wtorek, 13 czerwca 2017

Jak pozbyć się bladej skóry w minutę? Bielenda CC Body Perfector - Multifunkcyjny krem korygujący do ciała | RECENZJA


Lato już u progu, a Wy nie macie ochoty pokazywać nóg, bo są blade jak u albinosa? Nie chce Wam się smarować samoopalaczem, nie lubicie jego zapachu? Mam coś dla Was. Coś, po czym Wasze nogi będą mieć zdrowy koloryt, co ukryje siniaki i przebarwienia. I to wszystko w minutę!



O istnieniu takiego produktu dowiedziałam się na zeszłorocznej edycji Meet Beauty rozmawiając z paniami z Bielendy. I nie to, że ja nie wiem, co to są rajstopy w spreju, bo wiem, ale nigdy nie używałam. A to wydało mi się lepsze, bo ma filtr, drobinki i pielęgnuje i inne takie takie. Niedługo po konferencji wyniuchałam w Rossmannie ten cc korektor/body perfector (nie umiem tego nazwać do dziś, bo raczej "multifunkcyjny krem korygujący do ciała" wydaje mi się za trochę długie, jak już komuś opowiadam o tym cudeńku). Zakupu nie żałuję ani trochę. Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego, to zapraszam do scrollowania dalej:)


OPIS PRODUCENTA, SKŁAD:
_______________________________________







Sami widzicie: krem ma robić chyba wszystko. Ale czy faktycznie to robi?

Skład: 

Aqua (Water), Caprylic/Capric Triglyceride, Isononyl Isononanoate, Glycerin, Ethylhexyl Cocoate, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Ceteryl Alcohol, Glyceryl Stearate, CI 77891 (Titanium Dioxide), Mica, Potassium Cetyl Phosphate, Centella Asiatica Leaf Extract, Ubiquinone, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Dimethiconol, Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Lecithin, Propylene Glycol, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Ethylhexylglycerin, Lactic Acid, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Limonene, CI 77491 (Iron Oxides), CI 77492 (Iron Oxides), CI 77499 (Iron Oxides).

Na początku są trzy emolienty i gliceryna (po wodzie), ale zaraz za nimi masło kakaowe:) Potem dwutlenek tytanu (filtr przeciwsłoneczny), wyciąg z wąkroty azjatyckiej, która jest rewelacyjna w zwalczaniu cellulitu i wzmacnianiu naczynek krwionośnych, koenzym Q10, kwas hialuronowy, witamina E, dalej silikony, lecytyna, kwas mlekowy, konserwanty i barwniki.  Nie jest najgorzej:) Ale za cholerę nie mogę tego wyciągu z orzecha włoskiego znaleźć...


OPAKOWANIE:
_______________________________________



Krem zamknięty jest w tubie o pojemności 175ml. Przez ten mały otworek wylewa się odpowiednia ilość kremu - jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby wyszło za dużo, mimo lekkiego/normalnego ściśnięcia tubki (przy niektórych opakowaniach niestety tak jest). Muszę się przyczepić do zakrętki - nie cierpię odkręcanych wieczek w tubkach! O wiele bardziej wolę takie, które się "odtyka" - zapewnia mi to większą wygodę w stosowaniu produktu. Szkoda też, że nie ma (przynajmniej nie widziałam takich) podróżnego opakowania tego produktu - chętnie zabrałabym ze sobą na wakacje małą tubkę 50ml, która posłużyłaby mi, dopóki się moja skóra się nie opali:)

DZIAŁANIE:
_______________________________________

Krem daje efekt rajstop w spreju i tego nie można przeoczyć:) Skóra ma jednolity koloryt i tego właśnie najbardziej mi brakowało, ponieważ nie dość, że moja skóra jest blada, to jeszcze wystarczy ją lekko dotknąć i już mam siniaka, oprócz tego widoczne są żyłki. Ostatnie dni były upalne i dzięki temu kremowi mogłam założyć sukienkę czy krótkie spodenki. Wszelkie niedoskonałości i przebarwienia są dobrze ukryte. Skóra na nogach (bo tylko tam stosuję ten produkt, a o tym, dlaczego dowiecie się za chwilę) jest też jakby lekko opalona, oczywiście nie jest to efekt trwały, jak przy samoopalaczu, bo krem się zmywa. "Opalenizna" nie jest nachalna i mocna - jest taka w sam raz, jakby dopasowywała się do skóry. Przynajmniej mojej.



Wszystkie obietnice z przedniej strony produktu są spełnione, oprócz jednej.... Krem ten nie jest wodoodporny, więc nie jestem przekonana, czy nadawałby się na plażę czy basen (tak jak jest napisane w opisie na opakowaniu). Nie jest nawet odporny na ścieranie. Do dziś pamiętam, jak usiadłam mojemu mężowi na kolanach i zostawiłam jasnobrązowe plamy na jego jasnych spodniach... Nie tego się spodziewałam. Z tego właśnie powodu nie stosuję korektora na ręce - tutaj jest większe prawdopodobieństwo, że dotknę czegoś białego lub ubrudzę sobie ubranie. Zresztą, na ręce nie jest mi aż tak potrzebny jak na nogi, gdzie siniak siniakiem siniaka pogania, a `wszystko na widocznych naczynkach.  

Znalazłam pewien sposób na ten krem - rozrabiam go pół na pół z moim ulubionym, ale niestety już wycofanym ze sprzedaży balsamem rozświetlającym Ziaja Sopot. Dodatek tego balsamu sprawia, że efekt jest jeszcze delikatniejszy, ale nadal dobrze widoczny, nogi są jeszcze bardziej rozświetlone (balsam Ziaji ma delikatne drobinki) i ten efekt rajstop się tak bardzo nie ściera. Lubię go też łączyć z balsamem do ciała od Indigo - ale ten ma już większy brokat:)

Na zdjęciu prawa noga posmarowana korektorem, lewa bez balsamu:



Tak więc prezentuje się jeden z moich ulubieńców 2016 roku:) Daję mu...



5 gwiazdek - jedną odejmuję za brudzenie jasnych ubrań i zakrętkę. Nie zmienia to jednak faktu, że CC korektor jest produktem, którego na pewno nie zabraknie w mojej kosmetyczce.



Próbowałyście kiedyś takiego korektora lub rajstop w spreju? Co myślicie o tego typu produktach? Czekam na Wasze komentarze:)

Buziaki,
Maddie Ann:)

________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!

FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK


Czytaj dalej

czwartek, 8 czerwca 2017

Moje TOP 3 olejów roślinnych do pielęgnacji skóry twarzy. Najlepsze oleje dla skóry mieszanej i tłustej


Jeśli obserwujecie mnie od dłuższego czasu to wiecie zapewne, że kocham traktować swoją skórę twarzy olejami. Przerobiłam ich trochę w swoim życiu i teraz oficjalnie mogę się pochwalić swoją złotą trójką olejów, które sprawdziły się u mnie najlepiej.


MÓJ TYP SKÓRY. CZY OLEJ STOSOWANY SAMODZIELNIE WYSTARCZY?
_______________________________________

Jednak zanim przejdę do konkretów muszę wspomnieć o dwóch rzeczach. Pierwsza sprawa to typ mojej skóry. Nie każdy olej, który sprawdził się u mnie, będzie też dobry dla Was, nawet, jeśli okaże się, że mamy ten sam rodzaj skóry! Wynika to z tego, że każdy z nas ma inną budowę sebum i potrzebuje innych składników. Poniższa trójka to oleje, które sprawdziły się u mnie i szczerze je polecam, aczkolwiek trzeba stosować z rozwagą i jeśli zauważycie, że olej jednak Was zapycha - należało by go odstawić i poszukać czegoś innego (na końcu posta przedstawię Wam alternatywne olejki do stosowania przy takim rodzaju skóry).

Otóż jaki jest rodzaj i typ mojej cery? Mieszana (typowa, ze zwiększonym wydzielaniem sebum w strefie T) i płytko unaczyniona. Jednak pomimo tego, że moja skóra jest mieszana to potrzebuje dużego nawilżenia - jeśli go nie dostarczę, to robi się sucha. Kilka typów w jednym, ciężko jest cokolwiek wybrać, co jednocześnie nie by nie zapychało i dobrze nawilżyło. Fajnie by było jeszcze, żeby działało wzmacniająco na naczynka krwionośne.

Po drugie - sam olej dla skóry nie wystarczy. Warto byłoby zastosować pod olej jakieś lekkie serum na bazie wody - dzięki temu dostarczamy skórze składników rozpuszczalnych zarówno w tłuszczach (np. witamina E), jak i w wodzie (np. kwas hialuronowy). Przez pierwsze lata stosowania olejów nie nakładałam pod nie nic - bazowałam tylko na tłuszczu, który nakładałam na noc. W zasadzie nic złego się nie działo, skóra była nawilżona, aczkolwiek wizja tego, że mogłam sobie swojej skórze jeszcze bardziej zrobić dobrze napawa mnie żalem:)





MOJE TOP 3 OLEJÓW ROŚLINNYCH
________________________________________

MIEJSCE 3 - OLEJ ARGANOWY

O oleju arganowym wyskrobałam już parę słów i bardzo zachęcam do zapoznania się z poniższym postem:


Napisałam go 3 lata temu i nadal uważam, że ten olej jest dla mnie świetny.

Olej arganowy jest określany jako małokomedogenny (komedogenność - skłonność do zapychania porów i powstawania zaskórników). Informację o komedogenności traktowałabym jednak z przymrużeniem oka - olej z potencjalnie niską komedogennością i tak może spowodować pojawienie się zaskórników, wszystko jest możliwe. Ponadto w Internecie można czasem znaleźć sprzeczne informacje.

Olej ten wybrałam przede wszystkim ze względu na dużą zawartość witaminy E (2x większa niż w oliwie z oliwek) oraz innych antyoksydantów: karotenoidów, fitosteroli i polifenoli. W konsystencji argan nie jest wyjątkowo tłusty, moja skóra wspaniale go wchłaniała. Używałam go około 2 lat - najdłużej ze wszystkich olejów, z którymi miałam do czynienia. I nawet po takim czasie nie zauważyłam obciążenia skóry i wysypu zaskórników czy też nadmiernego przetłuszczenia (nie tylko w wyniku samego jednorazowego użycia oleju - długotrwałe jego stosowanie sprawiło, że skóra nie przetłuszczała się nadmiernie w strefie T, olej wręcz lekko skórę zmatowił). Ponadto moja cera mniej się po nim czerwnieniła, była bardzo dobrze nawilżona i wyraźnie gładsza.

Olej ten zapamiętałam też z tego jak podziałał na moją głęboką bruzdę na szyi - ładnie ją wygładził i choć nie zniwelował w stu procentach, to nie jest już ona tak mocno widoczna. Podejrzewam, że skóra w tym miejscu była bardzo słabo nawilżona przez to, że nigdy nie stosowałam niczego na szyję, zawsze skupiałam się tylko na twarzy.

MIEJSCE 2 - OLEJ BUSAJNA

Olej Busajna też już opisałam na blogu:


W zasadzie nie jest to olej sam w sobie - jest to mieszanina różnych olejów i ekstraktów roślinnych. Olej jest rzadko spotykany w sklepach (przynajmniej ja go nie spotykam), można go zakupić w Internecie. Ja swój nabyłam w sklepie Ładnie Pachnie we Wrocławiu - z pewnością jeśli kiedyś tam pojadę, to sobie go jeszcze kupię:) 

Olej ten w działaniu na moją skórę sprawdził się podobnie jak olej arganowy, lecz nawilżył moją skórę jeszcze bardziej. I to spowodowało, że umiejscowiłam go właśnie na drugim miejscu. 

Olej Busajna zawiera w składzie dwa emolienty, które mogą być komedogenne: olej z nasion kamelii olejodajnej i olej z nasion winogron. Jednak pomimo tego nie zapchał moich porów, wręcz przeciwnie - wygładził i mocno nawilżył skórę. Muszę też przyznać, że wspaniale działał na moje słabe naczynka krwionośne - skóra nie czerwieniła się i nie podrażniała przez byle co. 



MIEJSCE 1 - OLEJ Z OGÓRECZNIKA LEKARSKIEGO

Olej, który urzekł mnie najbardziej. W kwestii nawilżenia skóry dwa poprzednie przestały dla mnie istnieć, kiedy zaczęłam używać oleju borago (inna nazwa dla oleju z ogórecznika). Najgładszą, najmiększą i najbardziej nawilżoną skórę miałam właśnie wtedy, gdy go stosowałam. Nawet wyrobiłam sobie taki nawyk dotykania swojej twarzy zawsze z rana, ponieważ nigdy nie mogłam się nadziwić, jak bardzo moja skóra jest inna (czytaj: lepsza) niż wcześniej:)

Co jeszcze jest wyjątkowego w tym oleju? To, że charakteryzuje się bardzo wysoką zawartością kwasu gamma-linolenowego (GLA, Omega-6), który jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania skóry. Więcej tego kwasu znajduje się tylko w mleku matki.

Bardzo polecam zapoznać się z moją opinią o tym oleju po 3 miesiącach stosowania, link umieszczam poniżej. Opisałam tam, co jeszcze, oprócz kwasu omega-6 się tam znajduje i jak działa na skórę.


Muszę zaznaczyć jeszcze, że olej z ogórecznika ma konsystencję.... tłustą:) Na początku się tym przeraziłam, stwierdziłam, że dla mojej mieszanej cery to będzie za dużo, jednak spróbowałam i nie żałuję ani kropli:) W ogóle nie obciążył mojej skóry i nie spowodował zapchania porów. 



NAJLEPSZE OLEJE ROŚLINNE DLA CER MIESZANYCH I TŁUSTYCH
________________________________________

Dlaczego? Okazuje się, że olej z ogórecznika jest olejem schnącym (zawiera ponad 50% NNKT) i dlatego można ryzykować jego stosowanie przy skórze tłustej i mieszanej, mimo jego wyczuwalnej cięższej konsystencji. 

Ciekawostka! Oleje, które zawierają dużą ilość kwasów omega-9 (kwas oleinowy) są z reguły lekkie w konsystencji.

Kilka przykładów olejów schnących (oprócz oleju z ogórecznika lekarskiego):

  • olej z kiełków pszenicy
  • olej konopny
  • olej z czarnuszki
  • olej z dzikiej róży
  • olej z wiesiołka
  • olej lniany
  • olej słonecznikowy
  • olej sojowy



JAKIE OLEJE SIĘ U MNIE NIE SPRAWDZIŁY?
________________________________________

Przede wszystkim z awokado i jojoba. Oba może nie spowodowały dużego nagromadzenia zaskórników, ale nie umiały się do końca wchłonąć w moją skórę. Stosowałam je na noc, rano zaś nadal czułam je na skórze, była ona przetłuszczona i wyglądała nieestetycznie. O ile olejowi awokado w sumie się nie dziwiłam, to jojoba mocno mnie w tym temacie zaskoczył - uczono mnie, że jojoba przez to, że składem przypomina nasz łój skórny nadaje się dla skór mieszanych i tłustych, ponieważ po jego aplikacji gruczoły łojowe dostają jakby "informację", że łój w skórze już się znajduje i nie trzeba już więcej go produkować. Sprzedawałam kiedyś oleje i z tego co wiem, u niektórych z tłustą i mieszaną skórą się to sprawdzało, jednak częściej był chwalony przez osoby ze skórą atopową i jako olej w pielęgnacji skóry niemowląt. 

Kwestia doboru najlepszego dla naszej cery oleju jest mocno indywidualna. Musimy przetestować kilka, aby dowiedzieć się, który jest dla nas najlepszy. Zdaję sobie sprawę, że to kosztuje i czas (dobrze jest postosować olej co najmniej przez miesiąc, aby móc wyrobić sobie o nim zdanie), i pieniądze (niektóre są drogie). Ale tylko w ten sposób wybierzemy ten najbardziej dla nas odpowiedni.



A bohaterem dzisiejszych zdjęć jest olej z alg ;)


Stosujecie oleje w codziennej pielęgnacji? Jakie oleje polecacie?


Buziaki,
Maddie Ann:)

________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!

FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej

niedziela, 4 czerwca 2017

Meet Beauty 2017 - Upominki od firm



Czekaliście? Ja wiem, że czekaliście:) Przyszedł czas, aby pokazać Wam, co przytargałam ze sobą z konferencji Meet Beauty:) Jest tego sporo, wszystko już pokazałam na InstaStory (@_maddie_ann_, zapraszam), no ale film istnieje tylko 24h, więc wszystko trwale dokumentuję tutaj:) Bez gadania, zapraszam do oglądania:)

Zanim przejdę do prezentów pokażę Wam, co kupiłam na Targach Beauty Days, który trwały w tym samym czasie, co konferencja. Wiele tego nie ma, ale zawsze coś:) Oczywiście napaliłam się na lakiery hybrydowe...

NeoNail, Lakier hybrydowy Sensitive Princess



Potrzebowałam typowego nudziaka, jasnego beżu, który będzie dobrze kontrastował z opaloną skórą. Padło na Delikatną Księżniczkę:)

Neess, Lakier hybrydowy Neonowa Obsesjsa; Gąbka do makijażu







Ten kolor jest idealny na lato. Taka mieszanka różu i pomarańczowego o neonowym wykończeniu. Gdybyście kiedyś miały zamiar kupować lakier tej firmy to koniecznie sprawdźcie wzornik - jak widać kolor na wieczku kompletnie różni się od faktycznego koloru lakieru. Gąbeczka zaś w kształcie jest taka sama jak moja ulubiona Real Techniques, a że była w cenie 9,90 to się skusiłam:) Do zakupów dostałam olejek do skórek, smycz i długopis.

Batiste, Suchy szampon Divine Dark



Mój must have - dostałam go w dobrej cenie 14zł. Jedyny suchy szampon, który nie zostawia mąki na moich włosach. nawet ostatnio mój mąż się przekonał i regularnie go używa, nawet stwierdził, że mi się do niego dołoży:)

Ok, to teraz upominki!


GOLDEN ROSE
_________________________________________









Każdy uczestnik warsztatów z Karoliną Ziętek otrzymał takie urocze pudełeczko. W środku znalazły się:

  • Kredka do konturowania w kolorze 22
  • Korektor w kredce w kolorze 04 Beżowy
  • Korektor w kredce w kolorze 53 Żółty
  • Baza pod pomadki
  • Matowa pomadka w kolorze 18
  • 4 małe pęsetki
  • Długopis-szminka (kocham)
  • Próbki (baza rozświetlająca, matująca, żel myjący)


NEONAIL
__________________________________________



Na warsztatach z NeoNail każdy otrzymał lakier z najnowszej kolekcji Aquarelle - lakier rozpływa się na mokrej bazie tworząc piękne wzory. Mi przypadł śliczny fiolet Violet Aquarelle:) Do tego lakieru potrzebna jest jednak specjalna baza, którą muszę dokupić. 



GOSH COPENHAGEN
__________________________________________



W paczce otrzymaliśmy:
  • Podkład nawilżająco-wygładzający Foundation Drops w kolorze 004
  • Tusz do rzęs przedłużanych i sztucznych
  • Rozświetlacz w kredce CCC 
  • Pędzel do podkładu


PALMERS, ALMA K
__________________________________________



W zestawie od Palmers znalazły się: 
  • Kokosowe mleczko do ciała
  • Kokosowy balsam do ust
  • Maska do włosów

Alma K podarowała nam nawilżający krem do rąk z minerałami z Morza Martwego, który urzekł mnie swoim zapachem - koniecznie musicie go sprawdzić w Hebe:) Do tego doszła jeszcze próbka żelu peelingującego.



TOŁPA
__________________________________________



Od Tołpy otrzymaliśmy żel do mycia twarzy i oczu, 2-etapowy zabieg oczyszczająco-kojący oraz dwie sztuki płynu micelarnego w chusteczce.



SORAYA
__________________________________________



Soraya podarowała mi dwa kremy: złoty krem-esencja oraz lekki hydro-krem, obydwa przeznaczone dla cery zmęczonej i pozbawionej blasku. Ponadto otrzymałyśmy jeszcze coś na kształt body korektora (zawsze mam problem z nazwaniem tego typu produktu), który nadaje ładny koloryt skórze, tuszuje niedoskonałości i rozświetla.



LIRENE
__________________________________________



Od Lirene dostałam:
  • Fluid Perfect Tone dopasowujący się do koloru skóry w odcieniu natural 120
  • Krem ultranawilżający do twarzy
  • Skarpetki peelingujące


CASHMERE
__________________________________________



Cashmere obdarowało nas dwoma produktami: bronzer-rozświetlacz 2w1 i rozświetlacz z gąbeczką. Będę się świecić jak psu wiadomo co:)



PIERRE RENE
__________________________________________



Tutaj kilka rzeczy do makijażu:
  • Rozświetlacz (bardzo duży)
  • Konturówka w kolorze 02
  • Tusz do rzęs Super Curly
  • Szminka w kolrze H07


ANNABELLE MINERALS
__________________________________________



Od AM otrzymaliśmy dwa cienie do powiek w kolorach Vanilla i Chocolate.



JORDAN
__________________________________________



W paczce od firmy Jordan znalazły się szczoteczki do zębów oraz pojedyncze nici dentystyczne.



DIAGNOSIS
__________________________________________






Od tej firmy otrzymaliśmy produkty kilku marek:
  • Złote serum do twarzy z kolagenem GlySkinCare
  • Złotą maskę do twarzy w płachcie GlySkinCare
  • Krem przeciw rozstępom Mama's
  • Krem do pielęgnacji biustu Mama's
  • Płyn micelarny Novaclear
  • Suplement diety Regital na włosy, skórę i paznokcie


BIELENDA
__________________________________________



Bielenda obdarowała nas czterema fajnymi produktami:
  • Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji twarzy
  • Matujący fluid w kolorze jasny beż 01
  • Perłowa baza pod makijaż
  • Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy (pachnie arbuzem!)


BANDI
__________________________________________



Na stoisku Bandi na Targach miła Pani sprezentowała nam wielkie torby z produktami. W mojej znalazły się:
  • Krem intensywnie nawilżający do twarzy
  • Emulsję kojąco-regenerującą do ciała i twarzy
  • Aksamitną mgiełkę do ciała SPF 6


A wszystko to zapakowane zostało w piękne torby zaprojektowane przez Gosię Zimniak z bloga Gosia Rysuje











Po jakimś czasie od konferencji zawitał jeszcze do nas kurier z kolejnymi prezentami od firm:)


FARMONA
__________________________________________



Od Farmony dostaliśmy produkty do stóp marki Nivelazione:
  • Intensywnie regenerująca kuracja S.O.S. do stóp z mocznikiem 30%
  • Krem w sprayu do stóp
  • Dezodorant do stóp i butów


COSNATURE
__________________________________________



Coś naturalnego tym razem w postaci:
  • Masła do ciała z masłem karite i tonką
  • Maski do włosów z avocado
  • Maski do twarzy z rokitnikiem


SYLVECO
__________________________________________



Sylveco sprezentowało nam:
  • Szampon do włosów suchych i normalnych Vianek
  • Odżywczy krem do rąk Biolaven
  • Maseczkę do twarzy do cery podrażnionej Vianek


EVELINE
__________________________________________



W pięknym różowym pudełku od Eveline znalazły się:
  • Intensywnie odżywczy balsam do ciała Malina Nordycka
  • Lekki matujący hydrożel do twarzy na dzień
  • Maseczka oczyszczająco-detoksykująca z aktywnym węglem
  • Kawowe serum wyszczuplająco-drenujące
  • Odżywka 8w1 do paznokci


Ufff... :) To by było na tyle:) Przyznaję, jest tego o wiele więcej niż się spodziewałam:) Mam co testować przez dwa najbliższe lata:) 

Pragnę bardzo serdecznie podziękować organizatorom Meet Beauty za wspaniałą konferencję i wszystkim sponsorom za tyle wspaniałych prezentów:)



Buziaki, 
Maddie Ann:)

_______________________________________


BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!

FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK


Czytaj dalej

środa, 31 maja 2017

Ziaja PRO Maska uspokajająca | RECENZJA



Jako nieszczęsna posiadaczka cery płytko unaczynionej szukam zawsze czegoś, co mogłoby ją uspokoić i zmniejszyć zaczerwienienia. I to czegoś takiego, co nie wywołałoby jeszcze gorszych podrażnień niż te, które już mam. Przyznać trzeba, że ciężka to sztuka, aczkolwiek udało mi się trafić (i to przypadkiem) na taki kosmetyk. I tym czymś jest nasz dzisiejszy bohater - maska uspokajająca z profesjonalnej serii od Ziaji.

SKŁAD
__________________________________________

Na początek przeczytajcie, co obiecuje producent:



Skupię się teraz na składzie. Nie jest on wybitnie naturalny, wiadomo, to Ziaja, ale jakiś super ekstra zły nie jest, chyba, że ktoś po byle kremie dostaje wysypu zaskórników....


Tak, pierwsze cztery składniki zaraz po wodzie to tłuste emolienty, więc maska stosowana często może działać zapychająco. Jeśli jesteście wyjątkowo wrażliwi w tym temacie, to polecam przemyśleć zakup, choć ja mam zaskórniki na nosie i jakoś nie zauważyłam, żeby ich ilość gwałtownie wzrosła (choć też nie zmalała). Szkoda, że firma umieściła w składzie diazolidynylan mocznika (Diazolidinyl Urea; oczywiście nie jest to ten sam mocznik, który występuje w naszej skórze i tak wspaniale nawilża), jest substancja, która podczas rozkłada formaldehyd, a tej substancji nie lubimy. Choć i tak diazolidinyl urea jest dopuszczalny w kosmetykach w maksymalnym stężeniu 0,5%. Poza tym nie mam wielkich zastrzeżeń.

Tak w ogóle to w ogólnym opisie producent nie pochwalił się innymi dobrymi składnikami, jakie występują w składzie, a szkoda, bo mamy tu oprócz alantoiny, alg, oleju bawełnianego, wit. E, prowitaminy B5 i substancji chłodzącej także glicerynę, olej z orzechów macadamia, skwalan i palmitynian askorbylu, czyli estrową pochodną witaminy C.

Czemu kupiłam tę maskę? Bo kiedy pracowałam w Ziaji to mi upadła i się rozbiła przy rozładowywaniu towaru. I dzięki Bogu, bo nie wiem, czy bym się zdecydowała ją nabyć za około 40zł mając obok ściankę z fajnymi maseczkami w saszetkach po 1,50zl:) Dobra, stało się, opakowanie maski pękło u dołu (dlatego trzymam ją do góry denkiem), więc kupiłam i nie żałuję:)

KONSYSTENCJA, ZAPACH, WYDAJNOŚĆ
______________________________________________

Konsystencją przypomina tłusty krem, lecz bardzo fajnie rozprowadza się na skórze. Po 20 minutach trzymania maski jej część się wchłania, choć sporo zostaje i skóra się błyszczy - trzeba ją zmyć. Zapach jest bardzo przyjemny - perfumowany, ale lekki i nie obciążający. Czuć go przy nakładaniu i na początku noszenia, potem się ulatnia (choć bardziej wrażliwy nos na pewno go wyczuje, być może mój już się przyzwyczaił). 



Wydajność maski oceniam na bardzo dobrą, stosuję ją średnio raz w tygodniu i mam jeszcze połowę (jest koniec maja, a maskę kupiłam w październiku). Myślę, że wystarczy mi w sumie na rok, czyli do jesieni.

DZIAŁANIE
______________________________________________

Pisałam to już dwa razy, ale i tak powtórzę - jest to jedyna w tym momencie rzecz, którą mogę nałożyć na zaczerwienioną, piekącą i podrażnioną skórę. Wspaniale koi i łagodzi, skóra przestaje piec, maseczka potrafi nawet lekko schłodzić cerę, co jest bardzo przyjemne i daje dużą ulgę. Po 15 minutach wyraźnie zmniejszają się zaczerwienienia, skóra odzyskuje swój normalny koloryt. Ponadto nawilża i lekko natłuszcza. 

Maskę aplikuję oczywiście na całą twarz, jednak nakładam cienką warstwę na obszary ze skłonnością do występowania zaskórników, czyli na nos i brodę. Więcej maski daję na policzki, czyli tak, gdzie występuje u mnie największe zaczerwienienie i na czoło - bo jest suche i swędzi. Produkt, jak już wcześniej wspominałam stosuję średnio raz w tygodniu, najczęściej po mocniejszym peelingu, po którym moja skóra jest wyraźnie podrażniona (no wiem, nie powinnam mocno złuszczać cery naczyniowej, ale gdyby nie mocniejszy peeling raz na jakiś czas to moje pory by się zafajdały na maksa).



Ocena: 5/6



Gwiazdkę odjęłam za diazolidynylan mocznika i za dużo tłustych emolientów na początku składu (choć mnie to bardzo nie szkodzi). 

Jestem ogromnie zadowolona z tego produktu, a ściślej - z jego działania na moją skórę. Nic tak nie potrafi jej uspokoić jak ona:) Serdecznie polecam:)

Jeśli miałyście styczność z tą maską to dajcie znać - chętnie poznam Waszą opinię:)

Buziaki,
Maddie Ann:)

___________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!

FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK


Czytaj dalej

poniedziałek, 29 maja 2017

III Edycja Konferencji Meet Beauty 2017 - relacja


Już po wszystkim:) Weekend pełen wrażeń za nami, więc nie pozostaje mi nic innego, jak podzielić się z Wami relacją z jedynej takiej w Polsce konferencji dla blogerów i vlogerów kochających kosmetyki, czyli Meet Beauty!:)

Od wydarzenia minął już tydzień, a ja cały czas wspominam ciekawe wykłady oraz warsztaty, w których miałam przyjemność uczestniczyć podczas konferencji. Tak się nie mogłam doczekać, że już w piątek pojechałam do Nadarzyna odebrać swój identyfikator! Nie odmówiłam sobie również spaceru po Targach Beauty Days, ale o tym troszkę później...:) 


Konferencja Meet Beauty po raz pierwszy odbywała się w ciągu dwóch dni, a nie jak dotychczas, jednego. Dzięki temu organizatorzy mogli przygotować dla nas więcej atrakcji w postaci inspirujących wykładów ze znanymi blogerami czy ciekawych spotkań z różnymi markami kosmetyków. Był też czas na zwiedzenie targów, zjedzenie czegoś oraz kawę i plotki, więc harmonogram w pełni mi odpowiadał.

Sobota zaczęła się dla mnie dość wcześnie, bo chwilę po godzinie 6, a to po to, aby dojechać na Dworzec Centralny na specjalny autobus, który miał nas zawieźć do Nadarzyna pod Ptak Warsaw Expo. Jak się później okazało, dobrze, że razem z Anetą z bloga W mojej toaletce (KLIK) wybrałyśmy wcześniejszy kurs - potem było sporo chętnych osób na jazdę tym autobusem:) 




No dobra, zdjęcie na ściance załóżmy, że musi być :D


Po co patrzeć w obiektyw, jak można w ekran? :D


Po rejestracji rozsiadłyśmy się w obłędnej strefie relaksu przygotowanej przez firmę Palmers - tylko spójrzcie:














Po krótkim powitaniu pobiegłam na pierwsze warsztaty. Udało mi się zapisać do trzech firm. W sobotę wystartowałam z Golden Rose, gdzie Karolina Ziętek pokazywała jak prawidłowo dobrać podkład do cery, jak tuszować niedoskonałości, jakie produkty wybierać przy wykonywaniu makijażu twarzy. Przyznam szczerze, że myślałam, że niczego nowego się nie dowiem, ale Karolina tak wspaniale zaprezentowała temat, że o dziwo wyszłam z warsztatów mądrzejsza:) Przy okazji poznałam kilka ciekawych produktów Golden Rose, m.in. kredki-kamuflaże, zakrywające przebarwienia. Mam też ochotę wypróbować podkłady tej firmy:)










Po zajęciach z GR przyszedł czas na warsztaty NeoNail - gdy zajrzałam do sali, gdzie miały się odbywać i zobaczyłam przy każdym stoliku lampę do utwardzania i lakiery, to jednocześnie się ucieszyłam i przeraziłam - lubię robić hybrydy, uwielbiam je, bo mogę je nosić długo, ale z drugiej strony bałam się, że będziemy robić jakieś skomplikowane wzory, że mi się nie uda i tylko się wygłupię:) Wiele się nie pomyliłam - pamiętacie nową kolekcję NeoNail Aquarelle, o której wspominałam Wam w poprzednim poście? Tak! Testowaliśmy właśnie te najnowsze lakiery i uczyłyśmy się robić wzory:) Był nawet konkurs na najlepszą stylizację, i mimo, że Aquarelle pozwala na szybkie i łatwiejsze robienie wzorów to oczywiście się nie załapałam:) Ale co tam:) Miałyśmy ubaw przy tworzeniu stylizacji:)







Nasze prace oceniała m.in. Red Lipstick Monster.


Po warsztatach przyszedł czas na przerwę, jednak nie było poczęstunku, tak jak w zeszłym roku (oprócz kawy, herbaty i wody oczywiście:)). Można było coś zjeść w foodtrackach, ale niestety nie jestem fanką zapiekanek z budki i kebabów. Dobrze, że znalazłyśmy z Anetą jakieś kanapki na jednym ze stoisk na targach, bo byśmy chyba padły:)












Przyszedł czas na wykład dotyczący robienia zdjęć kosmetyków, który prowadziła Natalia Sławek z bloga Jestrudo.pl (KLIK) . Słyszałam o Natalii, lecz jakoś tak wyszło, że nie miałam okazji poznać dokładnie treści, które umieszcza na swoim blogu, więc była to dla mnie kompletna nowość. Byłam bardzo ciekawa nowinek fotograficznych, bo w ogóle się na tym nie znam, a bardzo bym chciała, żeby zdjęcia, które oglądacie na moim blogu były miłe dla Waszego oka. Dowiedziałam się kilka nowych rzeczy, między innymi tego, że mój aparat może o wiele więcej niż do tej pory myślałam:) Brakowało mi jednak trochę technicznych spraw, np. informacji o dobrym statywie lub lampie, ale to można znaleźć na blogu Natalii.



Po wykładzie odbyło się wręczenie nagród dla najlepszych blogerów/vlogerów w różnych kategoriach. Bardzo się cieszę z wygranej Agwer w kategorii makijażowej, bardzo ją lubię i uważam, że zasłużyła na wygraną. Szkoda, że nie mogła być z nami tego dnia.

Pierwszy dzień konferencji dobiegł końca, choć szczerze mówiąc skończył się na dobre dopiero, kiedy dotarłam do domu - to była dopiero przeprawa:) Bezpłatny dyliżans miał niezłe wzięcie, bo spora grupa blogerek chciała się nim dostać do Warszawy, ale niestety chyba nikt nie przewidział, że będzie nas tak dużo (w sumie zaproszono 300 blogerek, więc co to tam, mały ogórek nie pomieści?). Wystarczyło zrobić odjazd co pół godziny, a nie co godzinę i dać trochę większy autobus. A nie nieświadomie organizować Runmageddon:)

Dzień drugi konferencji nastał nieubłaganie szybko. Postanowiłam dać mężowi pospać i wstałam całe pół godziny później. Niedziela rozpoczęła się dla mnie wykładem Tomasza Stopki z bloga Semurai.pl (KLIK). Była to pogadanka o SEO, pozycjonowaniu i monetyzacji bloga. Takie tam techniczne sprawy dla osób, które posiadają stronę internetową:) Wykład uważam za ciekawy, temat SEO trochę mi się rozjaśnił, z pewnością będę go dalej drążyć:)



Moje jedyne niedzielne warsztaty to były zajęcia z laureatką pierwszego miejsca na International Master's Award MakeUp 2015 w Monachium oraz Mistrzynią Polski Wizażystów Anną Muchą i Gosh Copenhagen. Kolejne makijażowe nowinki - nie mogło mnie tam zabraknąć:) Tematem spotkania był makijaż do selfie ujęty w troszkę lżejszy i bardziej dopasowany do urody sposób niż taki, jaki narzuca nam np. Instagram. Prowadząca wykonała przepiękny makijaż na modelce naprawdę delikatnej urody, trzeba przyznać, że to sztuka zrobić makeup kobiecie w taki sposób, że nie przyćmić jej naturalnych walorów, a dobrze je uwydatnić. 






Byłam również zainteresowana warsztatami Eyelure, jednak odbywały się one w tym samym czasie, co wykład Jasona Hunta, więc bez marudzenia poszłam na wykład i... nie żałuję. To był dla mnie najlepszy punkt całego programu konferencji! Popularny bloger (polecam zajrzeć na jego stronę, bardzo lubię go czytać, choć nie pisze o kosmetykach) w bardzo przystępny i lekki sposób przekazał nam jak zainteresować swoimi postami odbiorców. Było śmiesznie i bardzo ciekawie:)











Chcecie poczytać o tym jak nie śpię po nocach, bo trzymam kredens? :D


Następnie na scenie pojawiły się blogerki, które niejako poszerzyły swoją blogową działalność i odniosły niemały sukces:) O swoich pasjach opowiadały Ania Bulwicka z bloga BforBeautifulNails (KLIK), która założyła sklep z płytkami do stemplowania paznokci - B.Loves Plates (KLIK), Hania Kępa-Szul z bloga Hania.com.pl (KLIK), która jest właścicielką sklepu internetowego z kosmetykami, które własnoręcznie przepięknie pakuje (KLIK) oraz Ania Kołomycew, czyli Anwen, włosomaniaczka, która właśnie wypuściła na rynek swoje maski do włosów, można je kupić TUTAJ.



Na koniec odbyło się rozstrzygnięcie konkursów organizowanych przez firmy kosmetyczne obecne na konferencji. 

Każda z blogerek otrzymała ogrom, po prostu ogrom upominków od firm. Hitem były torby zaprojektowane specjalnie dla uczestników konferencji przez Gosię Zimniak z bloga Gosia Rysuje (KLIK). Torbę z zawartością i prezentami pokażę Wam jednak w osobnym poście, bo w jednym to ja się nie wyrobię:) Zresztą trochę już pokazałam na moim InstaStory, na który serdecznie Was zapraszam (link do Instagrama na samym dole posta:))

Konferencję oceniam na 4+. W tym roku program był wspaniały i sam fakt, że konferencja była połączona z targami był dla mnie dużą atrakcją. Poznałam kilka świetnych blogerek, nauczyłam się sporo nowych rzeczy i bardzo dobrze się bawiłam. Miejsce samo w sobie było bardzo fajne i przygotowane naprawdę bardzo profesjonalnie (myślę, że przy scenie głównej to można było zrobić dyskotekę po wyniesieniu krzesełek:)), z jednym ale - za dużo hałasu dochodzącego z targów lub z warsztatów NeoNail, gdzie sympatyczny Pan Konferansjer opowiadał o lakierach z tak głośną pasją w głosie, jakby je co najmniej sam robił (brawa dla niego:)). Czasem przez to nie można było się skupić na warsztatach czy wykładach:) Ponadto troszkę słaba oferta obiadowa - ale to już było chyba po stronie targów, nie wiem, jeśli się mylę, to mnie poprawcie:) No i ten nieszczęsny autobus:) Choć dobrze, że w ogóle był i to jeszcze bezpłatny:)

Muszę też przyznać, że po warsztatach makijażowych mam mały niedosyt - oczywiście jestem z nich bardzo zadowolona i cieszę się, że mogłam wziąć w nich udział, jednak wszystkie pokazy były wykonywane na modelkach, które miały nieskazitelną cerę. Chętnie dowiedziałabym się jednak jak zakrywać makijażem naprawdę duże niedoskonałości, np. ciężką postać trądziku czy mocny rumień albo jak wykonać makijaż na cerze dojrzałej:) Taka mała sugestia:)

Same targi także bardzo mi się podobały:) Znalazłam wiele różnych, ciekawych firm, a dla hybrydomaniaczek to już był chyba istny raj na ziemi - obecność firm takich, jak: Chiodo, Indigo Nails, NeoNail czy Mistero Milano na pewno je ucieszyła. Sama zaopatrzyłam się w dwa lakiery hybrydowe, ale te także pokażę Wam w następnym poście, razem z upominkami. Bo muszę jeszcze zrobić zdjęcia, och.

















Nie było przepychanek i ścisku jak to czasem bywa na targach Beauty Forum - może mniejsza ilość ludzi spowodowana chyba lokalizacją targów (choć szczerze trzeba przyznać, że dojazd jest naprawdę dobry), może Targi są jeszcze mało znane, ale myślę, że i na nie przyjdzie pora, bo było to naprawdę ogromne wydarzenie. Mnie akurat bardzo się podobało, że swobodnie mogę podejść do każdego stoiska:)









Następna edycja targów już za rok! Data zaplanowana - w moje urodziny. Cudownie.


Cóż więcej rzec?:) Chyba tylko tyle, że z niecierpliwością czekam na kolejną edycję Meet Beauty. bo jak się okazuje to nie jest jakieś tam spotkanie, na które blogerki biegną po to, aby wyłapać darmoszkę, tylko wielkie wydarzenie, pełne bardzo interesujących wykładów i zajęć, a także inspirujących rozmów i wymiany doświadczeń. Dzięki konferencji dowiadujemy się jak rozwijać bloga, a to wszystko dla Was, Drodzy Czytelnicy:)

Bardzo dziękuję Anecie, Justynie, Magdzie oraz Tinie za bardzo miłe towarzystwo:)

Buziaki, 
Maddie Ann:)

____________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!

FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej
Obsługiwane przez usługę Blogger.