Hej!:)
Wiem, że niektóre z Was nie używają pomadek, ale umówmy się
– szminka to jedna z najlepszych przyjaciółek kobiety. Także moja! Wszystkich
swoich błyszczyków się pozbyłam – część oddałam charytatywnie, część
sprzedałam, część wyrzuciłam. Ich miejsce zajęły szminki…. Całe mnóstwo szminekJ
Ostatnio przyglądałam się uważnie filmom Maxineczki. W
jednym z nich stwierdziła, że dzięki pomadce na ustach, najlepiej w żywym
kolorze, czuje się pewniej. I właśnie zaczęłam odkrywać, że… coś w tym jest;)
Hmm…. Czy aby na pewno?
W pracy, żeby wyjść na zaplecze, muszę odsunąć materiałową
zasłonę. Zasłona się zaczepiła o jakiś mebel, czy gwóźdź na tym meblu, a ja z
całym impetem i pewnością siebie, którą dała mi szminka w kolorze mocnej
fuksji, którą akurat dumnie nosiłam na ustach, wparowałam w tę zasłonę i
zostawiłam na niej kształt moich jakże pełnych fuksjowych ust…… Całą zmianę
próbowałam domyć szminkę z kotary – udało się, mimo tego, że pigment cudownie
„wżarł” się w materiał (dlaczego się tak nie wżera w usta??).
A jak wieje wiatr? Nie macie jakichś strasznych myśli w
momencie, kiedy włosy Wam się przykleją do pomalowanych ust, a potem przesuwają
się po twarzy? Nie pojawia Wam się przed oczami wyobraźni Wasza piękna,
cudownie gładka i perfekcyjnie pokryta podkładem za pomocą beautyblendera cera
z narysowaną fuksjową nitką na poliku? Bo mnie tak. I dlatego nauczyłam się
nosić lusterko w torebce.
1. września. Maddie Ann postanowiła jechać do pracy godzinę
wcześniej, aby uniknąć korków związanych z rozpoczęciem roku szkolnego i targów
zbrojeniowych, obok których niedaleko znajduje się jej miejsce zamieszkania.
Korków może uniknęła, ale tłumu młodzieży szkolnej w autobusie nie. Mój
policzek perfekcyjnie prezentował się na szybie, myślę, że do teraz widnieją na
niej jeszcze resztki rozświetlacza z Makeup Revolution. I to jestem w stanie
przeżyć, ale nie mogę znieść tego bólu karku, który towarzyszy mi ciągle. Czemu
kark mnie boli? A bo nie chciałam nikogo uwalić moją ciemnofuksjową szminką.
Dosłownie przed moją twarzą stała dziewczyna w białej bluzce, jej ramię było na
wysokości moich ust. Wystarczyłby lekki hamulec kierowcy czy zakręt, a
wylądowałabym z moimi świeżo malowanymi wargami na jej śnieżnobiałej
rozpoczęciowej bluzeczce. Dlatego moja twarzoczaszka skierowała się ku górze i
oczy me poczęły podziwiać jakże ciekawą architekturę sufitu autobusu. I w
takiej pozycji jechałam prawie do końca…
Dotarłam do pracy, minęły dwie godziny, a koleżanka mówi do
mnie: „Ty weź sobie wytrzyj tę szminkę, co Ci na środku ust została”. Cóż za
niewdzięczność! To ja tyle się poświęcam, a szminka sobie tak po prostu
złazi…..
Jak widać bycie piękną wymaga wielu wyrzeczeń. Przeciętny
facet zapytałby: „To po co się malujesz szminką?” No właśnie, moje kochane, po
co? Po to, żeby kogoś ubrudzić? Albo przypadkiem się rozmazać? Nie.
Po to, aby wychodząc z domu czuć, że idzie się na podbój świata, a nie do pracy ;)
Dajcie znać, czy podobają Wam się takie moje luźne
przemyślenia. Jak mnie natchnie, to będę takie felietony od czasu do czasu
publikować;)
A tu link do przeglądu moich szminek - KLIK :)
Fuksjowe całusy! :***
