdy o czymś innym, każdy równie ciekawy. Bardzo lubię zaglądać do takich wpisów - przyjemnie mi czytając o tym, kto i co ciekawego ostatnio zjadł, gdzie był i co sądzi o ostatnich wydarzeniach na świecie. To takie trochę oderwanie od swojej rzeczywistości, jak oglądanie serialu lub czytanie fajnej książki. A i nie samymi kosmetykami człowiek żyje:)

Długo się zastanawiałam, czy zawrzeć tego typu postu na Alei. Głównie demotywowała mnie myśl, że nikt na pewno nie będzie chciał tego czytać i w zasadzie to kogo to obchodzi, co ja myślę. Nie pasują mi te posty do ogólnego kontentu bloga - przecież to Aleja Kosmetyczna, prawda? Ostatecznie stwierdziłam, że przecież staram się zmienić swoje życie na lepsze i przestać przejmować pierdołami (z czym mam bardzo duży problem) i po prostu spróbuję, chociażby po to, żeby się przekonać, czy miałam rację, czy nie. I nie - nie będzie to tygodnik. Choruję ostatnio na brak czasu, leczę się już na brak motywacji (częstsze pisanie postów jest jednym ćwiczeń, dla którego wstaję z mojego najlepszego czworonożnego przyjaciela, którym jest łóżko) godzinę wcześniej. Będzie za to miesięcznik - więcej mogę w nim zawrzeć, ponieważ w ciągu jednego tygodnia niewiele się u mnie dzieje:) Mam tylko nadzieję, że Koleżanki-Blogerki nie obrażą się na mnie za odgapienie pomysłu na posta:)

ODKRYWAM INSTAGRAMA


Jestem na Instagramie w sumie już z 4 lata, ale dopiero w ostatnich miesiącach głównie tam przeniosłam swoją działalność w Internecie. Podoba mi się to, że jest szybki i wygodny w obsłudze. Mogę zrobić zdjęcie, przepuścić je przez jakąś aplikację do udoskonalania fotografii i będzie ono wyglądało tak, jakbym spędziła godziny nad jego obróbką. Do tego szybki opis i gotowe - można puścić w świat. Zaczynam dodawać tam ostatnio recenzje moich ulubionych produktów. Największe emocje ostatnio (sądząc po komentarzach) wzbudziły płatki pod oczy Gold Racoony od Beauty Kei. Kolejny świetny koreański kosmetyk, na temat którego postaram się w najbliższym czasie napisać większą recenzję. W końcu nie każdy ma Instagrama, a dobrymi rzeczami trzeba się dzielić ze wszystkimi.

Swoją drogą - czy polecacie jakieś ciekawe aplikacje do Instagrama? Ostatnio ściągnęłam trzy, które wydawały mi się najbardziej przydatne - Unfold (zdjęcia na białym tle), Kira Kira (dodawała do zdjęć takie błyszczące coś, czego nie umiem nazwać i miała ładne filtry) i Adobe Premiere Clip (żeby dodać muzykę do stories). Z tych trzech został tylko jeden, Unfold, reszta mi tak ścinała telefon, że się zdenerwowałam i usunęłam. Próbowałam też InShota, ale niestety nie mogłam tam użyć dowolnego fragmentu utworu do filmu - musiał być od początku. Jak to kiedyś ktoś powiedział, na razie jestem za młoda i za piękna, żeby za to płacić (oglądaliście "Poranek Kojota"?), więc może kiedyś sprawię sobie jakąś płatną apkę, na razie wolałabym coś darmowego:)

Czy Wam też zawsze brakuje miejsca w pamięci telefonu, kiedy akurat instalujecie niezbędną do życia aplikację?


BAMBUS CZY ALOES? + PROSTY PRZEPIS NA SAŁATKĘ Z BURAKIEM


We wrześniu udało mi się wyskrobać posta o różnicach między żelem aloesowym a bambusowym, więc jeśli nie wiecie, który wybrać dla siebie, to zapraszam TUTAJ. Porównałam tam też składy kilku popularnych żeli aloesowych różnych firm - może akurat znajdziecie coś dla siebie?




Z racji tego, że mam podejrzenie kamicy żółciowej i źle się czuję po zjedzeniu mięsa musiałam się trochę przestawić. Przeszłam na sałatki i w miarę regularne jedzenie - jest trochę lepiej (czekam jeszcze na USG). Jedną z nich jest prosta sałatka z burakiem, do której przepis prezentowałam Wam już na InstaStories. Dodaję ponownie tutaj (na dwie porcje)



    • kasza kuskus (ok. 100g)
    • jeden burak, średniej wielkości
    • ser feta
    • świeży szpinak (na zdjęciu sałata masłowa - szpinaku nie było w sklepie)
    • sos vinegret (oliwa z oliwek, musztarda, sok z cytryny, troszkę soli i pieprzu - tak na pół szklanki)
    Kaszę i buraka ugotować, wszystko razem wymieszać i zalać sosem. Pycha i nie tuczy:) Można spożywać na ciepło.



    PRZECIEŻ JESTEŚMY W POLSCE, CZYLI KOBIETY CIĘŻARNE W KOMUNIKACJI



    Na początku przeczytajcie, co znalazłam w Internetach.



    Strasznie mnie denerwuje podejście ludzi do kobiet w ciąży, a w szczególności to, jak traktowane są w komunikacji miejskiej. Dla mnie jest oczywiste - widzę kobietę w ciąży lub osobę starszą - ustępuję miejsca. Nic mi się nie stanie, jak sobie 10 minut postoję, korona mi z głowy nie spadnie (siedzi mocno:)). Nie wiem, czy gorszy jest to, że ludzie tracą wzrok w pobliżu ciężarnych, czy to, że usprawiedliwiają to tym, że... przecież żyjemy w Polsce.



    Czy to, że ktoś jest niewychowanym bucem można usprawiedliwić tym, że żyje w Polsce? A co to, Polska to gorszy kraj? Chyba jednak mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że Polska to nie tylko zabytki, przyroda, bogata historia czy drużyna piłkarska, ale przede wszystkim SPOŁECZEŃSTWO i to my wszyscy tworzymy nasz kraj i kreujemy jego wizerunek poza granicami.

    A tymczasem mam wrażenie, że większość ludzi utraciła zdolność logicznego myślenia i jakiekolwiek szczątki wyobraźni. Przecież nie trzeba ukończyć medycyny, żeby wiedzieć, że upadek  kobiety przy nadziei w autobusie (gwałtownie hamowanie, wypadek, a debili na drodze nie brakuje) może się skończyć tragicznie. Nie trzeba być lekarzem, żeby domyślić się, że kobieta będąc w ciąży może źle się czuć i to nie tylko w ostatnim trymestrze - w pierwszym i drugim też. Ciąża to nie choroba, ale jest uciążliwa, jak sama nazwa wskazuje i niesie za sobą szereg różnych, nieprzyjemnych dolegliwości. No ale jak widać wychylenie czubka nosa ze swojej strefy komfortu jest dla niektórych niewykonalne, "bo po co ja będę ustępował, niech ktoś inny to zrobi". Łatwiej jest się zasłonić durnym wytłumaczeniem (płacę za bilet, to będę siedział) albo udawać, że się nie widzi niż podnieść dupsko i nawet bez zbędnego gadania po prostu ustąpić.


    ZA CO LUBIĘ KOREAŃSKIE MASKI W PŁACHCIE?


    Moja skóra czasem płata mi figle i częstuje mnie kuperozą (tak, jest takie słowo. To po prostu mega rumień, tak najprościej mówiąc). I to kompletnie nie wiadomo dlaczego - traktuję ją tymi samymi kosmetykami, których uzywałam w dniu poprzednim i tydzień temu i nawet miesiąc temu. Nagle, ni stąd, ni zowąd, bach! Pojawiają się czerwone placki, zazwyczaj są swędzące i gorące. I denerwujące. Muszę sobie natychmiast poradzić, w końcu nie nałożę na podrażnioną skórę makijażu, bo pogorszę jej stan. Pomagają mi w tym koreańskie maski w płachcie - czasem nie mają świetnego składu, ale robią to, co mają robić - wyciszają, łagodzą, rozjaśniają i nawilżają moją skórę. 20-30 minut z taką maską i problem z głowy, zresztą zobaczcie sami:



    Skóra ukojona, po czerwonych plamach ani śladu. Mam swoje ulubione maseczki i przymierzam się od jakiegoś czasu do napisania o nich posta. Chcecie?



    To by było na tyle. Napiszcie, co sądzicie o tego typu wpisach - czy chętnie poczytalibyście coś jeszcze, czy mam się przymknąć;) Czekam na Wasze komentarze!:*


    Buziaki,
    Maddie Ann:)
    ________________________________________

    BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
    FACEBOOK - KLIK
    BLOGLOVIN - KLIK
    TWITTER - KLIK
    INSTAGRAM - KLIK
    Czytaj dalej

    poniedziałek, 1 października 2018

    Subiektywny przegląd nowości - Paznokcie | Jesień 2018



    Jak mogliście zauważyć po moich wpisać na blogu lub Instagramie - uwielbiam pięknie pomalowane paznokcie:) Nawet skusiłam się na kurs stylizacji, trochę z zamiarem robienia paznokci komuś, a trochę sobie. Dlatego zawsze z ekscytacją wyszukuję paznokciowe nowinki na rynku kosmetycznym - interesuje mnie wszystko, co innowacyjne, co przyspiesza czas pracy i ją ułatwia. W ostatni weekend odbywały się w Warszawie targi Beauty Forum oraz Beauty Days, na których niestety nie miałam okazji uczestniczyć (wiecie, oszczędności...;)), ale bacznie śledziłam, co nowego prezentują wystawcy, szczególnie Ci, którzy mają w swojej ofercie hybrydowe lakiery i akcesoria do stylizacji paznokci. Zebrałam to wszystko w jedno miejsce i.. voillà! Mogę Was teraz zaprosić na jesienny przegląd nowości:)



    Indigo


    W ofercie firmy pojawiły się dwie nowe, jesienne kolekcje: New York reklamowaną przez Natalię Siwiec (uwielbiam ją, naprawdę, jest świetną modelką, lubię na nią patrzeć, tak jak i na reklamówki Indigo - mistrzostwo!) oraz Sex in The City by Sara Boruc-Mannei.

     https://www.instagram.com/indigonails/


    W tym roku jesień w Indigo obfituje w wyraziste odcienie zieleni, czerwieni i delikatne szarości. Znajdziemy też fiolet i pomarańczę. Ja wybrałam już swojego ulubieńca i jest to musztardowy Fashion Icon z kolekcji New York.

    Firma ma jeszcze jedną nowość, może nie jest ona jesienna, ale myślę, że warto o niej wspomnieć. Jest baza mineralna, która zastępuje bazę, kolor oraz top. Było już coś takiego 3 w 1 w NeoNail, ale tutaj mamy jedynie bardzo neutralne kolory (NeoNail miał znacznie bardziej rozbudowaną kolorystykę). Baza jest rzadsza od tradycyjnej i daje 75% krycia. Podobno dzięki bazie zrobimy manicure w 45 minut. Zastanawiam się jednak, czy aby na pewno da się nim dobrze nadbudować paznokcieć... Niemniej jednak nowość bardzo ciekawa i warta zanotowania:)


    NeoNail


    NeoNail to jedna z moich ulubionych firm, jeśli chodzi o lakiery hybrydowe. Może dlatego, że ich po uczuleniu na bazę innej firmy przeszłam na bazę NN i nic się nie działo, więc mam do nich po prostu większe zaufanie:) Ich lakiery też lubię - mają fajną gęstość, świetną gamę kolorystyczną i nie są drogie, a buteleczki nie brudzą się bardzo.

    Ostatnio firma wypuściła dwie nowe kolekcje. Pierwsza to Fall in Love reklamowana przez Julię Wieniawę, druga - Illuminate by Kasia Sokołowska. Fall in Love to paleta typowo jesiennych, raczej ciemnych kolorów, Illuminate to istna dyskoteka - lakiery są transparentne i z drobinkami, więc możemy je położyć na dowolny kolor i dodać mu blasku. Nie lubię takich lakierów, chyba, że mają bardzo delikatne drobinki i są raczej w odcieniach różu (np. Sleeping Beauty!), więc raczej się nie skuszę, a z kolekcji Julii wybrałabym tylko jeden - najjaśniejszy Creamy Latte.

      https://www.instagram.com/neonailpoland/
     https://www.instagram.com/neonailpoland/

    Dobrze, że przetrzymałam publikację tego posta, bo właśnie na Instagramie NN pojawiła się kolejna nowość - baza proteinowa 6w1.

    https://www.instagram.com/neonailpoland/

    Poza tym, nie wiem czy widzieliście, że NN "pozazdrościła" Semilacowi i stworzyła własną linię kosmetyków do makijażu:) Cóż, może taka kolej rzeczy, że firmy typowo paznokciowe będą teraz przyciągać klientów także podkładami i pomadkami:) Niemniej jednak jestem tych kosmetyków bardzo ciekawa - czy sprawdzą się tak dobrze, jak lakiery?


    Provocater


    Jest to dla mnie kompletnie nowa marka, niby o niej słyszałam i widziałam na oczy (bo jest w Drogeriach Natura), ale ich buteleczki nie przekonywały mnie do zakupu (wszystkie lakiery hybrydowe trzymam w szufladzie, a lakiery Provo się tam po prostu nie mieszczą). Teraz dostałam w prezencie dwie sztuki i wiecie co? Żałuję, że ich wcześniej nie poznałam. Noszę teraz jasny róż - 102 Rinsed Pink i jestem zakochana w gęstości i kryciu tych lakierów. W większości przypadków niektóre jasne kolory po prostu kryją słabo (nawet NN), trzeba dać 3 lub nawet 4 warstwy, a tu wystarczą spokojnie dwie. Teraz będę musiała wymyślić im nową skrytkę, bo na tych dwóch lakierach chyba się nie skończy:)

     https://www.instagram.com/provocater_official/

    Show me to nazwa najnowszej kolekcji firmy. Mamy tu głównie bordowo-czerwono-różowe odcienie. Najbardziej przypadł mi do gustu Charming Petersburg, ale tak w sumie to cała ta kolekcja to nic ciekawego.

    Silcare


    O ile lakiery tej firmy nie za bardzo przypadły mi do gustu, to żele już tak. Moim ulubieńcem jest High Light LED - genialnie się trzyma płytki, łatwo się nim buduje, jest samopoziomujący i średniogęsty, dla początkujących świetna opcja. Kiedy zobaczyłam jednak nowość, czyli niepoziomujący, gęsty żel Ideal, zaświeciły mi się świeczki w oczach:) Od jakiegoś czasu miałam ochotę na treściwy żel, który nie spływa i od razu praktycznie pobiegłam do drogerii go kupić (dobrze, że sklep na Marszałkowskiej jest w sobotę od 10!). Jestem już po pierwszej próbie i jak na razie jestem zadowolona, choć do pracy z tym żelem muszę się jeszcze przyzwyczaić (ale i tak przedłużam Flexy Gelem od Elisium!)

     https://www.instagram.com/silcare/


    Elisium


    No właśnie, a propos. Firma, która chyba jako jedna z pierwszych wydała na polski rynek akrylożel teraz wypuściła lakiery hybrydowe... w tubkach. Bardzo interesująca opcja, zastanawiam się, jak mocno wpłynie to na wygodę w malowaniu. Oczywiście, kiedyś sobie pozwolę na zakup, na razie staram się ograniczać wydatki na kosmetyki i zużywać te, które już mam - w grudniu przeprowadzka i ja nie wiem, kto to będzie nosił i gdzie ja to będę trzymać.

     https://www.instagram.com/elisium_nails/

    Słodkie to, prawda? :)


    Co to jest akrylożel i jak z nim pracować? Odpowiedź znajdziesz TUTAJ . Recenzja lakierów od Elisium - TUTAJ .



    Słowianka


    Bardzo mi się podoba nazwa tej firmy tak by the way. Słowianka kojarzy mi się raczej z bardziej profesjonalną firmą w porównaniu do komercyjnych Semilaca czy NeoNaila. Od dłuższego czasu przyglądam się ich produktom z zainteresowaniem, ale przyjdzie na nie jeszcze czas:) Nowa kolekcja Pop Stars zawiera 10 wyrazistych kolorów, trochę zwykłych, trochę iskrzących, z których wybrałabym chyba tylko jeden - 189 Triller.

     https://www.instagram.com/slowianka_nails/


    SPN Nails


    Pozostajemy w podobnej kolorystyce - różne odcienie czerwieni i zieleni znajdziemy w nowej kolekcji Colors of Autumn. Kolory 804 i 810 wydają mi się ciekawe.

     https://www.instagram.com/spnnails/


    Reforma


    Długo nie miałam pojęcia o istnieniu tej firmy, uświadomiono mnie dopiero rok temu na kursie stylizacji paznokci. Polecano mi je i z tego powodu zapisałam reformę na mojej liście do przetestowania. Gama kolorystyczna jak najbardziej na plus, a w nowej kolekcji na jesień znajdziemy bardzo fajne, trochę inne od reszty nowości kolory - są bardziej wyraziste niż stonowane, powiedziałabym nawet, że ktoś tu się jeszcze na lecie chce zatrzymać:) Z miejsca przygarnęłabym oczywiście Only One, First Kiss i Sunrise, skusiłabym się może jeszcze na Coquette.

     https://www.instagram.com/reformanails/


    Semilac


    5 nowych kolorów pojawiło się w kolekcji America Go - Go Argentina i Go Bolivia wygladają tak, jakby się chciały zadomowić w mojej szufladce z lakierami:)

     https://www.instagram.com/semilac/


    Mistero Milano


    MM stawia tej jesieni bardziej na niebieskości, ale znajdziemy tu też fiolet i czerwień. W macie wyglądają pięknie!

     https://www.instagram.com/misteromilano_official/


    Neess


    Na koniec gratka dla osób, które lubią oryginalność - i o ile kolory nowych lakierów z nowej serii Ale Nudy oryginalne za bardzo nie są, to ich nazwy... cóż, tylko spójrzcie:

     https://www.instagram.com/misteromilano_official/

    Moim zdaniem fajna sprawa nazywać w tak pomysłowy sposób lakiery hybrydowe, to zawsze przyciąga. Mnie przyciągnęła wersja Beż-jaj - i kolorem, i nazwą.


    Jeśli macie Instagrama, to polecam zajrzeć w linki, które podałam pod screenami - czasem firmy umieszczają nowe lakiery w wyróżnionych relacjach i tam można przyjrzeć im się z bliska.


    Koniecznie dajcie znać, co Wam się podoba! I napiszcie, czy chcielibyście taki subiektywny przegląd nowości w innych kategoriach, np. kosmetyki naturalne (ale to już po Ekocudach w listopadzie) lub włosy:)



    Buziaki,
    Maddie Ann:)
    __________________________________________

    BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
    FACEBOOK - KLIK
    BLOGLOVIN - KLIK
    TWITTER - KLIK
    INSTAGRAM - KLIK

    Czytaj dalej

    wtorek, 25 września 2018

    Żel bambusowy vs żel aloesowy - który lepszy? Jakie są różnice? Porównanie składów żeli aloesowych różnych firm. Jak prawidłowo stosować aloes?



    Kosmetyki azjatyckie cieszą się w Polsce niesłabnącą popularnością. Zazwyczaj nie są to produkty w stu procentach naturalne, ale raczej są skuteczne, skoro tak wiele osób je wybiera, nawet mimo wyższej ceny. Myślę, że niemały wkład w tym temacie miała Charlotte Cho i jej książka "Sekrety urody Koreanek" - opisany w niej sposób, w jaki Azjatki pielęgnują swoją cerę stał się bardzo popularny nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.


    Aloes - z doniczki czy z tubki? 

    _____________________________________

    Razem z azjatyckimi kosmetykami na półki wdarł się żel aloesowy z zawartością aloesu sięgającą dziewięćdziesięciu kilku procent. Szybko stał się hitem, ponieważ można z nim zrobić praktycznie wszystko - aplikować na skórę jako serum lub maseczkę (gruba warstwa), na oparzenia słoneczne, podrażnienia czy ukąszenia owadów, a także na włosy. Szczerze mówiąc jestem trochę zaskoczona nagłym wzrostem jego popularności - w końcu moja babcia już lata temu przykładała mi hodowany w doniczce aloes do przewianego ucha. Tak naprawdę ten hodowany w doniczce aloes znajduje się w wielu Polskich domach, wydawać by się mogło, że mamy go pod dostatkiem, skąd więc taki szał na jakiś żel aloesowy ze sklepu, skoro mogę sobie iść do sąsiadki po zaszczepkę i wyhodować swój? Tym bardziej, że szybko rośnie i się rozmnaża? Odpowiedź brzmi: Nie wiem, choć się domyślam:) Być może kupienie gotowego produktu jest dla nas wygodniejsze (nie musimy się specjalnie przejmować jego hodowlą i czekać aż wyrośnie nam tyle aloesu, ile faktycznie potrzebujemy) albo liczymy na pozytywne działanie dodatkowych składników aktywnych zawartych w żelu aloesowym, choć przy 99-procentowej zawartości głównego składnika jest ich tylko 1%.

    Nie zmienia to faktu, że żele aloesowe są teraz na fali i zamierzam je wziąć pod lupę. Postaram się porównać kilka żeli aloesowych różnych firm pod względem składu, przybliżę także nieco chemicznych ciekawostek, które odpowiedzą nam na pytanie dlaczego w ogóle warto mieć to cudo w domu.


    Składy kilku popularnych żeli aloesowych - co jeszcze dobrego znajdziemy w tych kosmetykach? 

    ______________________________________

    Najpopularniejszymi azjatyckimi firmami (jak na moje oko) są Skin 79 oraz Holika Holika. Pod Skinem jest chyba jeszcze Benton, który ma rewelacyjne składy. Pierwszym zakupionym przez mnie żelem aloesowym był ten ze Skin 79. Kupiłam go trochę za namową pani sprzedawczyni w Hebe, trochę z desperacji - w tamtym czasie miałam na twarzy trzy suche, okrutnie swędzące placki na twarzy, z którymi nie mogłam sobie poradzić i chciałam kupić coś, co natychmiastowo ją ukoi. Ukoiło na moment, potem swędzenie wróciło, ale nie o tym chciałam dziś napisać. Poniżej skład produktu.

    źródło: https://skin79-sklep.pl/

    Nie ma tu w sumie nic bardzo złego oprócz Disodium EDTA, którego, o ironio, nie powinno się stosować na podrażnienia. Myślę, że dodany tu został zupełnie niepotrzebnie. Z najfajniejszych dodatków mamy tu:

    Malva Sylvestris (Mallow) Extract - ekstrakt z malwy, nawilżający, zmiękczający, skuteczny w pielęgnacji posłonecznej;
    Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract - ekstrakt z mięty pieprzowej, działanie chłodzące, odświeżające, antybakteryjne;
    Primula Veris Extract - ekstrakt z pierwiosnka, łagodzący, przeciwzapalny;
    Alchemilla Vulgaris Extract - przywrotnik pospolity, hamuje elastazę (ujędrniający);
    Veronica Officinalis Extract - wyciąg z przetacznika, odkażający, przeciwzapalny, ściągający;
    Melissa Officinalis Leaf Extract - wyciąg z melisy, przeciwbakteryjny i przeciwwirusowy;
    Achillea Melifolium Extract - ekstrakt z krwawnika pospolitego, łagodzący, ściągający pory, przeciwzapalny
    Trehaloza, kwas hialuronowy - nawilżające

    Jak widać dodatkowe ekstrakty w takim żelu mogą wspomagać dobre działanie aloesu na skórę.

    Żel aloesowy w bardzo pomysłowym opakowaniu w kształcie nie byle czego, bo aloesu z Holika Holika także zawiera 99% tego składnika. Co mamy w składzie oprócz niego?


    Nelubium Speciosum Flower Extract - wyciąg z kwiatu lotosu - nawilżający, przeciwzapalny, ściagający, przeciwzmarszczkowy;
    Centella Asiatica Extract - wyciąg z wąkroty azjatyckiej, przeciwutleniacz, wzmacnia naczynka krwionośne, przeciwzapalny, antybakteryjny, zmniejsza obrzęki;
    Bambusa Vulgaris Extract - ekstrakt z bambusa zwyczajnego, przeciwutleniacz, nawilżający, wzmacnia naczynka i cebulki włosowe, regenerujący;
    Cucumis Sativus Fruit Extract - ekstrakt z ogórka, ściągający, tonizujący, wygładzający, przeciwzapalny;
    Zea Mays Extract - ekstrakt z ziaren kukurydzy, kojący, odżywczy, przeciwzapalny;
    Brassica Oleracea Capitata (Cabbage) Leaf Extract - ekstrakt z liści kapusty warzywnej głowiastej; przeciwutleniacz, nawilżający, regenerujący;
    Citrullus Lanatus Fruit Extract - ekstrakt z arbuza; odżywczy, ochronny, przeciwutleniający;



    Na uwagę zasługuje wąkrotka, którą uwielbiam za szerokie spektrum działania i skuteczność. Warto jej szukać w kosmetykach. Gdybym wcześniej porównała skład obu powyższych produktów, zdecydowanie wybrałabym ten z Holiki.


    Benton także ma w swojej ofercie ciekawy żel aloesowy, określany już bardziej jako kojący żel-serum do twarzy, zawierający 80% aloesu i dodatkowo 10%  propolisu. Dodatkowe składniki to:

    Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract - żółtodrzew pieprzowy - pieprz seczuański - antybakteyjny , przeciwgrzybiczy;
    Pulsatilla Koreana Extract - ekstrakt z kwiatu Pulsatilla Koreana, regenerujący;
    Usnea Barbata Extract - wyciąg z porostu alpejskiego, przeciwbakteryjny, przeciwzapalny, gojący podrażnienia (kwas usninowy);
    Betaine - betaina, silnie nawilżająca;
    Arginina - aminokwas, który po wniknięciu w skórę zamienia się w mocznik, silnie nawilża, poprawia przepływ krwi;
    Portulaca Oleracea Extract - ekstrakt z portulaki pospolitej, przeciwzmarszczkowy, rozjaśniający
    Camellia Sinensis Leaf Extract - wyciąg z zielonej herbaty, przeciwutleniacz, bakteriobójczy, ściagający, normalizujący pracę gruczołów łojowych

     źródło: https://skin79-sklep.pl/73994-benton-aloe-propolis-soothing-gel.html

    W przypadku tych produktów pominęłam alantoinę - wszyscy wiemy, że działa łagodząco, w serum Bentona jest jeszcze ekstrakt z rumianku.



    Z nie-azjatyckich produktów mogę wymienić jeszcze trzy, którymi warto się zainteresować, szczególnie jeśli skóra jest nadwrażliwa na różne składniki kosmetyczne. Pierwszy to żel aloesowy z Equilibry 98%, określany często jako żel aloesowy z najlepszym składem:

    Skład: Aloe Barbadensis Leaf Juice, Xanthan Gum, Methyl Propanediol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid


    Nie gorzej prezentuje się jednak żel z Your Natural Side:


    Obydwa żele są bardzo proste w składzie jak widać, oprócz aloesu mamy tu tylko konserwanty, emulgator i rozpuszczalnik.


    Ostatnio swój żel aloesowy wypuściła na rynek także marka Sylveco, pod serią Aloesove. W składzie, oprócz ekstraktu z aloesu (nie soku aloesowego, czyli ekstraktu wymieszanego z wodą) znajdziemy:

    Glycerin - gliceryna, humektant, działanie nawilżające;
    Propanediol - glikol roślinny, bezpieczny dla skóry;
    Panthenol - pantenol (wit. B5), łagodzący;
    Gingko Biloba Leaf Extract - ekstrakt z miłorzębu japońskiego, hamuje uwalnianie histaminy (odpowiedzialnej za wystąpienie reakcji alergicznej), przeciwutleniacz, antycellulitowy, poprawia krążenie;
    Hydroxyethylcellulose - zagęstnik, nie jest komedogenny;
    Sodium Alginate - nawilżający, ochronny, detoksykujący;
    Alantoina - łagodząca;
    Lavandula Angustifolia Oil - olejek lawendowy, antyseptyczny, ściągający, nadający zapach;
    Citrus Aurantium Dulcis Oil - olejek pomarańczowy;
    Pelargonium Graveolens Oil -  olejek z pelargonii pachnącej, przeciwbakteryjny, ściągający, przeciwzapalny, wzmacnia naczynka krwionośne;
    Rosmarinus Officinalis Oil - olejek rozmarynowy, pobudza krążenie i wzrost włosów, antyseptyczny, przeciwgrzybiczy, reguluje wydzielanie łoju przez skórę.





    Dlaczego aloes jest tak dobry?

    ________________________________

    Skupmy się może teraz na samym aloesie. Co on ma takiego w sobie, że czyni go wyjątkowym? Dlaczego w starożytności używano go jako środek przeczyszczający, na wypadanie włosów i na zmarszczki? Aloes tak naprawdę daje nam dwa produkty - sok mleczny (alonę) oraz miąższ. Pierwszy zawiera glikozydy antranoidowe, które odpowiadają za właściwości przeczyszczające. Miąższ z kolei to mieszanina rożnych substancji, m.in. 
    • aloeniny - przeciwgrzybicze
    • glikoproteiny - aloktyna mająca właściwości immunostymulujące
    • polisacharydy - immunostymulujące, ochronne, łagodzące, zmiękczające, naprawcze, przyspieszające gojenie, przeciwzapalne
    • dysmutaza nadtlenkowa - przeciwutleniacz
    • aminokwasy 
    • mikroelementy: Na, K, Mg, Ca, Fe, Zn i wiele innych
    • witaminy z grupy B, C, E, beta-karoten, kwas foliowy
    • kwasy organiczne: salicylowy, jabłkowy, cytrynowy, winowy, cynamonowy i bursztynowy
    Przeciwzapalne, łagodzące i odbudowujące barierę lipidową właściwości aloes zawdzięcza głównie glikoproteinom i polisacharydom. Jako immunostymulant aloes skutecznie usprawnia system odpornościowy skóry, chroni ją także przed wolnymi rodnikami. 


    PSST!... Przeczytaj koniecznie komiks stworzony przeze mnie 4 lata temu na temat tego, co wolne rodniki robią z naszym organizmem. Dostępny TUTAJ . Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak będziesz wyglądać, kiedy nie będziesz stosować filtrów, wejdź TUTAJ



    Żel bambusowy - konkurencja czy alternatywa?

    __________________________________

    No dobrze, zajmijmy się teraz żelem bambusowym - czy może z powodzeniem zastąpić aloes? Okazuje się, że tak, lecz ma trochę inną budowę chemiczną, mimo, że wpływ na skórę mają podobny. Co w takim razie możemy znaleźć w ekstrakcie z bambusa?
    • krzemionkę - wzmacnia włosy, zapobiega łamliwości i wypadaniu, wzmacnia także naskórek i paznokcie, świetna dla skóry tłustej, mieszanej, z zatkanymi porami
    • flawonoidy - silne działanie antyoksydacyjne, wzmacniające naczynia krwionośne, przeciwcellulitowe
    • ramnoza - stymuluje produkcję kolagenu
    • aminokwasy
    • sacharydy
    • witaminy (głównie C, z grupy B)
    Na pierwszy plan wysuwa się duża ilość krzemionki, która ma wspaniałe właściwości regenerujące i naprawcze dla włosów i paznokci. Przyznam, że trochę się jej bałam - glinki lub kosmetyki z krzemem raczej mi nie służą, ale stosowanie żelu bambusowego nie było problematycznie i nieprzyjemne. Używałam go jako serum pod krem.

    Na rynku sprzedają się głównie żele bambusowe firm Beauty Kei oraz G-Synergie. Obydwa są w pięknych opakowaniach wyglądających jak łodyga bambusa.



    Żel bambusowy Beauty Kei zawiera oprócz wody bambusowej:
    • glicerynę
    • argininę - działanie nawilżające (w skórze zamienia się w mocznik) 

    Niestety to by było na tyle, jeśli chodzi o dobre składniki. Oprócz konserwantów i substancji stabilizujących mamy tu niestety alkohol denaturowany, którego staram się unikać oraz Disodium EDTA.


    Skład żel bambusowy G-Synergie ma się trochę lepiej:
    • gliceryna
    • kwas hialuronowy
    • Cucumis Melo (Melon) Fruit Extract - ekstrakt z melona, przeciwzmarszkowy, przeciwutleniacz, rozjaśnia przebarwienia
    • Glycine Soya (Soybean) Seed Extract - wyciąg z ziaren soi, przeciwutleniacz, wzmacnia naczynka, łagodzący, stymuluje produkcję kolagenu
    • Hydrolyzed Corallina Officinalis Extract - ekstrakt z czerwone algi koralowej, mocno odżywczy, dotleniający, odmładzający. 


    Cały skład: Water, Propylene Glycol, Glycerin, Bambusa Vulgaris Extract (Bamboo Extract), Carbomer, Sodium Hyaluronate, Triethanolamine, Cucumis Melo (Melon) Fruit Extract, Glycine Soya (Soybean) Seed Extract, Hydrolyzed Corallina Officinalis Extract, Parfum, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Methylisothiazolinone,Phenoxyethanol.



    Komu aloes, a komu bambus?

    _______________________________

    Osobom ze słabą bądź naruszoną barierą hydrolipidową skóry (zaczerwienienia, podrażnienia, suchość skóry, ukąszenia owadów, oparzenia słoneczne, zmiany trądzikowe) poleciłabym aloes. Jest on immunostymulatorem, więc skutecznie wzmacnia odporność naszej skóry. Bambus zalecałabym osobom z kruchymi, łamliwymi i słabymi włosami. Jeśli chodzi o stosowanie bambusa na skórę - myślę, że świetnie się sprawdzi przy skórach z łojotokiem (reguluje wydzielanie sebum, nie zapycha, a nawilża).

    Przetestowałam żel aloesowy firmy Skin 79 i żel bambusowy od Beauty Kei. Jeśli chodzi o działanie na twarz nie zauważyłam jakiejś znaczącej różnicy między nimi - obydwa szybko wchłaniają się w skórę, obydwa stosowałam jako serum pod krem. Nie zaszkodziły, wydaje mi się, że pomagały utrzymać wilgoć w skórze. Gdybym miała wybierać pomiędzy nimi, zostałabym przy aloesie - konsystencja jest trochę... milsza, bardziej "aksamitna", przez to wydaje mi się bardziej nawilżająca. Z kolei żel bambusowy rewelacyjnie sprawdził mi się na włosach - nakładam go na około godzinę przed myciem na suche włosy (nie nakładam na skórę głowy, bo tam używam wcierki olejowej z Iossi) i przykrywam go olejem z kiełków pszenicy. W takiej kombinacji działa najlepiej, choć próbowałam go bez oleju i też świetnie się sprawdza - włosy są mega miękkie, puszyste, ale nie puszące się i nawilżone.




    Jak prawidłowo stosować żel aloesowy? 

    _______________________________

    Aloes jest humektantem i wiąże wilgoć. Jeśli mamy skórę łojotokową, możemy spróbować go nakładać jako samodzielny kosmetyk, jednak dłuższe stosowanie aloesu w ten sposób może spowodować jej przesuszenie. Dlaczego? Aloes "niezabezpieczony", czyli niepokryty kremem bądź olejem może, najprościej mówiąc, wyciągnąć wodę z naskórka. Dlatego ważne jest, żeby stosować go bardziej jako serum lub podkład pod krem/olej lub balsam do ciała, szczególnie u osób z suchą skórą. Z żelem bambusowym postąpiłabym tak samo.


    ________________________________________

    Mój wywód zakończę chyba moim ulubionym stwierdzeniem, że nie ma kosmetyków dobrych i złych, są tylko takie, które nam pasują albo nie. Także wybór pozostawiam Wam - sami wiecie, co lubi Wasza skóra, a czego nie toleruje. Mam nadzieję jednak, że ten post pomoże Wam choć trochę w wyborze odpowiedniego kosmetyku:) Dajcie znać, czy próbowałyście wymienionych wyżej żeli. A może macie coś świetnego w swoich kosmetycznych zasobach, czego nie opisałam? Pochwalcie się:)



    Buziaki,
    Maddie Ann:)

    _________________________________________

    BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
    FACEBOOK - KLIK
    BLOGLOVIN - KLIK
    TWITTER - KLIK
    INSTAGRAM - KLIK

    Czytaj dalej
    Obsługiwane przez usługę Blogger.