niedziela, 16 listopada 2014

Guzki w piersi - moja historia

Cześć:)

Dziś zero kosmetyków. Opowiem Wam dlaczego właśnie dziś, zaraz po przeczytaniu tego posta, powinnyście iść do łazienki i przebadać sobie piersi. 

Ja wiem, miesiącem walki z rakiem piersi był październik, ale kompletnie mam to gdzieś, piersi powinny być badane zawsze i zawsze powinno się o tym przypominać. Ja swoje guzki wyczułam w 2013 roku i zanim się zdecydowałam na USG minęło kilka dobrych miesięcy. Początkowo wyczułam mały guzek, potem jakby zniknął, potem znów się pojawił i tak kilka razy. Chciałam się wybrać do ginekologa, żeby pomogła mi (mój ginekolog jest kobietą;)) je przebadać, bo nie umiałam obiektywnie ocenić, czy coś w tych piersiach jest czy jednak nie. Ale oczywiście przy każdej wizycie kompletnie o tym zapominałam, a sama ginekolog też tego nie proponowała. 

Problem pojawił się, kiedy lewa pierś zaczęła mnie boleć. Zazwyczaj na tydzień lub dwa tygodnie przed miesiączką bolą mnie piersi, ale ból w lewej piersi był zdecydowanie większy. Czasem w nocy nie mogłam położyć się na lewym boku. To było jesienią zeszłego roku. Dokładnie rok temu, w listopadzie zdecydowałam się na USG piersi. I od razu podjęłam decyzję, że pójdę prywatnie, nie chciałam czekać miesięcy, chciałam szybko się dowiedzieć, co to za cholerstwo się uchowało w tej mojej piersi.

USG pokazało, że guzków jest... sześć. Cztery w piersi lewej, w tym dwa bardzo blisko siebie, w drugiej piersi dwa. Te bliźniacze guzki w piersi lewej wydały się pani doktor trochę niepokojące, więc poleciła mi zapisać się na biopsję gruboigłową. Mimo wszystko stwierdziła, że guzki te mają charakter gruczolakowłókniaków, łagodnych, niezłośliwych zmian w tkance gruczołowej i włóknistej, które dotykają najczęściej kobiety w wieku 18-30 lat. Czyli ogólnie nie ma się czym martwić, ale trzeba się tym zainteresować. 

Polecono skonsultować mi się z kimś w Świętokrzyskim Centrum Onkologii. W styczniu udało mi się do nich dodzwonić, lecz kiedy zaczęłam opowiadać o co mi chodzi, to przerwano mi i usłyszałam: "proszę pani, proszę mi tu nie opowiadać, tylko od razu powiedzieć, o co pani chodzi, bo ja nie mam czasu, bo mam pacjentów przy okienku". Odpowiedziałam: "aha, w takim razie dziękuję bardzo, do widzenia" i odłożyłam słuchawkę. Miło. Na prawdę bardzo mi było miło, że mi ktoś pomógł. W końcu każda kobieta ma guzy w piersi i każda wie co robić i do kogo się zgłosić, więc pytań nie powinno być żadnych.

No cóż, postanowiłam ominąć onkologię szerokim łukiem, tym bardziej, że podobno dostanie się tam na wizytę graniczy z cudem. Znalazłam prywatną przychodnię, w której bada się i leczy m.in. piersi. Dowiedziałam się, że przyjmują tam również na NFZ, więc zdecydowałam się na taką właśnie opcję, ponieważ mam to szczęście, że jestem jedną z niewielu młodych osób, które są ubezpieczone. Wizytę u chirurga onkologa miałam wyznaczoną już na luty. 

Przyjęła mnie bardzo miła i kompetentna pani doktor. Skierowała na badania krwi i stwierdziła, że zmiany w moich piersiach to na 99% gruczolakowłókniaki. Zapytałam też, czy ze względu na te guzy mam przestać brać tabletki antykoncepcyjne (przyjmuję je od początku 2011 roku), ale powiedziała, że nie. Badania krwi wyszły bardzo dobrze, ale pani doktor skierowała mnie na biopsję mammotomiczną, nie gruboigłową. Podczas biopsji mammotomicznej usuwa się takie guzy, więc od razu się ich pozbędę. Wypisała mi skierowanie, zgłosiłam się na recepcji i kazali mi czekać na telefon.

Na telefon czekałam... do października. Mimo tego, że obiecano mi biopsję na koniec marca. Nie mówię, że to jest wina wyłącznie przychodni, ja też sprawę zaniedbałam, zbagatelizowałam, ale szczerze mówiąc ciągle o tym myślałam. Próbowałam się nawet kilka razy dodzwonić, ale nie udało mi się. Dodzwoniłam się w październiku i, o dziwo, wyznaczono mi datę na 25 października! Niestety, datę musiałam przełożyć, bo akurat byłoby to na kilka dni przed miesiączką, a biopsję wykonuje się w okresie dwóch tygodni po miesiączce (piersi nie są nabrzmiałe i nie bolą). Przełożyłam biopsję na 7 listopada, ale dzień wcześniej dostałam telefon, że... lekarz jest chory i biopsja jest odwołana i czy pasuje mi data 15 listopada. Powiedziałam ok i w sobotę wreszcie odbył się zabieg. 

Od ostatniego USG minął rok. Największe, bliźniacze guzki zlały się i teraz osiągają w najszerszym miejscu około 40mm. To bardzo dużo. Na tyle dużo, że radiolog zrezygnował z usunięcia ich za pomocą biopsji, ponieważ stwierdził, że tak dużą zmianę trzeba usunąć operacyjnie. Przyznał szczerze, że przy takim dużym guzie sprzęt by wysiadł. Dlatego usunięto mi inny guzek, a materiał wysłano do badania histopatologicznego.

Bardzo bałam się bólu, mimo tego, że biopsja mammotomiczna odbywa się zawsze w znieczuleniu miejscowym. Ale uwierzcie mi, NIE CZUŁAM BÓLU W OGÓLE. Czułam jedynie wbicie igły ze znieczuleniem. Guzek został usunięty, a za 2-4 tygodnie powinny być wyniki.

Ja wiem, że post jest długaśny, nie zmuszam Was do dokładnego czytania, kto będzie chciał to przeczyta tekst dokładnie, a jeśli kogoś sprawa nie interesuje - ok, choć szczerze mówiąc chciałabym, żeby ten post zmusił Was do refleksji i do podjęcia działania. Wyobraźcie sobie siebie w mojej sytuacji: za niecały miesiąc możecie dowiedzieć się, że macie raka. Jakbyście się czuły? Bałybyście się, czułybyście niepokój, dyskomfort? Czy może kompletnie nie przejęłybyście się tą sprawą? Ja staram się nie myśleć o najgorszym, bo patrząc logicznie raczej komórek nowotworowych powinno w tym usuniętym guzie nie być, ale wiem, że młode kobiety też chorują na raka piersi. Dlatego proszę Was, zróbcie to, przebadajcie się, dokładnie omacajcie swoje piersi. Bo im wcześniej tym lepiej. Doskonałym przykładem tego stwierdzenia jestem ja - guzki już w momencie pierwszego USG rok temu były duże, teraz powiększyły się jeszcze bardziej i sprawa jest teraz dość niepokojąca. Bardzo żałuję, że nie nie dzwoniłam częściej, że nie poszłam do przychodni z pretensjami, że się nie narzucałam, bo wtedy uniknęłabym ryzyka operacji.

A tu zdjęcie, które zrobiłam sobie wieczorem, w dniu zabiegu. Musiałam tak ściśnięta bandażem chodzić 24h:



Dziękuję, że wytrwałyście do końca:) Dajcie znać, co u Was, jeśli chodzi o badania piersi. Dajcie też znać, czy chcecie wiedzieć jak dokładnie przebiega zabieg biopsji mammotomicznej, jeśli będzie zainteresowanie, stworzę na ten temat osobny post:) Czekam na komentarze:)

Zobacz też:

42 komentarze:

  1. ja od czasu do czasu badam piersi.. ale do ginekologa chodzę bardzo rzadko;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto się wybrać i poprosić o badanie. Lekarz ma doświadczenie i jeśli coś by się pojawiło, to od razu powinien to wyczuć. Ja się nie zgłosiłam po pomoc i żałuję:/

      Usuń
  2. Tak się upewniam, miałaś usuwane pod pełną narkozą tak? I szwy, które ci założyli są wchłanialne czy zdejmują?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, biopsja nie jest przeprowadzana pod narkozą tylko w znieczuleniu miejscowym, czyli po prostu aplikują znieczulenie w pierś, a Ty jesteś cały czas przytomna. Szwy nie są zakładane, zakłada się tylko taki specjalny streczowy, ściskający plasterek, który ma pomóc się tkance rosnąć. Plasterek się nosi tydzień, a na to zwykły plaster, trzeba go raz dziennie zmieniać,a miejsce przecięcia dezynfekować.

      Usuń
    2. Ale usuwane miałaś operacyjnie? Bo ogólnie myślałam, że biopsja służy tylko do badania (sprawdzania czy są komórki nowotworowe), a wycina się zawsze operacyjnie (pełna narkoza i tak dalej). Ja właśnie miałam usg, mam jeden duży guz,na razie miałam usg, ginekolog powiedział, że przez wielkość będzie najpewniej usuwany operacyjnie i że to najprawdopodobniej nic poważnego (ocena po moim wieku i usg) i dostałam skierowanie do chirurga-onkologa, w piątek mam wizytę. Troszkę się obawiam, mam nadzieję, że wszystko pójdzie okej i blizna nie będzie straszna, jednak w wieku 22 lat myśli się o tym, kobieta na usg właśnie powiedziała, że to raczej nic poważnego, użyła chyba tej samej nazwy gruczolakowłókniaków. Dziewczyny badajcie się!! Nie można ignorować ze względu na wiek! Kojarzę, że kiedyś coś tam wyczułam wcześniej, ale przez myśl mi nie przeszło, no bo w takim wieku takie rzeczy się nie zdarzają raczej...

      Usuń
    3. Biopsja cienko- i gruboigłowa służą tylko do badania, jednak za pomocą biopsji mammotomicznej można też te guzy wyciąć. Na razie wycięto mi jeden mniejszy guzek, ale te bliźniacze guzki, które się połączyły nie nadają się do usunięcia podczas biopsji - trzeba wtedy operować, bo jest ten cały "twór" za duży. Także ten rodzaj biopsji od razu usuwa guzek, a potem wysyła się go do badania. Ja mam 23 lata, więc jesteśmy w podobnym wieku, ale jak widać nie ma to znaczenia - młode osoby też mogą zachorować, więc koniecznie trzeba się badać!

      Usuń
    4. Baaardzo ci dziękuję za wytłumaczenie i wszystkie informacje :) Powrotu do zdrowia i oby to była nasza jedyna przygoda z guzkami i nigdy więcej :)

      Usuń
    5. Naprawdę nie ma za co:) Po to też był ten post, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości:) Napisz mi koniecznie maila (maddieannstown@gmail.com), jak poszła wizyta u chirurga-onkologa (mnie akurat też to czeka)! Racja, obyśmy już nigdy nie musiały się z tym mierzyć:) Dziękuję!:)

      Usuń
  3. oj biedna Ty :*:*:* będzier ok, musisz być dobrej myśli! ;)
    ja się przyznam, że piersi w zasadzie nie badam wcale...a ginekolog też jakoś nigdy o to nie pyta :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Trzeba się tym zainteresować i samemu poprosić ginekologa, aby zbadał piersi, bo nie wszyscy to proponują.

      Usuń
  4. Post zdecydowanie daje do myślenia i dobrze, że dzielisz się swoją historią, bo takie sprawy trzeba nagłaśniać, by do każdej z nas dotarło, że należy się badać. Trzymam kciuki by wszystko wróciło do normy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie o to mi chodziło - nagłośnić sprawę i trochę Was, Dziewczyny, przestraszyć, żeby zmusiło to Was do podjęcia działania i badania się:)

      Usuń
  5. współczuję , dobrze , ze wszystko ok ;)
    ja jeszcze nie badałam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To warto zacząć - nigdy nie wiadomo, co się może wydarzyć. W każdej chwili może się coś pojawić.

      Usuń
  6. Trzymam kciuki!
    A badanie piersi - ważna rzecz!

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam się, że nie badam swoich piersi, ale kiedyś pod prysznicem wyczułam coś dziwnego. Byłam na USG, ale lekarz nic nie zobaczył. Potem to znikło, pojawiło się drugi raz, znowu poszłam na USG i znowu nic nie pokazało. Lekarz stwierdził, że mam taką budowę piersi i w sumie potem już nic nie wyczuwałam. Za Ciebie trzymam kciuki, byś szybko doszła do siebie po zabiegu i by wyniki były dobre! Bo to najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To świetnie, że dobrze się wszystko skończyło. Dzięki:)

      Usuń
  8. Zdecydowanie takie posty warto pisać, jak chociaż jedna osoba dzięki temu zacznie się badać to już sukces.
    No i trzymam kciuki za Ciebie, oby operacja zakończyła się sukcesem i żebyś się pozbyła tych 'nieprzyjaciół' (chciałam użyć bardziej niecenzuralnego słowa ale niech będzie) raz na zawsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, jeśli choć jedna osoba zacznie się badać dzięki temu wpisowi to będzie to dla mnie sukces:) Dzięki za wsparcie, a słowo niecenzuralne w tym przypadku pasowało by idealnie:)

      Usuń
  9. Mam nadzieje, że wszystko będzie dobrze. U mnie jest podobnie jak u Ciebie, mam dwa czy trzy guzki, ale nie przekraczają 10 mm i moja ginekolog powiedziała, że z nimi nic się nie robi, żeby tylko kontrolować raz do roku robić USG piersi (ja będę robić co pół roku). Powiem, że choć są one niewielkie to bardzo się boje , oby z tego nic więcej się nie zrobiło :(. Też strasznie bolą mnie piersi przed okresem dwa trzy tygodnie i moja ginekolog przpisała mi kuracje tabletkacmi 3 miesięczną (i powiem , że pomogły dwa lata temu i teraz znowu powtórze serię).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem nawet takie małe guzki powinno się przebadać. Na USG powinno się już określić czy zmiany są bardziej włókniste czy lite (podobno lite są bardziej niebezpieczne) i już wtedy mniej więcej można powiedzieć co to jest. Także koniecznie USG! Nie ma co czekać aż coś się z nimi powinno robić. Lepiej dmuchać na zimne.
      Mnie piersi też bolą, ale to raczej od tabletek antykoncepcyjnych, łatwo zbieram wodę w organizmie:/

      Usuń
    2. Właśnie USG miałam i tam je wtedy wykryto. Zrobię kolejne po nowym roku i zobaczymy czy cos się zmieniło....

      Usuń
  10. dziewczyny często myślą, że są za młode i nic im nie grozi, ale niestety to tylko złudne poczucie bezpieczeństwa:( moim zdaniem ginekolodzy (myślę, że większość chociaż od czasu do czasu zdarzy się dobry lekarz w każdej dziedzinie) powinni raz na jakiś czas obadać pacjentce piersi, a oni zazwyczaj to olewają, więc dobrze, że nagłaśniasz, że trzeba samemu kontrolować swoje ciało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda właśnie, że ginekolodzy zazwyczaj mało się tym interesują. Powinni też moim zdaniem uczyć, jak prawidłowo badać piersi. Jednak rzeczywistość jest taka a nie inna i trzeba samemu się o to prosić lub właśnie badac się samodzielnie w domu.

      Usuń
  11. Wiem, że porównanie zęba do Twojego przypadku to tylko głupota, ale analogicznie do Ciebie do dentysty poszłam dopiero wtedy kiedy ból był nie do wytrzymania i co? Ledwo co uniknęłam operacji i powaznych powikłań. Gdybym zrobiła do wcześniej, pewnie nawet wciąż miałabym swojego zeba i skończyło by się na jednej wizycie. Także niestety większość z nas idzie do lekarza dopiero jak już MUSI. Sama tak miałam. Teraz obiecałam sobie, że będę się badać i to na różnych płaszczyznach. Po zębach na pewno chciałabym wykonać sobie inne badania jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję przygód, ale fakt faktem, że tak naprawdę same jesteśmy sobie winne. Zawsze znajdą się jakieś wymówki, a to praca, a to brak czasu, a to nie chce mi się albo boję się. I człowiek dopiero kiedy czuje, ze zaczyna umierać, to decyduje się na wizytę u lekarza. A wtedy może być już za późno....

      Usuń
  12. Zapomniałam dodać, że oczywiście zdrowia życzę ! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam się - badanie piersi to bardzo istotna rzecz. Podczas wizyty u ginekologa warto poprosić go, aby zrobił odpowiednie badania. Twój post daje dużo do myślenia i zastanowienia się nad swoim postępowaniem. Szkoda, że często nasze zdrowie schodzi na drugi plan

    OdpowiedzUsuń
  14. Współczuję Ci takiego stresu :( Warto jednak badać piersi :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ojej, powrotu do zdrowia !!!! My wszystkie wiemy, ze trzeba regularnie się badać, a tak niewiele z nas tego pilnuje, takie juz jesteśmy, ja chodzę raz na 1,5 roku po zaleceniu lekarza.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja obecnie karmię wiec piersi są na pierwszym miejscu - a Twoja historia cóż brak słów ....podziwiam bo nie wiem czy ja mogłabym o Tym pisać. Zdrówka życzę i podziwiam:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Hej. Wiem że post był pisany bardzo dawno temu ale mam pytanie. Czy po tej biopsji miałaś jakiś obrzęk piersi albo jakiegoś krwiak? Ja jestem 3 dni po i czuje że moja pierś w tym miejscu gdzie był guza jest twarda. Odczuwam jeszcze dość spory ból. Z góry dziękuję za odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, jestem w sumie po trzech biopsjach i nigdy nie zdarzył mi się obrzęk czy krwiak, choć lekarz mówił, że coś takiego może mieć miejsce. Żeby zminimalizować ryzyko wystąpienia krwiaka musiałam przez 24h chodzić mocno ściśnięta bandażem i unikać prac fizycznych (nawet noszenia zakupów. Stosowałam się do tego i nic się działo, jedynie za trzecim razem pierś bolała, ale to najprawdopodobniej dlatego, że jest już bardzo wrażliwa i każdy okres po biopsji będzie teraz bolesny.
      Jeśli masz obrzęk lub krwiaka spróbuj smarować to miejsce heparyną - powinno pomóc:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  18. Hej,
    Mam pytanie pisałaś,że idziesz na operację jeśli możesz, to napisz jak przebiegła jak się po niej czułas i czy bolało cię coś po niej, bo właśnie jestem przed operacją usunięcia 5cm sporego guza i bardzo się denerwuje, bo mają mi go usuwać przez sutka wolę wiedzieć co mnie czeka. Z gory dzięki pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej:) ja akurat miałam guza blisko pachy, więc nie trzeba było usuwać przez sutka. Miałam znieczulenie miejscowe, więc byłam przytomna. Dostałam znieczulenie i nie czułam nic przez pierwsze 40 minut (zabieg trwał godzinę), potem poprosiłam o dodatkową dawkę znieczulenia i było ok. Po operacji ból czułam około tygodnia, najgorzej było przez pierwsze dwa dni, ale tabletki przeciwbólowe dały radę, na trzeci dzień poszłam do pracy:) nie było źle, więcej strachu niż bólu:)

      Usuń
  19. Dziękuję ci bardzo za odpowiedź pocieszylas mnie trochę, że może nie będą mnie usypiac bardziej się tym denerwuje niż całym zabiegiem:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy biopsji mammotomicznej, których już miałam trzy zresztą, 2 razy guzka usuwano przez sutka (nie przez samą brodawkę, tylko otoczkę), więc wydaje mi się, że raczej nie będziesz usypiana:) znieczulenie wystarczy:)

      Usuń
  20. Bardzo jestem ci wdzieczna, że mi o tym powiedziałas teraz czuję się o wiele spokojniejsza kiedy wiem co mnie czeka jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak Twoje wyniki? Wiem, ze bylo to dawno temu, ale jestem bardzo ciekawa czy we wszystkich przypadkach byl gruczolakowlokniak. Jestem 3 dzien po biopsji mammotomicznej, guzka wyczulam w maju, mialam kontrolowac co 3-6 mcy, zjawilam sie na usg po uplywie niecalych 3, poniewaz nie dawalo mi to spokoju, guzek z 13mm urosl do prawie 15mm, fo tego lekarz zauwazyl, ze stal die unaczyniony. Skierowal do onkologa, ktory ze wzgledu na wystepowanie nowotworow piersi w rodzinie zdecydowal o biopsji. odczuwam coraz mniejszy bol i dyskomfort, ale z tabletkami przeciwbolowymi daje rade. I teraz najgorszy czas: oczekiwanie na wynik- w glowie pojawia sie milion mysli, niekoniecznie optymistycznych. Ale wszyscy dookola powtarzaja: jestes mloda (mam 24 lata), niemozliwe zeby to bylo cos groznego. Pozdrawiam cieplo i zycze zdrowka:) p.s. kobietki! Warto sie badac- wpis doswiadczonej Maddie Ann powinien byc odpowiednia motywacja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, w tym momencie jestem po 3 biopsjach i jednej operacji - we wszystkich przypadkach był to gruczolakowłókniak. Trochę się teraz sytuacja poprawiła, bo zmieniłam antykoncepcję (a to ona była winna pojawieniu się guzów) na lżejszą i część guzów, które miałam wchłonęły się, a druga część przynajmniej nie rośnie. Oczywiście staram się to wszystko kontrolować.
      Kiedy poszłam pierwszy raz na biopsję wypytałam radiologa o każdą rzecz jaka mi tylko przyszła do głowy. Wtedy byłam prawie pewna, że mam raka! A on powiedział: szansa na to, że te guzy to nowotwory nie wynosi nawet 2% (choć ja nie mam raka piersi w rodzinie).
      Gruczolakowłókniaki są tak bardzo powszechne w tym wieku, że jest ogromna szansa, że w Twoim przypadku też tak jest:) Wiem, co przeżywasz, czekanie na wyniki jest najgorsze, ale głowa do góry. Trzymam mocno kciuki, żeby to nie było nic poważnego:)
      PS. Jeśli masz ochotę to napisz na priv:) maddieannstown@gmail.com

      Usuń

Dziękuję za dodanie komentarza! Aby uniknąć spamu moderuję wiadomości, więc nie będzie on widoczny od razu, pojawi się najpóźniej następnego dnia. Jeśli chcesz być ze mną na bieżąco, zachęcam do zaobserwowania bloga lub/i polubienia strony na Facebook'u lub Google+:) Staram się zawsze odwiedzać blogi komentujących;)

Obsługiwane przez usługę Blogger.