środa, 28 maja 2014

Liebster Blog Award :)

Hej!

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez KasaBlankę91 oraz Danccer, za co gorąco im dziękuję:) Na początku nie wiedziałam o co chodzi, ale jak zobaczyłam w nazwie słowo "Award" to stwierdziłam, że nie może być źle ;)


Cóż to takiego?

Nominację do Liebster Blog Award jest przyznawana blogerom przez innych blogerów za "dobrze wykonaną robotę". Nagroda leci zazwyczaj do blogerów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc jest to dla nich możliwość rozpowszechnienia swojego bloga. Bloger odpowiada na 11 pytań od blogera, który go nominował do nagrody, następnie sam nominuje 11 osób, którym zadaje 11 swoich pytań. Nie może on nominować blogera, który go nominował.

A teraz moje odpowiedzi na pytania od Danccer (http://chemical-cheap.blogspot.com/):

1. Jakie byłyby Twoje idealne wakacje? 
Koniecznie na plaży, uwielbiam się wygrzewać na słońcu:)

2. Czego najbardziej w sobie nie lubisz?  
Tego, że jestem okropnym płaczkiem, potrafię się poryczeć na komedii na jakimś lekko wzruszającym momencie, a ostatnio spłakałam się na maksa, bo koleżanka sprawiła mi prezent na urodziny..... No żenada, nienawidzę tego.

3. Cechy idealnego partnera lub partnerki :)
Odpowiedzialny, dojrzały, obyty, inteligentny i z poczuciem humoru.

4. Jaki zapach lubisz najbardziej
Uwielbiam zapachy słodkich letnich, egzotycznych owoców. 

5. Jeden ulubiony kosmetyk pielęgnacyjny i jeden do makijażu
Olejek do twarzy aplikowany na noc i tusz do rzęs.

6. Co robisz, kiedy jesteś sam/a w domu?
Tańczę jak głupia przed lustrem i śpiewam do półlitrowej butelki po wodzie mineralnej.

7. Z jakim/ą aktorem/ką chcesz się spotkać i dlaczego akurat z nim/nią ?
Z Williamem Levy, bo jest przystojny. Mam nadzieję, że mój chłopak mi wybaczy ;)
(PS. wybaczę :P. Chłopak.)

8. Pierwsza czynność, którą robisz po przebudzeniu.
Sprawdzam, która jest godzina.

9. W telewizji najczęściej oglądam..
Nie oglądam telewizji.

10. Kraj, który marzysz odwiedzić i dlaczego?
Nie mam konkretnego kraju, który chciałabym odwiedzić. Ważne, żeby miał plażę i dostęp do morza. I żeby było tam ciepło.

11. W jaki sposób się relaksujesz?
Słuchając głośno muzyki.


Odpowiedzi na pytania od KasaBlanki91 (http://kasablanka91.blogspot.com/):

1. Bez czego na pewno nie wyjdziesz z domu?
Bez telefonu to jak bez ręki. 
 
2. Ulubiona potrawa?
Ostra. 
 
3. Pies czy kot?
Nie potrafię wybrać, to okrutne pytanie ;) 
 
4. Twój ulubiony krok w makijażu?
Makijaż oczu. 
 
5. Ulubiona książka?
Nie czytam powieści, bo mi się nie chce, wolę książki o biologii, kosmetologii, bardziej branżowe, ale nie mam swojej ulubionej. 
 
6. Ulubiony kwiat?
Konwalia.
 
7. Twoje ulubione perfumy?
Takie, które są jednocześnie kobiece i tajemnicze, ale nie brak im dziewczęcej słodkości:) Bardzo lubię perfumy Diora, szczególnie Miss Dior Cherie, ale chętnie sięgam też po Outspoken by Fergie z Avonu - są dość nietypowe. 
 
8. Co Cię najbardziej uszczęśliwia?
Kiedy po całym dniu pracy mój chłopak robi mi pyszną kolację i masuje stopy:) 
 
9. Pracujesz czy nadal się uczysz?
Pracuję, ale nie wykluczam dalszej nauki:)
 
10. Jaki kolor najczęściej nosisz na paznokciach?
Lawendowy lub różowy. 
 
11. Włosy krótkie czy długie?
Długie! 

Hmm... Ciężko mi trochę było z nominowaniem osób, jestem w blogosferze od niedawna, nie wiem, kto się w to bawi, a kto nie i nie jestem zbytnio zorientowana. Ale poszperałam i nominuję:

http://dhwani-maquillage.blogspot.com/
http://fantazjaokiemjoanny.blogspot.com/
http://maniakosmetykowaniaa.blogspot.com/
http://oh-goddammit.blogspot.com/
http://esm-beauty.blogspot.com/
http://basia86-naturalnie.blogspot.com/
http://timeforpassion.blogspot.com/
http://tobeastonefox.blogspot.com/
http://kosmetycznykufereksylwii.blogspot.com/
http://make-up-by-kornelia1989.blogspot.com/
http://happinessisalwayseasy.blogspot.com/

Jak to ja, nagięłam trochę zasady i nominowałam też osoby, które mają trochę większą liczbę obserwatorów, ale chcę je poznać i ciekawią mnie ich odpowiedzi na moje pytania:)

A oto moja jedenastka:
1. Ulubiony kolor szminki (lub błyszczyka).
2. Śpioch czy ranny ptaszek?
3. Co sądzisz o poprawianiu urody za pomocą skalpela?
4. Najlepszy i najgorszy kosmetyk EVER.
5. Jakiego rodzaju muzyki słuchasz?
6. Jedziesz na wakacje i możesz wziąć ze sobą tylko trzy produkty kosmetyczne. Co to będzie? 
7. Co Cię najbardziej denerwuje w ludziach? 
8. Zabiegi u kosmetyczki czy zabiegi w domu? 
9. Ulubiony serial.
10. Miasto czy wieś?
11. Kolorowy tusz do rzęs - tak czy nie?

Mam nadzieję, że pytania nie okażą się trudne czy jakieś dziwne dla Was:)


Czekam na odpowiedzi! Jeśli będziecie już gotowe, dajcie znać w komentarzu, jeśli możecie:)

Pa! :)

Czytaj dalej

sobota, 24 maja 2014

Lakiery do paznokci Golden Rose - recenzja

Witajcie!

Dziś przychodzę do Was z recenzją lakierów z Golden Rose, już zaznaczę na wstępie - jednych z moich ulubionych. Ostatnio firma wypuściła serię lakierów Color Expert, zakupiłam 3 sztuki i jestem powalona na łopatki!:) Znajdziecie tu też kilka innych lakierów, których często używam.

Jako pierwsza leci seria Color Expert, która prezentuje się tak:


Kolory iście letnie, takich potrzebowałam. Wszystkie z tych trzech zawierają bardzo delikatne drobinki, które sprawiają, że na pierwszy rzut oka wydaje się, że to odcienie perłowe (i tu serce me zamarło, bo nie cierpię pereł), ale po nałożeniu na płytkę paznokcia mamy piękny, nasycony kolor z bardzo subtelną perłową poświatą, która kompletnie mi w niczym nie przeszkadza, ba! wręcz dodaje blasku:)

Pierwszy kolor to jasny beż wpadający lekko w łosoś, numer 52:


Normalnie potrzebuję dwóch warstw przy lakierach Golden Rose i tak też było tym razem:)


Delikatny, elegancki, kobiecy:)

Drugi lakier: cudowny seledyn, nr 50:


Tu też dwie warstwy, krycie bardzo dobre.


Trzeci z Color Expert to przepiękny błękit, nr 43:


Taki kolor właśnie chciałam mieć na lato, kojarzy mi się z bezchmurnym niebem albo nieskazitelnie czystą wodą w morzu:) w zasadzie poszukiwania nie były długie, bo raczej byłam pewna, że w Golden Rose taki znajdę:) Nie mogę się czasem na niego napatrzeć:)))


Lakiery mają wygodne płaskie pędzelki, co bardzo ułatwia aplikację:)


A teraz 2 lakiery Rich Color, pierwszy to jaśniutki różowy, taki pasujący do małej dziewczynki:) Nr 66:


I tu nałożyłam 3 warstwy , żeby jak najlepiej pokazać kolor. Czasem nakładam jedną, dla delikatnego podkreślenia paznokci, szczególnie wtedy, gdy nie mam czasu na malowanie, do tego jest idealny:)


A tutaj kolor mocno różowy, chyba nie jest to typowa fuksja, bo ona wpada bardziej w fiolet, chociaż może i fuksja, nie wiem...:) Nr 07


Dobrze nałożony nie wymaga dwóch warstw, naprawdę dobrze kryje:) Tutaj akurat są dwie:)


I wreszcie prawdziwe cudeńko: Jolly Jewels, nr 109:


Jest prześliczny, ma dodatek metalicznie połyskujących ciemnoróżowych i białych drobinek. Tutaj mam dwie warstwy tego lakieru:


Trochę pstrokato to wygląda, poza tym sam kolor lakieru nie jest zbyt transparentny, więc zazwyczaj aplikuję go na paznokcie u kciuka i palca serdecznego w połączeniu z nr 66:


lub 07:


Lubię łączyć w ten sposób też 43 i 50, wychodzi super letnia mieszanka:)

Lakiery pokrywam top coatem, który pomaga lakierowi szybciej wyschnąć. Czy tak jest? Testowałam kilka wysuszaczy, ale jak do tej pory ten sprawuje się najlepiej:)


Jak widać jest już na wykończeniu, pędzelek trochę się zabarwił od czerwonych i ciemnoróżowych lakierów, ale nie przeszkadza to w niczym:)

Co do wytrzymałości jestem zadowolona, ale wiadomo, jak się pracuje, to żaden lakier długo na paznokciach nie pożyje, więc po pracy przy paznokciach u prawej ręki (która jakby nie było częściej jest potrzebna, gdyż jestem praworęczna) zaczęły się robić lekkie odpryski i trzeba było poprawiać, ale za to na lewej dłoni wszystko się pięknie trzymało około 4-5 dni:)

Uwielbiam lakiery z Golden Rose nie tylko za duży wybór kolorów, wytrzymałość i ogólnie dobrą jakość, ale też za niską cenę. Lakier z serii Color Expert kosztuje 5,90, więc jak na tak fajny lakier to jest nic:) Gorrrrrąco polecam:)


Napiszcie jakie macie zdanie o tych produktach:)

Pa!:)

Czytaj dalej

czwartek, 22 maja 2014

Które przeciwutleniacze są najskuteczniejsze? - Witaminy - część 1



Hej!

Po poście na temat wolnych rodników (do przeczytania TUTAJ) wręcz obowiązkiem jest przejść do opisania jak działają przeciwutleniacze i które z nich najlepiej radzą sobie z neutralizowaniem wolnych rodników. 

Tak jak wolne rodniki są ciągle obecne w naszym organizmie, tak i są również przeciwutleniacze. I wszystko jest ładnie i pięknie, dopóki tych przeciwutleniaczy zaczyna być mniej niż wolnych rodników. Wtedy te pierwsze najzwyczajniej w świecie przestają nadążać w neutralizowaniu tych drugich. I dlatego musimy sobie pomóc, dostarczając przeciwutleniaczy wraz z kosmetykami do skóry lub z pożywieniem do organizmu.

Jak działa przeciwutleniacz? Poniżej umieszczam obrazek przedstawiający istotę jego działania (obrazek udostępniłam także w poście o wolnych rodnikach).


A więc cząsteczka, która jest przeciwutleniaczem oddaje swój elektron wolnemu rodnikowi, aby zatrzymać go w jego iście niszczycielskiej podróży. Oczywiście przeciwutleniacz nie staje się po oddaniu elektronu wolnym rodnikiem, to, że dobrowolnie się go pozbył, nie stanowi dla niego problemu i może on dalej spokojnie spełniać swoją funkcję.

A zatem zadajmy sobie teraz pytanie: jakie substancje są w takim razie najskuteczniejszymi przeciwutleniaczami?

Takich przeciwutleniaczy jest całe mnóstwo! Możemy je nawet podzielić na te, działające w środowisku wodnym i te, które funkcjonują w tłuszczach. Jednymi z najlepszych przeciwutleniaczy są witaminy…

Witaminy pewnie każdy z nas w życiu przyjmował, ale pewnie nie zdawał sobie sprawy, że oprócz tego, że chronią przed wystąpieniem chorób i dolegliwości wynikających z niedoborów (najprosztsze przykłady: kurza ślepota – niedobór witaminy A, spadek odporności – niedobór witaminy C) to dodatkowo skutecznie zapobiegają powstawaniu zmarszczek, ogólnemu starzeniu się organizmu, a nawet wystąpieniu choroby nowotworowej.

Witamina A

Popularny retinol dobrze jest dobrze znany, ale należy jeszcze wspomnieć o prowitaminach A, czyli karotenoidach, wśród których gwiazdą jest β – karoten. Potrafią zneutralizować szczególnie wredny typ wolnego rodnika, jakim jest tlen singletowy, który to  uwielbia niszczyć geny komórkowe i jej błonę.

Astaksantyna

Jest to związek należący do jednej z grup karotenoidów – ksantofili. Udowodniono, że jest 50 razy silniejsza od β-karotenu, a 550 razy od witaminy E, która z kolei jest określana jako witamina młodości… Mało kto o astaksantynie słyszał, napiszę tylko, że występuje naturalnie w algach morskich i powoli jest wprowadzana do kosmetyków. Temat astaksantyny na pewno pojawi się jeszcze na blogu.

Witamina C

Oprócz tego, że świetnie walczy z tlenem singletowym i rodnikiem hydroksylowym (jedne z bardziej agresywnych wolnych rodników), to potrafi zregenerować osłabioną po ataku wolnych rodników witaminę E (która niestety się trochę degraduje) do swojej pierwotnej postaci. Także bardzo dobre jest stosowanie witaminy C i E razem w kosmetykach (przykład? Olej arganowy jest bogaty w witaminę E, wystarczy dodać kropelkę oleju z róży piżmowej lub olejku eterycznego z cytryny i już mamy mocniejsze działanie).

Witamina E

Wspomniana już przeze mnie, nazywana przez wielu witaminą młodości, stoi na straży błony komórkowej, nie dopuszcza do ataku wolnych rodników i ich wniknięcia do wnętrza komórki. Mało tego – witamina E przerywa proces ich powstawania. Ponadto potrafi uporać się z plamami starczymi powstałymi wskutek utleniania przez wolne rodniki grudek tłuszczu. Niestety, jest tu jeden minus. Po walce z rodnikami potrafi on stać się…. tokoferoksylowym produktem rodnikowym, czyli po prostu sam staje się wolnym rodnikiem. Na szczęście może on wrócić do swojej „normalnej” postaci dzięki witaminie C:)

Witamina Q

Haaa, wiedzieliście o witaminie Q? Jest to wszystkim znany koenzym Q, inaczej zwany ubichinonem, który w zasadzie nie jest witaminą, tylko substancją witaminopodobną. Ubichinon jest niezwykle ceniony, gdyż hamuje on niszczącą aktywność rodników, które powstały przez działanie promieniowania słonecznego i które niszczą kolagen.

A na koniec jak dla mnie najważniejszy środek do walki z wolnymi rodnikami: FILTR PRZECIWSŁONECZNY! Jest to najbardziej skuteczny środek przeciwzmarszczkowy i przeciwstarzeniowy! Ogromna ilość wolnych rodników indukowana jest przez promieniowanie ultrafioletowe i skutecznie niszczy strukturę skóry. Dla przykładu: pewien kierowca jeździł sobie swoją ciężarówką, wyjeździł 28 lat, i, jak widać na zdjęciu, o wiele szybciej nastąpiło starzenie się skóry po jednej stronie twarzy, którą regularnie oświetlało słońce. Szyby nie pomogły. A więc fitry, fitry i jeszcze raz filtry! 

źródło: http://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJMicm1104059
Mam nadzieję, że zachęciłam do regularnego stosowania filtrów, nie tylko latem, także zimą, kiedy słońce schowane zazwyczaj za chmurami też daje naszej skórze popalić:)

Pa!:)

Czytaj dalej

wtorek, 20 maja 2014

Wardi Shan Szampon wzmacniający cebulki włosowe – recenzja



Nigdy nie myślałam, że szampon może zahamować wypadanie włosów. GDZIE TAM! Byłam święcie przekonana, że tylko prawidłowe odżywianie, suplementy, czy ewentualnie jakieś mocno skoncentrowane koktajle aplikowane w skórę głowy za pomocą mezoterapii dadzą radę z mocno osłabionymi włosami. Nie łudziłam się, że cokolwiek zmniejszy liczbę włosów (może rozpatrujmy sprawę nie w liczbie włosów, tylko w liczbie GARŚCI włosów) jaką zostawiam na szczotce, w wannie i na poduszce. I na podłodze też. I czasem nawet w jedzeniu……

Tak było dopóki nie odkryłam cudownego produktu, jakim jest szampon wzmacniający cebulki włosowe Wardi Shan z Mydlarni u Franciszka. Lekko odstraszona ceną (39zł za 250ml – nigdy aż tyle nie wydałam na szampon), ale zachęcona składem:


Przeznaczeniem i ogólnym opisem:

Zakupiłam go i była to jedna z najlepszych decyzji, jaką podjęłam co do zakupu kosmetyków.

Konsystencja jest lekko żelowa, nie jest zbyt gęsta, kolor przezroczysty. Zapach?  Jak wącham szampon z opakowania to wyczuwam ten cały „perfume” – zapach taki, jak u większości kosmetyków do włosów – delikatny. Jednak po wysuszeniu włosów zapach zostaję i powiedziałabym, że jest to nuta… szarego mydła. Jest to dla mnie bardzo przyjemny zapach, dobrze mi się kojarzy – z dzieciństwem albo świeżo wypraną pościelą… ;) Nie wiem, czy wszyscy czują ten zapach po wysuszeniu włosów, czy nawet, jeśli włosy były myte wieczorem, rano po przebudzeniu, co u mnie ma miejsce. Jestem ciekawa, czy ten zapach się komuś podoba:)

Działanie. Szampon słabo się pieni, co jest całkowicie zrozumiałe. Ja zawsze byłam przyzwyczajona do piany i akurat to mnie denerwuje. Potrafiłam sobie wylać potrójną ilość szamponu do jednorazowego mycia: na przód, na tył i na końcówki, bo nie mogłam go rozpienić na tyle, żeby umyć włosy normalną ilością szamponu, taką, jaką normalny i cywilizowany człowiek używa do jednorazowego mycia włosów. 

Już po kilku użyciach widziałam efekt bardziej napuszonych, uniesionych u nasady włosów. W trakcie mycia i zaraz po odczuwałam lekkie mrowienie w skórze głowy (zaznaczam, że nie polewałam sobie głowy szamponem, trochę pomacałam i spłukałam, lecz za każdym razem starałam się wykonać masaż skóry głowy, który pobudza krążenie i sprawia, że składniki aktywne z szamponu lepiej się wchłaniają), więc myślę, że dzięki temu włosy „stały”. Przez to też wydawało mi się, że jest ich więcej.

Włosy po myciu trochę ciężko się rozczesywały, ale pomagałam sobie aplikując na końcówki olej kokosowy około 5-10 minut przed umyciem.

Kiedy stosowałam szampon mogłam myć włosy co 3, nie co 2 dni, więc przy włosach przetłuszczających się powinien się sprawdzić. 

A co z wypadaniem włosów? Efekt zobaczyłam po zużyciu prawie całego opakowania. Na szczotce, w wannie i na poduszce nie było już garści włosów! Szczerze mówiąc byłam w szoku, kiedy stwierdziłam, że włosy naprawdę przestały aż tak wypadać, a zasługą tego jest tylko szampon…

Mój chłopak zauważył kiedyś, ze podczas sprzątania pokoju znalazł około 3 moich włosów ( a wcześniej było ich tyle, że po codziennym sprzątaniu przez tydzień można było sobie z nich zrobić perukę) i zażądał użyczenia mu szamponu:) Umył włosy kilka razy i po jakimś czasie stwierdził, że jego zakola przestały się pogłębiać…:) Mało tego, partnerzy moich koleżanek również powiedzieli, że przestali jakby łysieć…

Szamponu używam wiosną i jesienią, czyli wtedy, kiedy włosy mają tendencję do większego wypadania. Nie potrzebuję stosować go cały czas, ponieważ całkiem dobrze utrzymuje on u mnie efekt umiarkowanego wypadania włosów (czyli tak, że po uczesaniu włosów jest ich  na szczotce kilkanaście, ale nie cała garść). Zazwyczaj zużywam jedno opakowanie, wystarcza mi na 3 miesiące:)

Szampon wzmacniający Wardi Shan jest jednym z tych produktów, za którymi tęskniłabym najbardziej, gdyby zostały wycofane z sprzedaży. Ostatnio nie było tych szamponów u Franciszka, nie mogłam się doczekać, kiedy się pojawią, ale od niedawna można je już bez problemu kupić:)

Dajcie znać, czy ktoś z Was spotkał się z tym szamponem i jakie są Wasze odczucia:)
Czytaj dalej

piątek, 16 maja 2014

Chcesz wiedzieć czy jesteś piękna? Zrób test!


Zastanawiam się nad zmianą tytułu, boję się, że jeszcze zostanie odebrany na poważnie.

Przed chwilą przeczytałam artykuł o jakimś absurdalnym teście na piękno, który ktoś podchwycił kilka dni temu, a teraz robi go już pół świata. Podobno test ten stosują chirurdzy plastyczni, pokazuje on, czy profil twarzy jest idealny, czy też nie. I to ma nam powiedzieć czy nadajemy się do grupy pięknych, czy też może do tych brzydkich.

Na Weibo (chiński odpowiednik Facebook'a) jest na ten temat ponad 200 tysięcy dyskusji i coraz większa część populacji wrzuca zdjęcia w Internety z palcem przyłożonym do ust. 

O, takie na przykład.

O co chodzi z tym testem? Prosta sprawa, wystarczy przyłożyć palec wskazujący do nosa, ust i brody. Jeśli wszystkie te części twarzy dotykają palca - jesteś piękna/y. Jeśli nie, bo np. usta trochę się chowają do środka i palca dotykają tylko nos i broda - jesteś brzydka/i.



Jaki wynik? Lupita Nyong'o jest piękna, Angelina nie.

Większej głupoty nie widziałam.

Jak można klasyfikować ludzi na brzydkich i ładnych tylko ze względu na profil twarzy? Jak w ogóle można klasyfikować ludzi na brzydkich i ładnych? Najgorsze jest w tym wszystkim to, że mnóstwo ludzi traktuje to na poważnie, bo przecież są wśród nas osoby wrażliwe, które na każdą wzmiankę o ich wyglądzie reagują kompletnie niezdrowo: płaczem, depresją, agresją. Ja też taka kiedyś byłam, ktoś mi coś powiedział, że coś mu tam w moim wyglądzie nie pasuje, a ja robiłam dobrą minę do złej gry, a w domu płakałam i wylewałam gorzkie żale w pamiętniku, mało tego, potrafiłam jedną głupią uwagę rozpamiętywać kilka lat. Pomyśli ktoś, że to dziwne, głupie, ale jest mnóstwo takich ludzi: albo wrażliwych na krytykę, albo kompletnie przewrażliwionych na punkcie swojego wyglądu. Pomyślcie co się będzie działo z taką osobą, gdy podczas testu usta mu nie dotykają palca. Wyda miliony na operacje plastyczne. I po co to?

Takim osobom śpieszę donieść, że idealnego profilu twarzy nie mają: Angelina Jolie, Jennifer Lawrence, księżna Catherine (Kate Middleton), Audrey Hepburn, Miranda Kerr. I co? Są takie brzydkie?

To, co teraz napiszę zabrzmi nieco patetycznie:

WSZYSCY SĄ W PEWNYM STOPNIU PIĘKNI


Dlaczego? Logicznie rzecz rozpatrując: są na świecie ludzie, którym się podobasz i są na świecie ludzie, którym się nie podobasz. Niby proste, a tak trudne...

Podsumowując: "Każdy ma swój gust!" - powiedział facet całując świnię.

Możecie się stestować, mam nadzieję, że potraktujecie to jako zabawę. Dajcie też znać, co sądzicie o "teście na piękno".

A na koniec mój test, nie na sobie, ale na Williamie Levy. To pokazuje, jak bardzo durny ten test jest.



Czytaj dalej

środa, 14 maja 2014

Co wolne rodniki robią z naszym organizmem?



Na pewno wielu z Was słyszało o wolnych rodnikach – tajemniczych tworach, które sieją spustoszenie w naszym ciele. Słyszały o nich szczególnie kobiety – zapewne najczęściej w reklamie telewizyjnej przedstawiającej Wspaniały, Cudowny i Fantastyczny, Jedyny Na Rynku Krem Przeciwzmarszczkowy, który CHRONI PRZED DZIAŁANIEM WOLNYCH RODNIKÓW. Wniosek po obejrzeniu takiej reklamy jest jeden: wolne rodniki są złe. Niedobre. Należy z nimi walczyć. Ponieważ są odpowiedzialne za powstawanie zmarszczek (jak dowiecie się później – nie tylko za to).

Tak było ze mną. Usłyszałam o wolnych rodnikach parę ładnych lat temu i nie wiedziałam o co chodzi. Postanowiłam się dowiedzieć i temat na tyle mnie wciągnął, że postanowiłam go dokładnie przestudiować w ramach mojej pracy licencjackiej.

Co to w ogóle są te wolne rodniki? Bakterie? Wirusy? Substancje?


Zacznę od małego przypomnienia z lekcji biologii:

Jak wiadomo tlen jest nam potrzebny do życia. Pobieramy go z powietrza do płuc, stamtąd dostaje się do krwi, a wraz z krwią do wszystkich komórek organizmu. W komórkach następuje proces oddychania komórkowego, a więc utleniania najczęściej glukozy, w wyniku czego powstaje dwutlenek węgla, woda, energia potrzebna do różnorodnych procesów życiowych oraz produkty uboczne, którymi są między innymi właśnie wolne rodniki.

Są to cząsteczki, które mają jeden niesparowany elektron i usilnie chcą znaleźć temu biednemu, samotnemu elektronowi drugą połówkę, czyli go sparować. Aby zobrazować, jak to wygląda, przygotowałam coś na kształt krótkiego komiksu w starym jak świat, ale świetnym do rysowania kółek programie o nazwie Paint. Od razu zaznaczam, że grafikiem nie jestem, więc walory estetyczne obrazków są na poziomie siedmiolatka, mam nadzieję jednak, że dzięki nim będzie można zrozumieć o co chodzi. A jak nie, to się chociaż pośmiejecie.


Co tu mamy? Zielony atom z niesparowanym elektronem (wolny rodnik) wyróżniający się na tle innych atomów/cząsteczek (choć to, co wyrysowałam, przypomina bardziej atomy) ze sparowanymi elektronami, które żyją sobie, nikomu nie wadzą i spełniają swoją funkcję. Takim fajnym przykładem jest cząsteczka NO, czyli tlenku azotu: tlen ma 8 elektronów, a azot ma 7, czyli jeden elektron nie ma swojej pary. Na obrazku atomy mają po 2 elektrony, ale przykład tlenu pokazuje, że par może być więcej niż tylko jedna. Po prostu mi się nie chciało rysować małych kółeczek.


Gdzie wolne rodniki szukają drugiej połówki dla swojego elektronu? Wszędzie gdzie się tylko da. Zabierają elektrony komórkom (szczególnie jej błonie, co wpływa m.in. na przepuszczalność szkodliwych substancji  do wnętrza komórki), białkom (kolagenowi i elastynie – wiemy jakie konsekwencje ma zniszczenie tych cząstek) i innym potrzebnym nam substancjom. Wymyśliłam sobie, że nasz zielony wolny rodnik upatrzył sobie właśnie błonę komórkową – oczywiście przestrzegam przed myśleniem, ze błona komórkowa wygląda tak, jak to przedstawiłam na obrazku. Jej budowa jest o wiele bardziej złożona, chodziło oczywiście o uproszczenie.


Często zabranie elektronu ważnym dla naszego organizmu cząsteczkom upośledza ich działanie lub wręcz całkowicie je blokuje.


Tu mamy zadowolony, zneutralizowany wolny rodnik, który spełnił swoje marzenie i sparował elektron. Obok żółty atom - upośledzony, niezdolny do pełnienia swoich funkcji. Takim żółtym atomem (czy cząsteczką) może być na przykład białko hemoglobina, która po utlenieniu nie jest w stanie transportować tlenu. Albo może być nim nić DNA, którego utlenienie może prowadzić do powstania mutacji genetycznych, co z kolei grozi nowotworem.

Wolne rodniki nie powstają tylko podczas procesu oddychania. Czynnikami inicjującymi ich wytwarzanie są m.in. promieniowanie ultrafioletowe, dym papierosowy, spaliny samochodowe,  niektóre leki, metale ciężkie… Właściwie wszystko co nas otacza. 

Jak je unieszkodliwić? Nie dopuszczając do stresu oksydacyjnego, który ma miejsce wtedy, gdy ilość wolnych rodników jest większa niż ilość przeciwutleniaczy. Przeciwutleniacze to tacy swego rodzaju altruiści, oddają swój elektron wolnemu rodnikowi, bez szkody dla samych siebie.



Zielony atom już nie jest agresywny, dostał swój elektron i może iść sobie na przykład na randkę i stworzyć pożyteczny dla organizmu związek. Przeciwutleniacz oddając swój elektron spełnił swoją samarytańską rolę, a cząsteczki błony komórkowej są szczęśliwe, że udało im się ujść z życiem.

Jakie substancje są skutecznymi przeciwutleniaczami? O tym już niebawem:)
Czytaj dalej

wtorek, 13 maja 2014

Masło shea (karite) – kilka zastosowań



Cześć!


Masło shea wielu z Was już zapewne poznało (jeśli nie, gorąco zachęcam do wypróbowania), i dobrze, jest to kosmetyk bardzo wielofunkcyjny, dlatego w tym poście znajdziecie kilka zastosowań dla masła shea:


·         Masło shea wygładza drobne zmarszczki, dlatego polecam szczególnie na kurze łapki. Można go mieszać z olejami – mieszanka z olejem arganowym wmasowywana codziennie wieczorem powinna choć trochę pomóc,
·         Razem z olejem z róży piżmowej lub awokado może rozjaśnić plamy starcze na dłoniach lub przebarwienia na twarzy. Polecam do tej mieszanki dodać kroplę olejku eterycznego z cytryny,
·         Rewelacyjnie zmiękcza skórki wokół paznokci. Ponadto regeneruje płytkę paznokciową, więc regularne wcieranie masła w paznokcie odżywi i odbuduje ich strukturę, szczególnie po zabiegach stylizacyjnych (też polecam łączyć w tym przypadku z olejem arganowym)
·         Maska do włosów suchych,
·         Balsam do ust – służy mi zazwyczaj jako podkład pod matowe szminki, ponieważ mam suche usta i zapobiega to tworzeniu się skórek,
·         Zrogowaciały naskórek na piętach – smarowanie masłem wygładza i zmiękcza (oczywiście stopy smarujemy po wymoczeniu w soli lub potraktowaniu pumeksem). Przydatne też przy suchej skórze na łokciach i kolanach,
·         Pierwsza pomoc przy atopowym zapaleniu – świetnie odbudowuje warstwę  hydrolipidową skóry,
·         Środek łagodzący po depilacji,
·         Po dodaniu ulubionego olejku eterycznego mamy zapachowy balsam. Moim ulubieńcem jest limetka – pół dnia pachnę jak cytrus,
·         Jeśli Wasza skóra nie reaguje na słońce szybkim zaczerwienieniem i podrażnieniem możecie go użyć jako filtra przeciwsłonecznego – ze względu na obecność naturalnych filtrów, takich jak kwas cynamonowy czy kwercetyna, chroni przed działaniem promieni słonecznych (SPF ok. 6, więc może być za słaby dla fototypu I i II, ale dla III i IV powinien się sprawdzić)
·         Po użyciu peelingu solnego lub cukrowego z dodatkiem masła shea nie musimy się maziać balsamem ( świetny sposób dla wiecznie spóźnionych).
·         Środek na rozstępy, świetnie im przeciwdziała, szczególnie w połączeniu z olejem ze słodkich migdałów, macadamia lub arganowym.


Zobacz, gdzie kupić masło shea w najlepszej cenie! Kliknij baner!



 A może macie inne pomysły na wykorzystanie masła shea? Podzielcie się w komentarzach!

Pa! :)

Czytaj dalej
Obsługiwane przez usługę Blogger.