poniedziałek, 20 marca 2017

Z pamiętnika sprzedawcy: Sprzedawca wszechmogący, czyli czego wymaga klient?

Drodzy Sprzedawcy, czy w swojej karierze czuliście się kiedyś, jakbyście wykonywali całkowicie inny zawód? Albo jakby klienci brali Was za kogoś zupełnie innego niż sprzedawcę kosmetyków? Przyznam szczerze, że zdarza mi się to co jakiś czas. Ludzie wymagają ode mnie czegoś, co wykracza poza moje kompetencje. 

Mam wrażenie, że niektórzy myślą, że skoro pracuję w sklepie z kosmetykami, to powinnam mieć także wiedzę medyczną. Klienci takich sklepów nierzadko borykają się z różnymi problemami dermatologicznymi. W asortymencie firmy, w której pracuję są produkty do pielęgnacji skóry ze schorzeniami, które śmiało im polecam. Jednak czasem zdarza się, że niektórzy chcą, żebym zdiagnozowała ich chorobę, bo chociaż lekarz przepisał leki, to one nie pomagają. Pokazują mi zmiany skórne, czasem mam wrażenie, że gdyby mieli więcej czasu, to by się rozebrali... Owszem, jestem kosmetologiem, potrafię rozpoznać niektóre dermatologiczne schorzenia, ale podstawą jest wizyta u lekarza i ewentualne badania, a to do moich kompetencji po prostu nie należy. Ciężko jest też określić jednoznacznie co to za choroba jedynie po obejrzeniu tego, co się dzieje na skórze.

Innym razem czuję się jak barman, czyli powiernik wszelkich sekretów i problemów ludzkich. Klienci przychodzą często, żeby się zwierzyć, po prostu komuś wygadać. Jeśli trwa to kilka lub kilkanaście minut i nie zaburza mi to pracy, nie stanowi to dla mnie problemu - staram się wtedy wspomóc dobrym słowem. Problem zaczyna się wtedy, gdy "rozmowa" (zazwyczaj jest to monolog klienta) przedłuża się do godziny, a kupujący (o ile w ogóle coś kupi) mówi o rzeczach, na których kompletnie się nie znam. Najgorzej, gdy schodzi na tematy polityczne i z zawzięciem prezentuje swoje poglądy, nie zwracając uwagi na klientów, którzy chcieliby coś kupić. Na szczęście rzadko wymaga, żebym się z nim zgadzała bądź nie - wystarczy mu zazwyczaj moje przytakiwanie...

Niektórzy biorą mnie także za chemika. Osobom kupującym wydaje się wręcz, że to ja zrobiłam te wszystkie kosmetyki i znam ich każdy składnik, potrafię go dokładnie opisać i jeszcze powiedzieć skąd pochodzi. Niestety tak nie jest. Mam dużą wiedzę, ale nie znam wszystkich komponentów i nie mam produkcji kosmetyków w małym palcu, a tym bardziej nie ma jej ktoś, kto nie skończył studiów wyższych z kosmetologii czy pokrewnego kierunku (chyba, że się tym ostro interesuje), osoby z innym wykształceniem także pracują często na stanowisku sprzedawcy kosmetyków, choćby po to, by zarobić swoje pierwsze pieniądze. Szkoda, że klienci nie rozumieją, że chemicy, pracują raczej w laboratorium, a nie w sklepie.

Czasem jestem też szatniarzem - klienci proszą, aby w sklepie coś przechować, np. zakupy, których nie chcą ze sobą nosić. Rozumiem starsze i schorowane osoby, ale zdarza się, że proszą o to i młodzi ludzie. Pół biedy, jeśli jest to klient sklepu, niestety trafiają się także przypadkowe osoby, którzy traktują mijany po drodze sklep jako przechowalnię.

W moim miejscu pracy spotykam różnych ludzi. Takich, którzy nie doceniają mojej pracy i mają sprzedawcę za osobę gorszą od siebie oraz takich, którzy myślą, że jestem człowiekiem renesansu i potrafię wszystko. Z dwojga złego wolę jednak spotykać tę drugą grupę ludzi - przynajmniej zazwyczaj są kulturalni i wierzą, że choć trochę im pomogę.

Z pamiętnika sprzedawcy to seria felietonów na temat pracy w sklepie kosmetycznym i relacji z klientami. Tekst jest dostępny także w magazynie branżowym Kosmetyki.

_________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej

piątek, 17 marca 2017

Precious Oils Lip Scrub Eveline vs Pomadka peelingująca Sylveco - recenzja porównawcza


Pomadka peelingująca to kosmetyk, którego absolutnie nie może zabraknąć w mojej kosmetyczce (i w torebce, w kieszeni płaszcza czy fartucha w pracy:)). Moje usta uwielbiają, gdy przejeżdżam po nich chropowatą powierzchnią sztyftu, a najlepiej, żeby był on przy okazji napakowany pielęgnującymi olejami. Taka formuła zapewnia suchej skórze moich ust odpowiednie nawilżenie, natłuszczenie i gładkość.

Do tej pory moim jedynym ulubieńcem była pomadka peelingująca Sylveco. Jednak ja, jak to ja, cały czas szukam czegoś nowego i jeszcze lepszego, więc gdy dowiedziałam się, że w szafie Eveline wreszcie pojawił się peeling do ust, postanowiłam zakupić i wypróbować. 

Dziś biorę pod lupę obydwie pomadki razem i porównam je pod każdym względem. Która okaże się lepsza? Zobaczmy!

Skład:

Precious Oils Lip Scrub, Eveline 



"GENTLE EXFOLIATING LIP SCRUB łączy w sobie zaawansowaną technologicznie formułę GOTALENE RS oraz drogocenne, naturalne olejki roślinne: arganowy, migdałowy, kokosowy i awokado. Aktywne składniki odżywcze olejków zapewniają odpowiedni poziom nawilżenia i odżywienia. Koktajl witamin E i C hamuje proces starzenia, sprzyja syntezie ceramidów, wzmacniając barierę lipidową naskórka. Przeciwdziała rozpadowi kolagenu oraz stymuluje jego syntezę. Usta odzyskują wyraźny kontur, blask oraz zdrowy i piękny wygląd. Formuła bogata w delikatne drobinki bardzo łagodnie usuwa martwe komórki naskórka, wygładza usta, zapobiegając ich pękaniu i podrażnieniom." 

Skład: Ricinus Communis Seed Oil, Polylactic Acid, Cera Alba, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Copernicia Cerifera Cera, Stearyl/PPG-3 Myristyl Ether Dimer Dilinoleate, Myristyl Lactate, Caprylic/Capric Triglyceride, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Behenyl Alcohol, Palmitic Acid, Stearic Acid, Hydroxyethyl Cetearamidopropyldimonium Chloride, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Polyethylene, Cocos Nucifera Oil, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Cera Microcrystallina, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Persea Gratissima Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Dehydroacetic Acid, Parfum, PEG- 8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Argania Spinosa Kernel Oil, Dipotassium Glycyrrhizate, Linalool, Citronellol, Benzyl Benzoate, CI 77891, CI 45410

Producent określa peeling jako "gentle", czyli delikatny. Skład opiera się przede wszystkim na oleju rycynowym i woskach, ale znajdziemy tu także olej kokosowy, ze słodkich migdałów, arganowy, avocado oraz ekstrakt z aloesu.

Pomadka peelingująca Sylveco

"Hypoalergiczna, odżywcza pomadka, zawierająca naturalne drobinki ścierające w postaci brązowego cukru trzcinowego. Taki peeling delikatnie złuszcza i doskonale wygładza usta. W składzie pomadki znajduje się bogaty w przeciwutleniacze i kwasy NNKT olej z wiesiołka o właściwościach silnie regenerujących. Pozostałe oleje, wosk pszczeli i masła roślinne pielęgnują delikatny naskórek ust, zapobiegają ich wysychaniu i pękaniu. Aktywny składnik – betulina – działa kojąco na wszelkie podrażnienia, łagodzi objawy opryszczki."

Skład: Glycine Soja Oil, Cera Alba, Sucrose, Lanolin, Oenothera Biennis Oil, Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax, Theobroma Cacao Seed Butter, Butyrospermum Parkii Seed Butter, Betulin,
Prunus Amygdalus Amara Oil.

Pomadka Sylveco peelinguje przez zawartość cukru i tutaj pierwszy plus dla tej firmy. Skład jest o wiele krótszy, mamy tu praktycznie same oleje i masła, lanolinę, wosk i betulinę.

OCENA: Eveline 0 - Sylveco 1
______________________________________

Opakowanie, forma

Jak widać na zdjęciach jest ono takie samo w przypadku obu pomadek. Są w formie wygodnego, wykręcanego sztyftu, co pozwala na "obsługę" pomadki jedną ręką. Różnica w tym przypadku jest tylko jedna - forma zakończenia. Eveline jest ścięta jak typowa szminka, Sylveco jest zakończona płasko. Jednak dla mnie obydwie formy się sprawdzają, nie ma żadnego znaczenia czy pomadka jest ścięta czy nie. Punkt dla obu peelingów:)

OCENA: Evelina 1 - Sylveco 1
______________________________________

Wykończenie:

Ta strefa jest dla mnie dość ważna, więc zawsze zwracam na nią uwagę. Pomadka Sylveco daje olejowate wykończenie i jest to wyraźnie wyczuwalne. Bardzo to lubię, mam wrażenie, że moje usta są lepiej pielęgnowane dzięki temu. W przypadku peelingu Eveline efekt na ustach jest kremowy, choć bardziej określiłabym jako woskowy, trochę bardziej sztuczny, przyszło mi na myśl nawet kiedyś, że efekt jest taki jakby wymieszać krem ze... stopioną świecą. I jeszcze jedna, chyba najistotniejsza dla mnie różnica - pomadka Eveline zostawia różowo-perłowe wykończenie na ustach, czego kompletnie nie mogę wybaczyć. Co prawda ten rezultat po jakimś czasie znika, lecz nijak nie mogę tej pomadki użyć publicznie, bo wygląda to na moich ustach okropnie, a drobinki peelingujące są na takim podłożu dość widoczne.

Na zdjęciach poniżej starałam się Wam pokazać różnice w wykończeniu, jakie dają obydwie pomadki.

Sylveco:



Eveline:


OCENA: Eveline 0 - Sylveco 1
_____________________________________

Działanie:

Przez moc olejów, które nie są jakby "zagłuszane" przez woski w recepturze, zdecydowanie wybieram pomadkę Sylveco pod tym względem. Nawilżenie i natłuszczenie oraz zmiękczenie ust utrzymuje się dłużej niż w przypadku peelingu Eveline. Nie twierdzę, że peeling Eveline w ogóle nie nawilża - owszem robi to, dobrze wygładza, lecz znika z powierzchni ust szybciej i mam ochotę użyć go ponownie po jakimś czasie, gdzie po Sylveco nadal moje usta byłyby nawilżone.

Działanie peelingujące w obu pomadkach jest praktycznie takie samo, obydwie wspaniale wygładzają i pozbywają się suchych skórek.

OCENA: Eveline 0,5 - Sylveco 1
_____________________________________

Cena i dostępność:
Cena peelingu Eveline to 16zł; pomadka Sylveco na stronie firmy kosztuje 10,50. Obydwie ceny są dla mnie jak najbardziej do przyjęcia.

Eveline jest zdecydowanie bardziej dostępna niż Sylveco. W praktycznie każdym mieście za rogiem stoi Rossmann, więc można ją szybko znaleźć i taniej zapłacić. Firma Sylveco może być dostępna w sklepach z naturalnymi kosmetykami, widziałam ją także w Drogerii Natura, lecz na ich stronie niestety nie znalazłam pomadki peelingującej. 

OCENA: Eveline 1- Sylveco 0,5
_____________________________________

Na pięć możliwych do zdobycia punktów pomadka Eveline otrzymuje 2,5 punkta, pomadka Sylveco 4,5. Jak więc widzicie ta druga firma bardziej mnie przekonała do swojej pomadki. Po pierwsze świetnie działanie peelingujące i pielęgnacyjne, które utrzymuje się dłużej niż przy Eveline. Po drugie perłowa poświata, którą zostawia Eveline sprawia, że nie kupię jej ponownie. W tym momencie używam jej tylko w domu, gdzie takie wykończenie kompletnie mi nie przeszkadza. Kiedy wychodzę zawsze mam przy sobie pomadkę Sylveco.


Dajcie znać, czy miałyście do czynienia z tymi pomadkami 
i napiszcie jakie są Wasze odczucia:)

Buziaki,
Maddie Ann:)
_____________________________________
 
BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej

niedziela, 12 marca 2017

Ujędrniające masło poprawiające koloryt skóry o zapachu Cappucino DIY - przepis

Ostatnio mocno zainteresowałam się wyrabianiem kosmetyków w domowych warunkach. Ktoś zapyta: chce ci się? Nie jest ci wygodniej kupić krem w sklepie? Cóż, może i wygodniej, może i nawet taniej, ale niestety nie mam pewności, czy w danym kosmetyku ilość procentowa poszczególnych składników jest na tyle duża, żeby coś na skórze zdziałać, czy występują one tylko śladowo (producent nie ma obowiązku podawać ilości procentowej poszczególnych składników). Ponadto frajdę sprawia mi samo tworzenie, dobieranie składników. Odpowiedź brzmi więc: tak, chce mi się!:)
Wpadłam na pomysł zrobienia produktu, który przygotowałby trochę moją skórę na lato, szczególnie skórę nóg. Moim problemem jest nie tylko cellulit, ale także blada skóra na nogach, na której widać mocno zaczerwienienia i siniaki. Moje nogi co prawda opalają się szybko, aczkolwiek już teraz chciałabym zadbać o to, żeby miały zdrowy koloryt - będzie mniej blada w pierwsze upalne dni:) Myślę też, że masło sprawdzi się też na rozstępy.

Przepis na masełko jest dość proste, ponieważ składa się tylko z fazy olejowej - nie może nie wyjść i robi się je szybko:) Nawet nie była mi do tego potrzebna waga, wszystko można zrobić na oko:)

Do wykonania masła (ok. 75ml) potrzebne będą następujące składniki:

  • masło shea (ok. 25ml) - świetny "budulec" dla kremów i maseł do ciała, regeneruje i nawilża skórę
  • masło kakaowe (ok. 25ml) - pobudza syntezę melaniny w skórze, przyspiesza opalanie, ma całe mnóstwo przeciwutleniaczy, pachnie jak prawdziwe kakao
  • olej macadamia (ja użyłam tutaj oleju ze słodkich migdałów, nie dysponowałam niestety macadamią) - do wypełnienia; działa antycellulitowo i ujędrniająco, nawilża
  • olej z alg fucus (ok. 6ml) - ujędrnia skórę, zmniejsza widoczność cellulitu
  • olej avocado (ok. 6ml) - mocno odżywczy olej, olej siedmiu witamin
  • witamina E (2 krople) - dla zakonserwowania
  • kompozycja zapachowa Cappucino (może być też o zapachu czekoladowym, jeśli lubicie) - 5-6 kropli
  • zlewka miarowa
  • łyżeczka z miarką 

Zależało mi na tym, aby ilość maseł przeważała w tej recepturze. Dlatego jest ich w sumie ok. 50ml na 75ml produktu.

Masła odmierzam i przekładam do zlewki. 


Możecie mieć problem z wydobyciem masła kakaowego z opakowania, ponieważ jest bardzo twarde. Ja poradziłam sobie nożem (niestety wcześniej pękła mi plastikowa łyżeczka miarowa, którą i tak nie da się wydobyć odpowiedniej ilości masła). Na rynku jest dostępne masło kakaowe w kawałeczkach (Stara Mydlarnia) lub w formie świecy (Mydlarnia u Franciszka).


Zlewkę z masłami umieszczam w kąpieli wodnej. Trzeba pamiętać o tym, aby wody nie zagotować, wystarczy ją podgrzać. Po chwili masła zaczynają się topić.


Warto sprawdzić temperaturę maseł - nie może ona przekroczyć 80 stopni, gdyż w takiej temperaturze stracą swoje właściwości. Jeśli nie zagapicie się i zagotujecie wody, to nie macie się czym martwić - u mnie masła były już ładnie roztopione przy temp. 40 stopni.


Do płynnych już maseł dolewam 3 łyżeczki oleju z alg (ok. 6ml) oraz tyle samo oleju z awokado. Nie dodawałam ich zbyt dużo, dlatego, że są to mocno pachnące oleje, bałam się, że zepsują mi zapach całego produktu, jednak masło kakaowe i olejek zapachowy bardzo dobrze sobie z nimi poradziły:) Miarka pokazała ilość produktu między 50 a 75ml, więc dopełniłam resztę olejem ze słodkich migdałów.




Następnie przechodzę do mieszania olejów i maseł za pomocą spieniacza do mleka. Mieszamy dopóki oleje się nie schłodzą. Kolor całej mikstury podczas mieszania będzie jaśniał i lekko gęstniał, nie jest to nic złego:)



Kiedy oleje się schłodzą można dodać 2 krople witaminy E (to bardzo ważne, żeby wszystko było chłodne, wysoka temperatura nie służy witaminie, a jest nam potrzebna do zakonserwowania całego produktu) oraz 5-6 kropel olejku zapachowego. Ja dodałam kompozycję o zapachu cappucino ze Starej Mydlarni - pachnie po prostu obłędnie, ale jest to kompozycja, nie naturalny olejek eteryczny, więc jeśli jesteście uczuleni na "parfum" w kosmetykach, lepiej unikać dodatkowych składników zapachowych. Samo masło kakaowe ma mocny czekoladowy zapach, więc obędzie się i bez tego:) Mnie akurat perfumowane olejki nic złego nie robią, więc śmiało dodałam cappucino do swojego masełka:)



Wszystko mieszam jeszcze przez kilka minut, potem przelewam do słoiczka (ja swoje zamówiłam na stronie Zrób Sobie Krem:)). Masło jest nadal płynne, więc wkładamy je do lodówki, po godzinie pięknie stężeje:)


Nie przejmujcie się pianą, która się wytworzyła - opadnie:)

W gotowym produkcie mogą utworzyć się grudki, to całkiem normalne przy dużej ilości masła shea i kakaowego. Jest ono wygodne w użytkowaniu - praktycznie samo rozpuszcza się w kontakcie z ciepłą skórą i nie jest bardzo tępe, jak użyte masła w stanie surowym.


Żałuję, że nie mogę Wam przekazać tego, jak ono pachnie, musicie mi uwierzyć na słowo, że zapach jest rewelacyjny - cappucino zmieszane z kakao:) Idealne dla fanów słodkich, "jedzeniowych" kompozycji:)

Mam nadzieję, że ten przepis przyda się Wam i spróbujecie sami wykonać takie lub podobne smarowidło do ciała:)

Buziaki,
Maddie Ann:)

________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej

niedziela, 26 lutego 2017

Pielęgnacja przeciwzmarszczkowa - kiedy zacząć? Jak opóźnić starzenie się skóry? 3 podstawowe rzeczy, o których trzeba pamiętać w pielęgnacji przeciwstarzeniowej

My, kobiety, często boimy się zmarszczek jak ognia. Pierwsze wgłębienie na skórze traktowane jest niczym pierwszy siwy włos - zdajemy sobie sprawę, że młodsze to my już nie będziemy. I tu pojawiają się pytania - dlaczego już? Co mogłam zrobić, żeby zmarszczki pojawiły się później?

Każdy starzeje się w swoim tempie. Zależne jest to od wielu czynników, nie tylko od tego, czy nakładamy sobie odpowiednio wcześnie krem przeciwzmarszczkowy czy nie. Od jakich?
  • odpowiednia, zróżnicowana dieta - warzywa, owoce, nie przejadanie się, 5 posiłków dziennie, ostatni 2h przed snem, wszyscy wiemy, o co chodzi;
  • uprawianie sportu - chociaż jednego, aby zaliczyć te 2 razy w tygodniu po godzinie solidnego spocenia się; osobiście mam z tym bardzo duży problem, jedynym sportem, jaki uprawiam jest bieg z metra do autobusu i odwrotnie, przysiady do szuflad z kosmetykami w pracy i od czasu do czasu maraton po sklepach;
  • odpowiednia ilość snu (jeju, czuję się jak hipokrytka pisząc to)
  • mało stresu - ja wiem. Czasem się nie da, no ale cóż.
  • picie dużej ilości wody - czasem zastanawiam się, czemu wypicie litra wody jest czasem takie trudne, a butelki wina już nie.
  • iiii co? I odpowiednia pielęgnacja kosmetyczna, czyli to, na czym znam się najlepiej! :) uff.
Dlaczego w ogóle zaczęłam pisać posta na ten temat? Bo codziennie uświadamiam się w tym, jak niska jest wiedza konsumentów na temat kosmetyków przeciwzmarszczkowych. Sprzedaję kosmetyki i rozmawiam z ludźmi, w każdym dniu pracy obsługuję ok. 120-160 osób i zawsze znajdzie się ktoś około lat 50, kto stwierdzi, że nie potrzebuje jeszcze kosmetyków przeciwzmarszczkowych (sic!), albo czy już powinna używać kremu pod oczy, czy jeszcze poczekać te 10 lat. A ja oczywiście nie chcąc zostać zmieszana z błotem przez klientkę boję się jej powiedzieć prawdę.

To, że na opakowaniu kosmetyków widnieje słowo "przeciwzmarszczkowy" wytłuszczone grubą czcionką w oczobitnym kolorze jeszcze nic nie znaczy. Najlepiej jest odwrócić opakowanie i spojrzeć na składniki aktywne zawarte w kosmetyku... No właśnie. Czego tak właściwie szukać w kremach?

3 typy składników kosmetycznych niezbędnych w pielęgnacji przeciwzmarszczkowej

Jeśli chcemy efektywnie opóźnić (zapobiec się niestety nie da) występowanie zmarszczek na skórze oraz innym zjawiskom towarzyszącym procesowi starzenia się (utrata jędrności skóry, zmiana kolorytu, przebarwienia...) musimy pamiętać o trzech rzeczach, którymi są:

Nawilżanie
Przeciwutleniacze
Filtry przeciwsłoneczne

Omówmy teraz każdy z tych czynników po kolei.

Nawilżanie - pierwsze pytanie, jakie powinno paść, kiedy robimy przeciwstarzeniowy rachunek sumienia brzmi: czy moja skóra jest/była dostatecznie nawilżona? Jak wiadomo, na suchej skórze zmarszczki pojawiają się najszybciej i o tym zawsze i bezwzględnie każda dbająca o siebie kobieta powinna pamiętać. Oczywiście każdy typ skóry trzeba nawilżać, lecz jeśli jest ona sucha z natury, to tym bardziej powinnyśmy zwrócić uwagę na ten aspekt pielęgnacji. Niestety często nie wystarcza pierwszy lepszy krem nawilżający wzięty z półki w drogerii - bardzo ważne jest to, czego dostarczamy skórze. Jakich składników nawilżających szukać? Humektantów, czyli składników wiążących wodę oraz emolientów, ograniczających ucieczkę wody z naskórka (tzw. TEWL).

  • Mocznik (Urea) - występuje naturalnie w naszej skórze (tak, naprawdę. Masz go nie tylko w moczu i pocie, a kosmetyki z mocznikiem to nie jest żadna zbrodnia. Nie jego wina, że się tak nazywa). Dobrze wiąże wodę, jego wyższe dawki w kosmetykach działają także keratolitycznie (czyli złuszczająco);
  • Mleczan sodu (Sodium Lactate) - ten składnik także występuje w naszej skórze. Jest silniejszy pod względem nawilżającym od gliceryny i kwasu hialuronowego. Wykazuje też właściwości antybakteryjne i łagodzące;
  • Ceramidy - lipidy wchodzące w skład bariery wodno-lipidowej skóry. Ich zmniejszona ilość skutkuje zwiększoną utratą wody z naskórka, przesuszeniem i przedwczesym pojawianiem się zmarszczek;
  • Cholesterol - składnik cementu między komórkowego (bariery wodno-lipidowej), razem z ceramidami i NNKT zatrzymuje wodę w skórze;
  • NNKT (niskonasycone kwasy tłuszczowe, witamina F) - pełno ich w naturalnych olejach, np. z ogórecznika, z wiesiołka, arganowym, inca inchi, z pestek malin czy opuncji figowej.
  • Gliceryna - również substancja wiążąca wodę, występuje w tłuszczach roślinnych i zwierzęcych, chodzą słuchy, że wysusza, ale prawda jest taka, że robi to tylko w stężeniu ponad 30 - procentowym. A tyle to raczej do kosmetyków gliceryny nikt nie dodaje, bo zaleca się stężenie do 25%.
  • Aminokwasy - m.in. seryna, alanina, treonina, prolina, nie tylko zatrzymują wodę w naskórku, ale także poprawiają działanie innych humektantów.
  • Kwas hialuronowy - od razu zaznaczę, że pod względem chemicznym nie jest to kwas, więc nie wypali Wam twarzoczaszki (a często z takim tłumaczeniem się spotykam), wręcz przeciwnie, oprócz silnie nawilżających właściwości także łagodzi podrażnienia. Problem z nim jest tylko taki, że słabo (albo w ogóle) nie przechodzi przez naskórek (jest to substacja wielkocząsteczkowa), tworzy film ochronny na skórze, który zapobiega wysychaniu, wyraźnie ją też wygładza. Jeśli chcecie go wepchnąć do skóry, to wybierajcie wersję małocząsteczkową.
Składników nawilżających jest oczywiście więcej, wymieniłam te, które wydają mi się najważniejsze i chyba najbardziej efektywne.


Przeciwutleniacze - teraz przyjrzyjmy się uważnie drugiej składowej przepisu na jak najdłuższe zachowanie cery bez zmarszczek, czyli przeciwutleniaczom (inaczej antyoksydantom). Na ten temat już trochę rozpisałam (linki umieszczę Wam poniżej), ale najważniejsze jest to, że nie może ich zabraknąć w pielęgnacji przeciwzmarszczkowej. Dlaczego? Dlatego, że one chronią nasze komórki (a także kolagen, elastynę, które zapewniają to, że skóra na twarzy nie wisi do pasa, tylko jest jędrna i sprężysta) przed działaniem wolnych rodników, czyli złych substancji, które je niszczą. Jednymi z najważniejszych przeciwutleniaczy są moim zdaniem witaminy, przede wszystkim A, E, C (najlepiej wszystkie razem), oprócz tego dodajmy flawonoidy i ubichinon (koenzym Q10) i będzie cud, miód i orzeszki.

Wymienionoe przeze mnie wyżej substancje przeciwutleniające opisałam bardziej szczegółowo w poprzednich postach, więc aby się nie powtarzać zapraszam do ich lektury:



Filtry przeciwsłoneczne - trzecią składową pielęgnacji przeciwzmarszczkowej są filtry przeciwsłoneczne. Na pewno wiele z Was słyszało o fotostarzeniu się skóry. Wywołane jest ono właśnie działaniem promieniowania UV. Generują one ogromne ilości wolnych rodników, nie mówiąc już o tym, że przyczyniają się do powstawania zmian nowotworowych skóry.

Oczywiście najskuteczniejsze są preparaty z filtrami UV-A + UV-B. To pierwsze promieniowanie jest odpowiedzialne za wrażliwość skóry na światło słoneczne, to drugie jest gorsze - oprócz uszkodzeń DNA i mutacji genetycznych, których następstwem jest najczęściej nowotwór, powoduje także inne zmiany, takie jak rumień, zaburzenia rogowacenia czy właśnie starzenie się skóry.

Filtry powinno się stosować przez cały rok i niezależnie od tego, czy wali z nieba gradem czy jest akurat słonecznie. Promienie UV ZAWSZE docierają do Ziemi i nie biorą sobie urlopu zasłaniając się chmurami, więc i my nie róbmy sobie wolnego od filtrów.

Jaki SPF wybrać?

Liczba SPF, czyli Sun Protecting Factor określa ile razu dłużej możemy się opalać do wystąpienia rumienia na skórze. Wytłumaczę Wam na moim przykładzie: mój fototyp określam na taki między II a III, zależy od miejsca na ciele. Zasada u mnie jest taka: im wyżej, tym skóra gorzej się opala i łatwiej ulega poparzeniu. Zauważyłam, że skóra nóg zawsze opala się równo i na ładny brązowy kolor, rzadko występuje na nich jakikolwiek rumień bez względu na czas ekspozycji na słońcu. Natomiast już po pół godzinie od rozpoczęcia opalania moja skóra na ramionach zaczyna się rumienić. Jeśli naskórek staje się czerwony to znak, że ze słońcem trzeba przystopować. No tak, wszystko fajnie, ale.... tylko pół godziny na słońcu i już muszę się chować? Nie! Jeśli zastosuję filtr z SPF 6, to mogę przebywać na słońcu 6x0,5h (czyli 3h), po tym czasie powinien wystąpić rumień. Jeśli zastosuję filtr z SPF 30, to mogę się opalać 30x0,5h, czyli 15h, a tyle to na słońcu bezustannie raczej nikt nie przebywa, więc jest małe prawdopodobieństwo, że dojdzie do zaczerwienienia skóry, a tym bardziej do poparzenia.

Trzeba również pamiętać o tym, by nakładać kosmetyki z filtrem nie żałując go. Wyobraźcie sobie, że jeśli nałożycie cieniutką warstwę kremu SPF 50 na skórę twarzy, tylko tak, żeby się maznąć i nie mieć wyrzutów sumienia, to SPF spada nawet o połowę! Natomiast zimą z wysokością SPF można sobie trochę odpuścić, bardzo wysokie filtry nie są potrzebne, średnia lub niska ochrona wystarczy (oczywiście jest to sprawa bardzo indywidualna).

Jak wybierać kosmetyki ze względu na podział wiekowy? 
Czy mając 25 lat mogę zastosować krem dla osób w wieku 30+?

Często popełnianym błędem jest trzymanie się kurczowo swojego peselu i wybieranie na jego podstawie kosmetyków. Pamiętajmy, że nie jest ważne ile lat mamy my, najważniejsze jest to, ile lat ma nasza skóra! Prostym sposobem na określenie wieku skóry jest dodanie ok. 5 lat do naszego wieku w przypadku posiadaczek skóry suchej, odwodnionej i odjęcie 5 lat od wieku osób z cerą tłustą.

Wiek skóry:
Cera sucha, odwodniona, mało elastyczna, wiotka: +5 lat
Cera tłusta, mieszana w stronę tłustej: -5 lat

Za 3 miesiące skończę 26 lat. Moja skóra zawsze była mieszana (przetłuszczająca się w strefie T, suche policzki), jest też naczyniowa. Stosowałam zawsze kremy, które przeznaczone były dla mojego wieku lub... dla żadnego. Bardziej zwracałam uwagę na to, jakie składniki aktywne znajdują się w danym kosmetyku, zależało mi na tym, aby dobrze nawilżał skórę jednocześnie nie obciążając jej, więc musiał być to krem lekki, najlepiej taki, który zawierałby w składzie wit. C (rozjaśnia cerę i dobrze działa na naczynka, pobudza syntezę kolagenu w skórze). Od jakiegoś czasu jednak skóra na czole zaczęła się dziwnie przesuszać i nawet swędzieć. Przez to nie wygląda już tak gładko jak kiedyś, kiedy zmarszczę czoło wgłębienia są bardziej widoczne niż wcześniej. Odczułam potrzebę stosowania kremów o cięższej konsystencji, bardzo dobry efekt dają u mnie też tłuste oleje. Przymierzam się do kupna kremu, który może być wiekowo przydzielony dla osób 30-35 lat i kompletnie się tego nie boję. Skóra na pewno się nie rozleniwi, jak wiele osób twierdzi. Kremy dla starszych osób są też z reguły bardziej nawilżające niż dla dwudziestokilkulatków, więc przy takiej przesuszonej cerze, jaką mam teraz, mogę pokusić się o "mocniejszy" krem.

Jakich produktów szukać, gdy zmarszczki się już pojawiły?

W tym przypadku (oprócz wcześniej wspomnianych nawilżających i przeciwutleniających komponentów) należy wypatrywać w składzie kosmetyków składników, które wpływają na zmniejszenie głębokości zmarszczek (nigdy jednak krem nie spłyci zmarszczek w stu procentach, nie wierzmy reklamom). Są jednak takie składniki, które regularnie stosowane i w odpowiednim stężeniu dają dobry efekt. Są to m.in.
  • retinol - popularny retinol jest mocnym składnikiem przeciwzmarszczkowym: wyraźnie wygładza naskórek i poprawia koloryt, zwiększa podział komórek w żywych warstwach naskórka, a także pobudza syntezę kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego w skórze;
  • peptydy - cząstki białek, które działają na skórę ujędrniająco i naprawczo, poprawiają syntezę kolagenu i elastyny w skórze, rozkurczają mięśnie odpowiedzialne za zmarszczki mimiczne
  • fitohormony - zapobiegają degradację włókien kolagenowych, stymulują syntezę kwasu hialuronowego w skórze, są przeciwzapalne i działają regenerująco, są też świetnymi przeciwutleniaczami, poprawiają jędrność i nawilżenie skóry, więc generalnie mamy tu niezłe kombo:) Dodam jeszcze, że wprawdzie mają działanie hormonalne na organizm człowieka, ale są całkowicie bezpiecznie w stosowaniu i nie wywołują skutków ubocznych
  • złoto - znane starożytnym Egipcjanom jako substancja niezbędna do zachowania zdrowia i młodości, kobietom chcącym zatrzymać jak najdłużej piękną i młodą cerę wszywano złote nici pod skórę (mimo, że po takim zabiegu przez długi czas nie mogły się nawet uśmiechnąć czy wykrzywić twarzy w grymasie). Dziś również przeprowadza się takie zabiegi - dzięki złotu spłyceniu ulegają drobne zmarszczki, następuje poprawa kolorytu i sprężystości skóry. W kosmetykach występują w postaci koloidalnej lub nanocząstek - w takiej odsłonie wykazują aktywność biologiczną. Kosmetyki ze złotem potrafią zregenerować uszkodzone tkanki, pobudzić do produkcji kolagen i elastynę i doskonale rozświetlić skórę.
  • koenzym Q10 - czyli ubichinon (witamina U) to jeden z najskuteczniejszych składników przeciwzmarszczkowych, jest też silnym przeciwutleniaczem. Poniższy obrazek pokazuje spłycenie zmarszczek o 27% u 46-letniej kobiety, która stosowała ubichinon w stężeniu 0,3% przez pół roku raz na dobę:
Krzyżostan M. „Koenzym Q10 – eliksir młodości?”, dostępny na: http://www.biotechnologia.pl
Składników przeciwzmarszczkowych jest oczywiście więcej, ale te wydają mi się chyba najbardziej skuteczne według tego, co przekazują źródła.  

Kiedy zacząć?

Z punktu widzenia sprzedawcy najbardziej boli mnie to, że klientki obrażają się, że polecam im czasem krem dla wieku wyższego niż mają. Dlatego zaczęłam tez pytać o wiek, a i tu napotykam problemy, ponieważ panie nie chcą się do niego przyznać, a widząc kogoś po raz pierwszy w ciągu kilku sekund nie stwierdzę jaki dana osoba ma rodzaj cery. Pielęgnację przeciwzmarszczkową należy wdrożyć jak najwcześniej, byleby to była pielęgnacja odpowiednia dla naszego typu i wieku (!) skóry. 

Pamiętajcie, że samo stosowanie kremów jest niejako pielęgnacją przeciwzmarszczkową. Używanie lekkiego kremu nawilżającego pod oczy przez dwudziestolatkę nie jest niczym złym! Wręcz przeciwnie - utrzymanie odpowiedniego nawilżenia w skórze i ochrony przed czynnikami zewnętrznymi opóźni wystąpienie zmarszczek. Jest to tylko kwestia doboru odpowiedniego kremu.

Mam nadzieję, że tym postem pomogłam Wam znaleźć odpowiedź na nurtujące Was pytania odnośnie przeciwzmarszczkowej pielęgnacji. Poniżej przedstawiam kilka źródeł, które podparły mnie przy pisaniu tego posta, zachęcam też do zajrzenia do nich, jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej:

  1. Molski M., "Chemia piękna"
  2. Molski M., "Nowoczesna Kosmetologia. Tom 2"
  3. Schroeder G., "Kosmetyki. Chemia dla ciała"
  4. Marzec A., "Chemia kosmetyków"
  5. http://biotechnologia.pl/kosmetologia/aktualnosci/peptydy-rewolucja-w-skladnikach-receptur-kosmetycznych,1394
  6. http://laborant.pl/index.php/kolagen-czy-peptydy-zadanie-dla-wspolczesnej-kosmetologii
  7. http://www.medph.pl/kacik_pacjenta/artykul-2013-1-3.html

___________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK
Czytaj dalej

czwartek, 5 stycznia 2017

Ulubieńcy roku 2016 :)

Cześć:)

Witam Was serdecznie i życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! :) Zapraszam gorąco do lektury pierwszego posta w 2017 roku, a w nim... oczywiście ulubieńcy ;) Jakie kosmetyki skradły moje serce? Które z produktów postanowiłam zakupić ponownie? Zobaczcie!

Ulubieńców nie jest zbyt wielu, ale są to produkty the best of the best, bez których nie wyobrażam sobie w tym momencie pielęgnacji czy makijażu (przynajmniej dopóki nie odkryję czegoś nowego ;)). Kosmetyków kolorowych będzie w tym roku mało, więcej za to produktów pielęgnacyjnych. I dobrze, bo, jak wiadomo, bez odpowiednio zadbanej skóry żaden makijaż ładnie na skórze wyglądał nie będzie:) 

Zacznijmy jednak od produktów do makijażu:



Podkład Provoke Matt Fluid, Dr Irena Eris

Podkład, który zachwycił mnie od pierwszego użycia. Jego lekka konsystencja i bardzo dobre krycie sprawiły, że stał się moim strzałem w 10. Więcej napisałam o nim w poście o najlepszych drogeryjnych podkładach do cer tłustych i mieszanych (link poniżej). 


Kamuflaż w płynie, Catrice 

Starszy brat tego kamuflażu w formie kremowej gościł na liście moich ulubieńców w 2014 roku, teraz przyszła kolej na jego płynną wersję. Bardzo się cieszę, że Catrice zdecydowało się na wypuszczenie kamuflażu płynnego, kremowa konsystencja była czasem za ciężka dla mojej skóry pod oczami (bo tam go używałam). Płynna nie wchodzi w zmarszczki i nie kłóci się z pudrami. I to krycie... :) Porównałabym je z kryciem korektora Collection Lasting Perfection, wydaje mi się, że jest nawet ciut lepsze:) Czegoś takiego potrzebowałam:)

Rozświetlacz Face Illuminator Powder, My Secret

Nareszcie znalazłam idealny rozświetlacz! Ani trio Makeup Revolution, ani Diamond Illuminator od Wibo nie umywają się do tego od My Secret:) Daje on efekt idealnej tafli na skórze, bez widocznych drobinek, nie boję się go użyć także na nosie czy na łuku Kupidyna:) Kupię go ponownie... może za parę lat, bo tak jest wydajny :)

Produkty do pielęgnacji twarzy i ciała:



Maska uspokajająca, Ziaja PRO

Jeśli miałabym wskazać firmę kosmetyczną, którą testowałam najczęściej w minionych roku to byłaby to Ziaja. Mimo niewysokiej ceny niektóre z produktów naprawdę dobrze się u mnie sprawdziły. W ulubieńcach 2017 pojawiły się 2 kosmetyki tej marki i pierwszym z nich jest maska uspokajająca z serii PRO. Jest to jedyny produkt, który mogę nałożyć na mocno czerwoną i podrażnioną skórę, np. po mocniejszym peelingu. Lekki efekt chłodzący daje ukojenie, a czerwone plamy znikają. Bez podrażnienia i pieczenia. Podoba mi się także nawilżenie, jakie daje mojej skórze ta maska. Po prostu bomba:)

Krem CC, Ziaja

Krem CC to drugi z produktów Ziaji, który spodobał mi się w 2016 roku. Nie używam go codziennie, lecz doraźnie, gdy moja skóra reaguje rumieniem czy czerwonymi plamkami i podrażnieniem, a akurat nie mam czasu położyć na twarz maski uspokajającej. Świetnie rozjaśnia cerę, zdarza mi się dzięki niemu wychodzić z domu bez makijażu :) Nie jest to jednak typowy drogeryjny krem CC (który ma zazwyczaj działanie kryjące, jak podkład z kremem). Jest to zwykły krem z delikatnym, bardzo jasnozielonym pigmentem.

Olej z ogórecznika lekarskiego, Planeta Organica

Zakupiony w Starej Mydlarni olej okazał się najlepiej nawilżającym moją skórę produktem. Jego ciężka konsystencja nie zaszkodziła mojej mieszanej skórze, za to świetnie ją odżywiała i wygładzała. Z pewnością mogę napisać, że stan mojej skóry był najlepszy wtedy, kiedy używałam tego oleju (zapraszam do kliknięcia w link z recenzją oleju poniżej).






CC Body Perfector wodoodporny 10w1, Bielenda

Produkt genialny w swojej prostocie, nazywam go podkładem do nóg :) Nawet sobie nie wyobrażałam, jak bardzo pięknie wyglądają nogi po posmarowaniu ich tymże "korektorem"! Wyrównuje i poprawia koloryt skóry, rozświetla je i lekko opala, dzięki temu nogi wyglądają jak u gwiazdy z czerwonego dywanu:) Jako, że tego lata nie opaliłam ciała za bardzo i nie chciałam świecić bielą swoich nóg to użycie tego CC kremu wybawiło mnie z opresji. Na pewno go jeszcze opiszę na blogu i porównam posmarowaną i nieposmarowaną nogę, od razu zobaczycie różnicę:) Niestety ten produkt jedną wadę - nie nadają się do białych spodenek czy jasnych sukienek - może je pobrudzić. Ale i tak nie zmienia to faktu, że jest to mój hit minionego lata:)

Nawilżające masło do ciała, Vianek

Firma o pięknej nazwie wypuściła na rynek masło, w którym kompletnie się zakochałam. Jest mega nawilżające i bosko pachnie, a przez swoje dobroczynne działanie na skórę nie muszę go używać codziennie, wystarczy mi 3 razy w tygodniu. Zobaczcie recenzję masła, klikając w link poniżej:)





Regenerujące serum do rąk, Evree

Krem ten zagościł w mojej torebce i jej nie opuszcza:) używam go, gdy moja skóra na dłoniach jest okropnie przesuszona i w tym temacie sprawdza się rewelacyjnie. Kilka użyć wystarczy, żeby "naprawić" skórę. Jest to taki krem, który zostawia lekki film na dłoniach, co bardzo lubię:)

Tak prezentują się moi ulubieńcy 2016 roku:) Dajcie znać, czy mieliście styczność z opisanymi produktami i jakie są Wasze odczucia? No i najważniejsze...

Jacy są Wasi ulubieńcy 2016 roku? :)

Buziaki,
Maddie Ann:)

__________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej

wtorek, 20 grudnia 2016

L'ERBOLARIO Włoskie kosmetyki naturalne - linia Dolcelisir | RECENZJA

Cześć :)

Uwielbiam kosmetyki naturalne, co zapewne nieraz już na blogu powtarzałam. Doceniam je za zawartość składników aktywnych pochodzenia roślinnego, szczególnie olejów, które bardzo dobrze służą mojej skórze. Po użyciu takich kosmetyków widzę lepsze i, co też ważne dla mnie, szybsze rezultaty, niż w przypadku stosowania zwykłych produktów.

Dlatego nie wahałam się ani chwili, aby rozpocząć współpracę z włoską firmą L'Erbolario. Zaciekawiła mnie już sama strona internetowa - wybór kosmetyków jest duży, można dosłownie przebierać w naturalnych kosmetykach do kąpieli, kremach do ciała, twarzy i perfumach, a wszystko to pogrupowane w ciekawe linie zapachowe.

Do testowania przypadła mi pianka do kąpieli, krem do ciała i woda perfumowana z linii Dolcelisir. Zanim jednak poznałam zapach kosmetyków, zachwycałam się tym, w jak piękny sposób zostały one zapakowane... Spójrzcie tylko:

L'erbolario

L'erbolario, pomysł na prezent

L'erbolario, linia Dolcelisir, pomysł na prezent
Przepiękny pomysł na prezent, nie sądzicie? Na stronie L'Erbolario możecie skomponować taki upominek sami, wybierając produkty i sposób pakowania - https://www.erbolario.pl/pl/zaprojektuj-wlasny-prezent-695.html

Do zestawu kosmetyków otrzymałam także kalendarze (uwielbiam je, więc tym bardziej jestem zadowolona:)) oraz katalog produktów.

Poniżej kilka słów o samej marce:




Przejdźmy teraz do samych produktów. Jak już wcześniej wspominałam otrzymałam między innymi piankę do kąpieli, która, na moje szczęście (nie posiadam wanny) okazała się też być pianką pod prysznic:)

L'erbolario, linia Dolcelisir


Pianka do kąpieli Dolcelisir

Jakie składniki aktywne skrywa w sobie ten produkt? Przede wszystkim ekstrakt z kwiatów czarnego bzu, ekstrakt z ziaren kakaowca i ekstrakt z liści trzciny cukrowej, a także hydrolizowane proteiny ze słodkich migdałów i gliceryna. Bardzo ucieszył mnie brak popularnego SLS-u, który przy dłuższym stosowaniu wysusza moją skórę. W zamian mamy łagodną substancję myjącą, czyli disodium cocoyl glutamate, będącą mieszaniną kwasu glutaminowego i naturalnych kokosowych kwasów tłuszczowych.


Pianka na początku jest żelem o rzadkiej konsystencji. Dopiero w kontakcie z wodą zamienia się w delikatną i puszysta piankę. Co najważniejsze dla mnie, po użyciu nie czuję ściągnięcia skóry, ale jest ona dobrze umyta. Linia Dolcelisir ma bardzo słodki zapach (o samym zapachu trochę później) i zostaje on na skórze przez jakiś czas po umyciu.




Krem do ciała Dolcelisir

Krem ma bogatą konsystencję, nie jest jednak bardzo tłusty, co dla wielu osób zapewne jest bardzo komfortowe w noszeniu go na skórze. Wchłania się szybko, jednak jego bogata tekstura wymaga dokładnego wmasowania go w naskórek. O takich produktach mówię wtedy, że "pienią się" na skórze (jednak produkt nie wytwarza piany w dokładnym tego słowa znaczeniu). Po prostu, aby dobrze rozprowadzić krem na skórze, trzeba poświęcić nieco więcej czasu niż przy zwykłych produktach.



Co do samego działania kremu - jestem zachwycona. Niewiele produktów wygładza i wyraźnie nawilża moją suchą skórę przez dłuższy czas od nałożenia, tutaj efekt utrzymuje się nawet przez 2 dni (zdarzyło się, że po prysznicu z pianką nie posmarowałam ciała kremem, mimo to była ona gładka i nawilżona). Dobry produkt do ciała poznaję po tym, że od razu zmiękcza i nawilża moje suche łokcie i tak było właśnie w przypadku tego kremu. Ponadto jego zapach mocno i długo utrzymuje się na skórze, co może śmiało zastąpić perfumy.




W składzie znajdziemy olej ze słodkich migdałów, olej sezamowy, masło kakaowe, ekstrakt z kwiatów czarnego bzu, ekstrakt z nasion kakaowca, witamina E z nasion soi, ekstrakt z liści trzciny cukrowej.

Woda perfumowana Dolcelisir 


Perfumy to zawsze świetny pomysł na upominek, bardzo się cieszę, kiedy dostaję je w prezencie. Tym razem nie było inaczej. Ich zapach jest bardzo słodki, na początku wyczułam nuty kakao, wanilii i karmelu z nutą... trawy :) Moja znikoma znajomość języka włoskiego kończąca się na umiejętności powiedzenia tego, że "moja ciotka jest fryzjerką" i "codziennie śpię do późna" pozwoliła mi na wstępną identyfikację nut zapachowych :)


I trafiłam! Zgadłam karmel, kakao i wanilię, do tego jeszcze mamy tu rum ;) A dokładniej nuty głowy, serca i bazy przedstawiam poniżej:

Nuty głowy: bergamotka, pomarańcza, karmel i rum
Nuty serca: kocanka, jaśmin, cynamon, róża, konwalia, kakao i trzcina cukrowa
Nuty bazy: piżmo, ambra, benzoes, fasolka tonka i wanilia

Kategorię zapachu określono jako orientalna/bursztynowa.

Co do moich zapachowych upodobań, niestety woń tej linii nie przypadła mi za bardzo do gustu. Jest dla mnie ona nieco za ciężka i zbyt słodka, preferuję raczej kwiatowo-owocowe zapachy. Nie przeszkadza mi to jednak w używaniu pianki i kremu (co cieszy mojego męża, który jest fanem tego typu zapachów), ale perfumy chyba komuś sprezentuję. Cieszę się jednak, że mogłam je poznać, gdyż dzięki temu wiem, że dość długo utrzymują się na skórze. Może skuszę się kiedyś na wodę o zapachu mojej ukochanej neroli lub pomarańczy :)


Jak określam całość? Na piątkę z dużym plusem :) Pianka do mycia nie wysusza skóry, krem doskonale ją nawilża, a perfumy długo utrzymują się na skórze, do tego produkty zawierają świetne, naturalne składniki. Ponadto taka linia kosmetyków jest wspaniałym pomysłem na prezent, więc szczerze polecam te kosmetyki do sprezentowania komuś na zbliżającą się gwiazdkę, ale także urodziny czy imieniny:)


Sklep internetowy: https://www.erbolario.pl/pl/

Mam dla Was także zniżki od L'Erbolario:) Mam nadzieję, że skorzystacie:)


Buziaki,
Maddie Ann :)

________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej
Obsługiwane przez usługę Blogger.