środa, 9 sierpnia 2017

Pogromca cellulitu? Serum wyszczuplająco - drenujące z zieloną kawą Eveline | RECENZJA



Z cellulitem walczy wiele kobiet, jedne z lepszym, drugie z gorszym skutkiem. Wszystko zależy od tego, co jemy, jak (i czy w ogóle) się ruszamy. Kosmetyki są raczej na drugim miejscu, ale uważam, że nie może ich zabraknąć w pielęgnacji antycellulitowej, dlatego jak widzę na półce w drogerii kosmetyk z takim działaniem, to muszę się nim zainteresować.

Czytaj na blogu: JAK WALCZĘ Z CELLULITEM?

Tym razem jednak testuję produkt, którego nie kupiłam, lecz który otrzymałam od Eveline w ramach tegorocznej konferencji Meet Beauty. Nie powiem, że nie pisnęłam z radości na jego widok - jedno serum antycellulitowe od tej firmy miałam już okazję sprawdzić i byłam z niego zadowolona. Serum kawowe, bo to o nim dziś mowa, poszło w ruch od razu, jak tylko wpadło mi w ręce. Czy mnie urzekło? Czytajcie dalej:)




OPIS, SKŁAD

___________________________________________

Na początek przybliżę obietnice producenta i składniki aktywne:



Działanie produktu ma opierać się przede wszystkim na detoksie i dostarczeniu komórkom skóry składników aktywnych, których głównym zadaniem jest spalanie tkanki tłuszczowej, drenaż i pobudzenie krążenia. Jakie to składniki?

Na początku mamy dwa kompleksy, do których szczerze mówiąc podeszłam dość sceptycznie (po pierwsze nie znałam nazw tych kompleksów, po drugie zdecydowanie wolę polską nazwę składnika i bardziej przychylnie patrzę na wyciągi roślinne, a nie jakieś innowacyjne kompleksy, których świat jeszcze nie widział, a zagraniczna nazwa ma przyciągnąć klienta, że niby ten kosmetyk to taki super ą i ę), ale po zagłębieniu się w temat uważam, że jest w nich całkiem spory potencjał:

Purisoft - peptyd ekstrahowany z nasion drzewa Moringa, "działa jak magnez, przyciągając zanieczyszczenia i hamując wnikanie toksyn wgłąb skóry."

Intenslim - kompleks na bazie imbiru cytwarowego i ekstraktu z Globularia cardifolia (hmm, sprawdźmy co to, bo przecież na opakowaniu nie napisane: kulnik sercolistny, taki ogrodowy kwiatuszek), "silnie wyszczuplający, aktywuje syntezę enzymu kluczowego do spalania tkanki tłuszczowej, a także przywraca komórkom tłuszczowym prawidłowy rozmiar i kształt. Znacząco redukuje ilość tkanki tłuszczowej na brzuchu, biodrach i udach."

Ekstrakt z zielonej kawy - "przyspiesza proces spalania tłuszczu w komórkach, działa drenująco i stymuluje mikrokrążenie."

Kofeina - "redukuje objętość komórek tłuszczowych oraz hamuje proces powstawania owych adipocytów."

Alga fucus vesiculosus - "zwana pogromcą cellulitu, działa silnie ujędrniająco i uelastyczniająco, redukuje rozstępy oraz widocznie wygładza grudkową postać skórki pomarańczowej."

Kigelia africana - kigelia afrykańska albo drzewo kiełbasiane (owoce tej rośliny wyglądają jak dorodne kiełbasiska :)), "spektakularnie ujędrnia skórę", a to dlatego, że zawierają saponiny i flawonoidy i które reperują włókna kolagenowe.

Dodatkowo na drugim miejscu w składzie znajdziemy glicerynę, a na czwartym olej sojowy.

Według 4-tygodniowego badania na grupie kobiet serum zwalcza uporczywy cellulit w 89% i usuwa nadmiar płynów w 76%.



OPAKOWANIE, ZAPACH, KONSYSTENCJA
__________________________________________

250ml serum znajduje się w tubie, innego opakowania raczej nie znajdziecie. Ma o swoje plusy i minusy - na pewno jednak tubka jest higieniczna, aczkolwiek z drugiej strony możemy mieć problem z wydobyciem całości kosmetyku z opakowania, ale wtedy wystarczy mieć przy sobie nożyczki i je przeciąć.



Zapach? Dość przyjemny, o ile lubi się kawę z miętą. W konsystencji serum przypomina kremo-żel. Jest ono lekkie, szybko się wchłania, choć na początku delikatnie się klei, ale przeżyjecie:) I, najważniejsze, serum ma działanie termiczne, w tym przypadku chłodzące. Chłodzi i to grubo, więc podczas upałów to sama przyjemność je stosować.
















MOJA OPINIA
__________________________________________

Producent zaleca stosowanie serum dwa razy dziennie, wmasowując je w skórę okrężnymi ruchami. Niestety mi się nie chciało smarować dwa razy (jak zwykle), robiłam to raz dziennie, najczęściej wieczorem, po kąpieli. Zwracałam jednak uwagę na dokładne wsmarowanie serum i faktycznie   starałam się to robić okrężnymi, dość intensywnymi i szybkimi ruchami, bo jak wiadomo, masaż także doskonale wpływa na pobudzenie krążenia i drenaż, dzięki temu też dajemy szansę składnikom aktywnym wchłonąć się w skórę.

Muszę koniecznie zaznaczyć, że serum daje efekt już po pierwszym użyciu. Tym efektem nie jest oczywiście całkowite pozbycie się cellulitu, lecz wyraźnie odczuwalne wygładzenie skóry. Im dłużej je stosowałam tym to wygładzenie stawało się nie tylko wyczuwalne, ale i widoczne - struktura skóry wygląda zdecydowanie lepiej już po tygodniu, co było dla mnie absolutnym zaskoczeniem. Potem przy zebraniu skóry z uda w dłoń nie była już ona tak bardzo pofałdowana i grudkowata, jak przedtem.

Serum oczywiście nie zwalczyło cellulitu całkowicie (tego nie oczekiwałam), lecz uważam, że i tak radzi sobie lepiej i szybciej niż inne kosmetyki antycellulitowe. Myślę, że jeśli czeka Was na dniach jakaś impreza, a chciałybyście założyć krótszą sukienkę mimo tego, że nie jesteście zadowolone z wyglądu swoich ud, to warto zainwestować w ten produkt. Smarowanie się nim dwa razy dziennie (z dokładnym masażem) da efekt gładszej i jędrniejszej skóry, a skórka pomarańczowa nie będzie tak bardzo widoczna.











Moja ocena: 6/6 - nie mam się do czego przyczepić. Serum jest skutecznie i wygodne w użyciu. 



GDZIE KUPIĆ?: Rossmann, drogerie internetowe
CENA: 19,99 (Rossmann), 17-34zł (w Internecie)


Serum to pojawiło się już na moim InstaStory - jeśli wolicie słuchać niż czytać to serdecznie zapraszam na mojego Instagrama, czasem do Was gadam:) Link poniżej:)



Stosujecie kosmetyki antycelluitowe? :)

Buziaki,
Maddie Ann:)

__________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!

FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Zobacz też:

5 komentarzy:

  1. Gdzieś w moich zapasach mam produkt z przeznaczeniem do walki z cellulitem, natomiast od marki Lirene ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja mama kiedyś używała takich różnych serum i pamiętam, że troche na nie narzekała, więc super że u Ciebie się sprawdziło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda ciekawie. Myślę, że warto stosować takie kremy ale największy efekt uzyskamy jednocześnie ćwicząc bo nic nie zastąpi aktywnosci fizycznej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem Ci, że fajnie poczytać o jakimś produkcie, który spełnia chociaż część obietnic. Ja używam bańki chińskiej przynosi fajne efekty.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za dodanie komentarza! Aby uniknąć spamu moderuję wiadomości, więc nie będzie on widoczny od razu, pojawi się najpóźniej następnego dnia. Jeśli chcesz być ze mną na bieżąco, zachęcam do zaobserwowania bloga lub/i polubienia strony na Facebook'u lub Google+:) Staram się zawsze odwiedzać blogi komentujących;)

Obsługiwane przez usługę Blogger.