poniedziałek, 24 października 2016

Z pamiętnika sprzedawcy: Klient zawsze wie lepiej!

Odbyłaś tygodnie szkoleń przygotowawczych do pracy. Zapisałaś stosy kartek przydatnymi informacjami. Za Tobą kilka wyjazdów i nieprzespane noce, podczas których przyswajałaś materiał. Twoja znajomość asortymentu osiągnęła już poziom ekspercki. Jesteś zawsze na bieżąco z wszelkimi nowinkami kosmetycznymi. Mijają lata, a Ty zjadłaś już zęby na sprzedaży i budowaniu dobrych relacji z klientami. Masz pewność, że cała kosmetyczna wiedza,ta znana ludzkości i ta jeszcze nieznana, znajduje się w najmniejszym palcu Twojej lewej stopy. Myślisz, że nikt nie jest w stanie zaskoczyć Cię żadnym pytaniem. Mylisz się. Klient zawsze wie lepiej.

Widzisz klienta na oczy po raz pierwszy? To nic! Przecież on tu był już z tysiąc razy, ostatnio dwa dni temu i powiedziałaś mu, że danej rzeczy nie ma i nie będzie. Dwa dni temu miałaś dzień wolny od pracy i byłaś gdzieś daleko, ale co z tego? Przecież klient z Tobą wtedy rozmawiał.
   
Pracujesz od początku działania sklepu i nigdy, przenigdy nie było w asortymencie „tego nowego kremu do twarzy z komórkami macierzystymi w czarnym opakowaniu z pompką”? Zastanów się. Przecież klient kupił go w Twoim sklepie w zeszłym miesiącu, a Ty go perfidnie okłamujesz i ukrywasz towar! Pomyśl: nie macie w ofercie kremów z komórkami macierzystymi? A może były i nie pamiętasz? Nie ma też opakowań z pompką, a wszystkie pudełka są w kolorach śnieżnej bieli i uspokajającej lawendy? Kłamstwo. Przecież stały, o tu, w tym miejscu. 


Ach, zapomniałabym! Przecież jest jeszcze nagroda w konkursie za wypełnienie ankiety! Zaraz… Nie było żadnej ankiety? Żadnego konkursu? Ale jak to? Klient przy Tobie wypełniał ankietę, a Ty mu za to naobiecywałaś gruszek na wierzbie. Jak możesz tego nie pamiętać? Zastanów się, czy aby na pewno jesteś wystarczająco kompetentna. Albo czy konkurs nie był przypadkiem organizowany w sklepie obok.
 
Twoje wyższe, biologiczno-chemiczne wykształcenie też Ci nie pomoże w starciu z klientem, który posiadł całą dostępną wiedzę z internetu, lub z panią, która najbardziej aktualne publikacje naukowe dotyczące kosmetologii czerpie z najnowszego wydania kobiecego pisemka „Gospodyni Idealna”. Nie masz najmniejszych szans.


Niestety te uciążliwe dla sprzedawcy sytuacje często się zdarzają. Wmawianie sprzedającemu czegoś lub sugerowanie mu braku kompetencji tylko dlatego, że klient najzwyczajniej w świecie pomylił sklepy, z pewnością nie należy do zjawisk przyjemnych. A kłótnia z takim klientem jest niczym walka z wiatrakami. Niektórym ekspedientkom odbiera to chęć do pracy, człowiek czuje się zrezygnowany i beznadziejny mimo ogromu wiedzy, jaką posiada. Trudno wtedy jest dawać z siebie wszystko, jeśli nikt tego nie docenia, a nawet sprowadza naszą pracę i doradztwo klientowi do poziomu ściółki leśnej. Często w takich momentach zapominamy, że tak naprawdę większość klientów wraca do nas, bo jesteśmy dla nich kosmetyczną wyrocznią. Hej, pamiętajmy o tym!

Z pamiętnika sprzedawcy to seria felietonów na temat pracy w sklepie kosmetycznym i relacji z klientami. Tekst jest dostępny także w magazynie branżowym Kosmetyki.

 

__________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej

środa, 12 października 2016

3 najlepsze drogeryjne podkłady dla cery tłustej i mieszanej

Hej:)

W związku z rozpoczynającą się dziś promocją -49% na produkty do makijażu twarzy w drogerii Rossmann postanowiłam przedstawić Wam trzy najlepsze moim zdaniem podkłady dla cer tłustych i mieszanych. Nie wypróbowałam wszystkich podkładów z Rossmanna, ale akurat te uważam za niezastąpione i wiem, że któryś z nich kupię ponownie:)


Face Finity All Day Flawless 3 w 1, Max Factor


Podkład 3 w 1, tzn. podkład, korektor i baza w jednym. Lekka konsystencja, nie podkreśla suchych skórek, bogata gama kolorystyczna i dobra trwałość. Krycie średnie +. Zapraszam na recenzję (link poniżej), pokazałam tam dwa z kolorów i opisałam szczegółowo produkt.


CENA: 50-60zł

ProVoke Matt Fluid, Dr Irena Eris



Genialny podkład stworzony specjalnie dla cer, które nadmiernie wytwarzają łój - matuje świetnie, mat utrzymuje się przez kilka godzin, potem cera nabiera jakby zdrowego blasku (nie przetłuszcza się, taka jak w przypadku podkładu Max Factor). Trwałość całodzienna, nie daje efektu ciasta ani nie podkreśla suchych skórek. Bardzo lekki w konsystencji, dobrze się rozprowadza, jednak trzeba robić to szybciej niż zwykle, gdyż fluid szybko zastyga. Jest to chyba najlepiej kryjący fluid drogeryjny z jakim miałam do czynienia. Krycie określam na średnie ++. Odcień, który posiadam to 210 Ivory i muszę przyznać, że wybrałam za jasny - może być dobry na zimę, kiedy skóra nie jest opalona, w przyszłości kupię o odcień ciemniejszy. Mam też wrażenie, że po zastygnięciu na twarzy wpada chyba w lekko różowe tony, choć przy teście na ręce w drogerii i przy rozprowadzaniu na twarzy wydaje się być żółtawy. I choć odcień był dla mnie ciut za jasny, to nie przeszkodziło mi to go używać w ciągu lata (wiele się nie opaliłam), więc jest to dobry dowód na to, że chyba się od niego uzależniłam:) Niestety ma jeden minus - wysoka cena. Myślę jednak, że przy obecnej promocji można sobie na niego pozwolić:)


CENA: 80-90zł

Fluid matujący Make-up Academie, Bielenda


Ten podkład odkryłam niedawno na nowo, po pierwszym użyciu nie byłam z niego zadowolona, ale to chyba w wyniku tego, że moja cera była w złej kondycji i chyba użyłam złego, zbyt tłustego kremu. Wróciłam do niego niedawno i uważam, że fluid ten jest lekki w konsystencji, nie obciąża skóry. Krycie średnie, dobrze matuje, choć sądzę, że mat nie utrzymuje się już tak długo jak przy dwóch poprzednich podkładach. Wygląda dość naturalnie na twarzy i bardzo mi się to podoba (nie lubię bezczelnego matu jak u starych pudernic;)). Mam odcień naturalny nr 1 i wydaje mi się, że jest idealny dla lekko opalonej cery, blade twarze będą miały problem z doborem odpowiedniego koloru. Wytrzymuje na skórze cały dzień, nie ściera się i nie znika. Nie powoduje też efektu ciasta i nie podkreśla suchych skórek. Dużym plusem jest bardzo atrakcyjna cena:)


CENA: 11-15zł

Wszystkie z podkładów bardzo polecam:) Wszystkie kryją bardzo dobrze, lecz jeśli szczególnie Wam na tym zależy, to przemyślcie zakup podkładu Dr Ireny Eris - z tych trzech krycie ma najlepsze. 

Mam nadzieję, że moje krótkie opisy pomogą Wam choć trochę wybrać dla siebie podkład idealny:)

A Wy co polecacie? :)
_________________________
 
BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK


Czytaj dalej

wtorek, 27 września 2016

Moje ulubione palety nude :)

Hej:)

Jesień przywitała nas dość ciepło, mam nadzieję, że tak zostanie do samej zimy:) Polubiłam tę porę roku ze względu na różnorodność barw, które nam oferuje. Uwielbiam jesienne makijaże w ciepłych barwach, ostatnio maluję się w odcieniach brązu i beżu, robię delikatne dzienne smokey, które pasuje na dzień, do pracy:) Pomagają mi w tym moje ulubione nudziakowe palety cieni, które poniżej Wam dziś przedstawię :)


Wybrałam cztery palety, którymi posługuję się ostatnio najczęściej i jestem z nich najbardziej zadowolona. Może któraś z nich szczególnie Wam się spodoba? :)

Neutral Eyeshadow Palette, Wibo

Pierwsza paleta to Neutral od Wibo - niedawna nowość, którą udało mi się zakupić podczas wiosennych wielkich promocji na kosmetyki kolorowe w Rossmanie. Paleta zawiera 15 cieni, 8 matowych i 7 błyszczących. Większość to odcienie brązu i beżu, znajdziemy tu też chłodniejszy odcień Milk Chocolate, którego bardzo lubię używać, a także błyszczący łosoś czy szarości. Paleta nadaje się do wykonania makijażu zarówno na dzień jak i na wieczór. Jest to najmniej napigmentowana paleta ze wszystkich czterech, które znajdziecie w dzisiejszym poście, więc jeśli zaczynacie swoją przygodę z makijażem to bardzo ją polecam, tym bardziej, że jej cena nie jest zawrotna. Cienie są dość suche i na początku nie podobało mi się to, lecz dobrze się blendują.

Wibo, Neautral Eyeshadow Palette


Wibo, Neautral Eyeshadow Palette

Koszt: ok. 28-30zł
Gdzie kupić?: Rossmann

Natural Beauty, Dark Side, My Secret

Ta mała paletka bardzo mnie zaskoczyła swoją dobrą pigmentacją. Jestem trochę zawiedziona beżem, gdyż na powiece wygląda czasem za żółto, trzeba nauczyć się go nakładać z rozwagą, wtedy da ładny, naturalny efekt. Mamy tu jeszcze ciepły odcień brązowego, szary cień wpadający odrobinę w fioletowe tony oraz czarny, rewelacyjny do podkreślania moich brwi. Wszystkie cienie są matowe, praca z nimi jest przyjemna, nie osypują się i dobrze rozcierają. Dostępna w Drogerii Natura, koszt ok. 13zł, choć widziałam ją teraz na wyprzedaży za około 8-9zł.

Natural Beauty, My Secret

Koszt: ok. 13zł
Gdzie kupić?: Drogeria Natura

I heart Chocolate, Salted Caramel, Makeup Revolution (I love Makeup)

Ta pachnąca słonym karmelem czekoladka kusi swoim wyglądem, ale jej zawartość także jest godna kupna:) W palecie znajdziemy 16 cieni, 8 matowo-satynowych oraz 8 błyszczących lub metalicznych. Większość to barwy brązu, beżu i miedzi, ale znalazło się też miejsce dla niebieskiego i różowego, które świetnie komponują się z całością. Są to cienie, z którymi najprzyjemniej mi się pracuje. Ich miękka konsystencja oraz dobra pigmentacja sprawia, że blendować mogłabym cały dzień ;) Plus za duży beżowy cień - takiego zawsze potrzeba najwięcej oraz za duże lusterko:) 


I heart Chocolate, Salted Caramel, I love Makeup

Koszt: ok. 40zł
Gdzie kupić?: drogerie internetowe

Naturally Yours, Zoeva

Marka Zoeva jest popularna wśród wizażystów, czemu się wcale nie dziwię, ponieważ cienie mają świetną pigmentację i dobrze trzymają się powieki. Jest to typowa paleta nude, która zapewne zadowoli też fanki złotych odcieni:) W palecie jest 10 cieni, 5 matowych i 5 metalicznych. Uwielbiam dwa najjaśniejsze cienie z tej palety - to chyba najbardziej napigmentowane beże, z jakimi miałam do czynienia, a ciężko jest takie znaleźć. Kolory są raczej w ciepłej tonacji.

Naturally Yours, Zoeva
Naturally Yours, Zoeva

Koszt: ok. 80-90zł
Gdzie kupić?: drogerie internetowe, m.in. Mintishop.pl


Wszystkie z palet są bardzo uniwersalne, nadają się do codziennego i wyjściowego makijażu, bardzo to sobie cenię. Ciężko jest mi wskazać najlepszą, każda z nich ma coś fajnego w sobie, co sprawia, że chętnie do nich wracam. 

Macie swoje ulubione palety nude?:)

 ___________________________________________

  

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK


Czytaj dalej

czwartek, 8 września 2016

Z pamiętnika sprzedawcy: Czy klienta kultura nie obowiązuje?


Mądrzy ludzie powinni swoim potomkom wpajać od małego zasady kultury. Nie chodzi mi o to, żeby trzylatka zabierać do teatru, bo byłoby to dla niego zapewne męczące, a jak dziecko się nudzi albo męczy, to potrafi przysporzyć rodzicom niemałych problemów. Wystarczy nauczyć go trzech magicznych słów: "proszę", "dziękuję", "przepraszam". Tylko jak nauczyć tego dziecko, skoro sami dorośli zapominają o tych zwrotach?

Uczono mnie, żeby nie szufladkować klientów. Niestety jest to bardzo trudne, szczególnie jeżeli chodzi o kulturę osobistą. Są klienci kulturalni i niekulturalni - tej klasyfikacji nie mogę w żaden sposób przeoczyć ani o niej zapomnieć.

Do trzech magicznych słów dodałabym zwroty: "dzień dobry" i "do widzenia". Zawsze myślałam, że kiedy się gdzieś wchodzi, to trzeba się przywitać, a kiedy się wychodzi, to należy się pożegnać. Wydawało mi się, ża tak elementarne zasady kultury raczej nie podlegają dyskusji. A jednak.

Nieprzywitanie się jest dla mnie szczególnie uciążliwe, kiedy jestem czymś zajęta i odwrócona tyłem do wejścia do sklepu. Niczego nieświadoma oddaje się swoim obowiązkom, gdy nagle odwracam się i widzę klienta żwawo buszującego między półkami. Wyrobiłam sobie nawyk sprawdzania kątem oka, co taki klient robi.

Brak znajomości podstawowych zwrotów grzecznościowych to nie jedyny problem. Obsługuję czasem klientów, którzy mówią do mnie... odwróceni plecami. Nie uwierzę, że ktoś ma aż takiego zeza. że chcąc mnie zobaczyć, musi stanąć tyłem.

Niektórzy klienci zwykli od razu wypowiadać nazwę konkretnego produktu z wyraźnym żądaniem w głosie, oczywiście z pominięciem tak istotnych elementów dobrego wychowania, jakimi są zwroty "dzień dobry" i "poproszę". Mało tego, żądanie słyszę czasem jeszcze przed wejściem klienta do sklepu! Często zastanawiam się nad powodem takiego zachowania u kupujących. Może to chęć dowartościowania się? A może klient po prostu nie zdaje sobie sprawy ze swojego postępowania, ponieważ jest to jedyny wzorzec zachowania wyniesiony z domu rodzinnego i tak naprawdę zasad kultury obowiązujących w społeczeństwie nie zna?

Zawsze, gdy zdarzy mi się wątpliwa przyjemność obsługiwania takiego klienta, to zanim sprzedam mu produkt i poślę go w myślach do diabła, staram się zacząć od głośnego "dzień dobry", zaserwowanego z możliwie jak najszczerszym uśmiechem. Gdy już spalony ze wstydu opuszcza sklep, rzucam jeszcze uprzejme "do widzenia". I choć zazwyczaj nie dostaję odpowiedzi, to mam wielką satysfakcję z tego, że nie dałam się ponieść emocjom. 

Jeśli kiedykolwiek ktoś z Was poczuje się jak człowiek z niższej kasty po obsłudze gburowatego i niewychowanego klienta, przypomnijcie sobie, że tak naprawdę to Wy jesteście w porządku. I nadal mówcie "dzień dobry"! :)

Z pamiętnika sprzedawcy to seria felietonów na temat pracy w sklepie kosmetycznym i relacji z klientami. Tekst jest dostępny także w magazynie branżowym Kosmetyki.

 

__________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej

piątek, 26 sierpnia 2016

Olej z ogórecznika lekarskiego (olej borago): działanie kosmetyczne; moja opinia po 3 miesiącach stosowania

Cześć:)

Ci, którzy są ze mną troszkę dłużej znają moje zamiłowanie do olejów zimnotłoczonych. Używam ich od czterech lat zamiast kremu na noc i przyznam szczerze, że jeszcze żadne kremy nie robią tak dobrze mojej skórze, jak właśnie oleje ;) Ostatnio testowałam olej z ogórecznika lekarskiego, inaczej olej borago. Zanim jednak napiszę o moich odczuciach, zachęcam do zapoznania się z niezwykłymi właściwościami tego oleju.

Olej z nasion ogórecznika lekarskiego, czyli borago officinalis seed oil, pochodzi z krajów śródziemnomorskich, ale występuje też w Polsce jako chwast. Jego liście mają zapach i smak ogórka - stąd też jego nazwa. Olej ten jest źródłem wielu składników odżywczych, takich jak:

  • kwas gamma-linolenowy (GLA): kwas zaliczany do szeregu omega-6, ogórecznik charakteryzuje się bardzo wysoką zawartością tego kwasu (ponad 20%), więcej jest go tylko w mleku matki, nieco mniej w oleju z nasion czarnej porzeczki i wiesiołka. GLA jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania skóry, jednak z czasem jego ilość w skórze maleje, co skutkuje m.in. przesuszeniem skóry i pojawianiem się zmarszczek. GLA dobrze się wchłania i ulega przekształceniu do prostaglandyn, które działają przeciwzapalnie, przeciwalergicznie, ochronnie, polepszają krążenie krwi. W ogóreczniku znajduje się także kwas alfa-linolenowy, który podobnie jak GLA ma działanie łagodzące stany zapalne.
  • flawonoidy (np. kwercetyna) - naturalne przeciwutleniacze, chronią przed wolnymi rodnikami, a co za tym idzie, przed starzeniem się skóry.
  • garbniki - substancje te mają właściwości ściągające i tonizujące, obkurczają naczynia włosowate, co jest potrzebne w pielęgnacji skóry naczyniowej, pomagają likwidować obrzęki.
  • saponiny, które są naturalnymi środkami powierzchniowo czynnymi, działają przeciwobrzękowo, przeciwzapalnie, poprawiają ukrwienie tkanek, mają także właściwości antybiotyczne i przeciwgrzybicze.
  • witamina C - stymuluje syntezę kolagenu, przeciwutleniacz, rozjaśnia skórę.
  • śluzy - zmiękczają skórę i łagodzą podrażnienia, działają ściągająco.
  • sole mineralne
  • kwasy jabłkowy i cytrynowy - działanie złuszczające, rozjaśniające.

Na podstawie opisu składników można wysnuć wniosek, że olej z ogórecznika działa przede wszystkim przeciwzapalnie oraz regenerująco. Dlatego znalazł on zastosowania w pielęgnacji skóry suchej, atopowej, łuszczącej się, swędzącej, także dojrzałej ze zmarszczkami oraz naczyniowej. 

Olej z ogórecznika lekarskiego, olej borago, Planeta Organica


Moja opinia:

Olej z ogórecznika firmy Planeta Organica zakupiłam w Starej Mydlarni. Na początku byłam przerażona jego cięższą konsystencją, w końcu moja cera jest mieszana i nawet lżejszy od borago olej jojoba podziałał na mnie zapychająco, ale postanowiłam dać mu szansę. Ten olej interesował mnie już od jakiegoś czasu przede wszystkim ze względu na wysoką zawartość kwasu GLA. 


Jego zapach nie jest zbyt zachęcający, jest on naturalny, jednak niestety tak pachną naturalne oleje, do czego jestem przyzwyczajona i nie przeszkadzało mi to w jego używaniu.

Opakowanie oleju zawiera 30ml produktu, zrobione jest z ciemnego szkła, czyli bardzo na plus. Wygodny kroplomierz ułatwia odmierzenie odpowiedniej ilości oleju.


Używałam tego oleju około 3 miesięcy, codziennie na noc. Ku mojemu niemałemu zaskoczeniu okazało się, że moja mieszana cera nie przestraszyła się jego tłustej konsystencji - nie zauważyłam w żadnym stopniu, aby zadziałał na mnie komedogennie, skóra nie przetłuszczała się też więcej, wręcz przeciwnie, rano była matowa, ale odczuwalnie głęboko nawilżona, miękka, elastyczna i bardzo gładka. Opisywałam ostatnio olej busajna, który uznałam za najbardziej nawilżający olej dla mnie, lecz informacja ta jest w tym momencie nieaktualna:) Olej borago to dla mnie najmocniej nawilżający olej, lepszy od busajna, arganu czy opuncji figowej. Czuję tą różnicę jeszcze mocniej, kiedy olej z ogórecznika mi się skończył i ponownie wróciłam do oleju busajna - nawilżenie oczywiście jest, ale nie takie, jak przy stosowaniu pierwszego oleju.




Wiem, że na pewno kupię go ponownie, jak tylko wykończę olej busajna:) Oceniam na 6 i coś czuję, że będzie to mój ulubieniec 2016 roku ;)


GDZIE KUPIĆ: Stara Mydlarnia, zrobsobiekrem.pl, Manufaktura Natura, The Ordinary. Ajeden
CENA: ok. 20-30zł, zależy od pojemności.

Kliknij w baner poniżej i zobacz, gdzie jest najtaniej!



Lubicie naturalne oleje w pielęgnacji? 

 __________________________________________
 
BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej

piątek, 12 sierpnia 2016

VIANEK Intensywnie nawilżające masło do ciała z ekstraktem z ziela owsa | RECENZJA

Hej:)

Jeszcze niedawno byłam przeciwniczką smarowania ciała czymkolwiek.... Choć może nie przeciwniczką. Po prostu mi się nie chciało, powiedzmy to sobie wprost ;) Myślałam, że mycie skóry nawilżającym czymś, co nie zawiera SLS-u w zupełności wystarczy, fakt faktem, że po takim myciu skóra jest mniej przesuszona, lecz jakiś czas temu zaczęłam odczuwać potrzebę nakładania jakiegoś smarowidła, szczególnie na ręce i nogi. Ja nie wiem, chyba się już trochę starzeję.

Dobra, jakieś tam masło shea jeszcze miałam, ale jak już się smarować, to szybko i żeby się błyskawicznie wchłaniało, ale nawilżało i żebym nie musiała używać tego codziennie, bo jednak mój wewnętrzny leń nie daje mi czasem spokoju. A masło shea jest trochę za ciężkie, jak na moje wymagania. Dobrze się sprawdzał olej monoi, ale dobił już dna, więc postanowiłam spróbować czegoś nowego. 

Vianek, Intensywnie nawilżające masło do ciała

Skorzystałam z okazji, jaką były targi Beauty Forum, które odbywały się na początku marca. I trafiłam na taką oto piękną wystawę Sylveco, o:


Doszły mnie słuchy, że Sylveco sobie zrobiło jakąś markę-siostrę, czy jakoś tak, w każdym bądź razie podobno dobra i naturalna i ładnie się nazywa: VIANEK. A skoro za młodu Maddie Ann "wiła wianki i rzucała je do falującej wody" to i tak prozaiczna rzecz, jak nazwa ją przyciągnęła. I zaczęła buszować wśród wspaniale pachnących Viankowych maseł, balsamów i peelingów.

Jak już obwąchałam wszystko, to drogą eliminacji (bo ciężko mi się było zdecydować, co wybrać) zakupiłam intensywnie nawilżające masło do ciała, to niebieskie. Tak, kupowałam nosem. I żałuję, że nie możecie tego przez monitor powąchać, bo to.... WINOGRONA Z NUTĄ CZEKOLADY. I nie pachnie tylko z pudełka. Ze skóry też czuć.



Skład: Aqua, Glycine Soja Oil, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Theobroma Cacao Seed Butter, Triticium Vulgare Germ Oil, Glyceryl Stearate, Avena Sativa Straw Extract, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Hydrolyzet Oats, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Benzyl Alkohol, Parfum, Dehydroacetic Acid

Ok, zapach zapachem, ale ja bym jeszcze chciała, żeby masło spełniło ciężkie wymagania mojej skóry. Używam go zazwyczaj po prysznicu wieczorem i zazwyczaj przez 2,3 kolejne dni już nie potrzebuję się ponownie smarować, może jedynie odrobinę nakładam na łokcie i kolana, żeby nie były jak papier ścierny. Nakładanie tego masła 2 razy w tygodniu w zupełności mi wystarczy i to bardzo mi się podoba. Skóra jest zdecydowanie bardziej nawilżona, przyjemnie gładka i jakby... gęstsza, więc myślę, że przy systematycznym stosowaniu masło powinno też ujędrniać.


A jak się wchłania? No tutaj już trzeba troszkę poczekać, ale jest to całkowicie zrozumiałe, bo to przecież nie jest lekkie mleczko, lecz masło, które z reguły ma trochę bogatszą konsystencję. Rozsmarować też trzeba uważnie. Tą malutką "wadę" uważam za naturalną dla tego typu produktu, tym bardziej jestem ją w stanie zaakceptować, jeśli pozwala mi to na stosowanie masła tylko 2 razy w tygodniu.

Cóż rzec więcej? Masło świetnie i trwale nawilża, bosko pachnie i ma same dobroci w składzie. Szósteczka jak się patrzy ;)


CENA: ok. 20-25zł
GDZIE KUPIĆ? A na przykład tu: http://www.cocolita.pl/pielegnacja/vianek-intensywnie-nawilzajace-maslo-do-ciala-150ml


_________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej

piątek, 29 lipca 2016

Z pamiętnika sprzedawcy: Darmowa próbka? Poproszę o więcej!




Bezpłatne próbki kosmetyków to doskonały sposób na wzrost sprzedaży. Dzięki nim klient ma okazję wypróbować kosmetyk. Denerwują mnie jednak ci, którzy z góry zakładają, że nie wydadzą ani złotówki na pełnowartościowy produkt, bo zadowolą się testerami.

Przyznam szczerze, że jako konsument bardzo lubię taki sposób promocji produktów. Lubię coś przetestować, zanim wydam pieniądze na kosmetyk, szczególnie jeżeli mają być to grube pieniądze lub kosmetyk posiada w składzie substancję, którą niekoniecznie moja skóra może polubić.  

Jako sprzedawca, który czerpie wielką satysfakcję z zadowolenia klientów, wolę dać próbkę osobie, która nie jest przekonana do zakupu kosmetyku, bo ma bardzo wrażliwą skórę i „wszystko ją uczula” lub po prostu nie stać jej na konkretny produkt, niż sprzedać coś na siłę i obawiać się że, szybko wróci do mnie niezadowolona z zamiarem złożenia reklamacji.

Bezpłatne próbki traktuję jako formę reklamy, która często się sprawdza - nawet jeżeli klient nie przetestuje osobiście kosmetyku, to przekaże próbkę mamie, siostrze, koleżance... Tak czy siak, dobra opinia o drogerii i o samym produkcie idzie w świat. I o to chodzi.

Problem z próbkami pojawia się, gdy klient nie traktuje ich jako możliwość przetestowania kosmetyku, lecz jako sposób na uniknięcie wydania pieniędzy na pełnowartościowy produkt. Taka osoba, dostając ode mnie tester, od razu prosi o więcej (o wiele, wiele więcej). Myśli sobie: "Po co będę kupować, kiedy mam tyle próbek?, a do mnie mówi: "Wezmę jeszcze dla przyjaciółki, mamy, siostry, brata ("mówi pani, że to próbka podkładu? A wezmę mu, niech też wypróbuje"), babci, ciotki z Januszowa Dolnego i wujka z zagranicy". Może i faktycznie komuś je przekaże, ale bardzo często w takiej sytuacji podejrzewam, że raczej tego nie zrobi. Że zabierze wszystkie dla siebie, chociaż za nic w świecie nie chce się do tego przyznać.



Mogłabym powiedzieć, że nie obchodzi mnie, co klient robi z próbkami, ale nie mogę przejść obok tego obojętnie, kiedy inna osoba naprawdę potrzebuje wypróbować kosmetyk, a mnie zabrakło testerów, bo rozdałam je klientom, którzy nie chcieli wydać na produkt ani złotówki albo przyszli po nie, bo... właśnie wyjeżdżają na wakacje i przydałoby im się coś, co zmieści się do walizki.

Jednak zdarzają się sytuacje odwrotne - klient otrzymuje próbkę, za którą inni, żeby ją zdobyć, daliby się pokroić (choćby dlatego, że pełnowartościowy kosmetyk jest luksusowy i drogi), a mimo to zaczyna marudzić. Zazwyczaj nie podoba mu się typ produktu, ale zdarza się też, że nie odpowiada mu sam wygląd próbki czy za mała jej objętość. Jest mi wtedy przykro, bo dając ją klientowi, chciałam go wyróżnić i zachęcić do ponownych zakupów lub po prostu sprawić mu przyjemność i wywołać pozytywne wspomnienie na myśl o firmie, w której pracuję.

Na szczęście są jednak ludzie, którzy potrafią to docenić. Szkoda tylko, że jest ich tak niewielu. Pamiętam jedną z klientek, która wróciła do sklepu na drugi dzień, żeby podziękować mi za wrzucenie kilku próbek do jej torby z zakupami - była tym zachwycona. Jedna taka sytuacja wywołała uśmiech na mojej twarzy i sprawiła, że wszystkie niemiłe zdarzenia związane z rozdawaniem testerów poszły w niepamięć. I tego się trzymajmy:)

Z pamiętnika sprzedawcy to seria felietonów na temat pracy w sklepie kosmetycznym i relacji z klientami. Tekst jest dostępny także w magazynie branżowym Kosmetyki.


____________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej
Obsługiwane przez usługę Blogger.