Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 maja 2014

Wardi Shan Szampon wzmacniający cebulki włosowe – recenzja



Nigdy nie myślałam, że szampon może zahamować wypadanie włosów. GDZIE TAM! Byłam święcie przekonana, że tylko prawidłowe odżywianie, suplementy, czy ewentualnie jakieś mocno skoncentrowane koktajle aplikowane w skórę głowy za pomocą mezoterapii dadzą radę z mocno osłabionymi włosami. Nie łudziłam się, że cokolwiek zmniejszy liczbę włosów (może rozpatrujmy sprawę nie w liczbie włosów, tylko w liczbie GARŚCI włosów) jaką zostawiam na szczotce, w wannie i na poduszce. I na podłodze też. I czasem nawet w jedzeniu……

Tak było dopóki nie odkryłam cudownego produktu, jakim jest szampon wzmacniający cebulki włosowe Wardi Shan z Mydlarni u Franciszka. Lekko odstraszona ceną (39zł za 250ml – nigdy aż tyle nie wydałam na szampon), ale zachęcona składem:


Przeznaczeniem i ogólnym opisem:

Zakupiłam go i była to jedna z najlepszych decyzji, jaką podjęłam co do zakupu kosmetyków.

Konsystencja jest lekko żelowa, nie jest zbyt gęsta, kolor przezroczysty. Zapach?  Jak wącham szampon z opakowania to wyczuwam ten cały „perfume” – zapach taki, jak u większości kosmetyków do włosów – delikatny. Jednak po wysuszeniu włosów zapach zostaję i powiedziałabym, że jest to nuta… szarego mydła. Jest to dla mnie bardzo przyjemny zapach, dobrze mi się kojarzy – z dzieciństwem albo świeżo wypraną pościelą… ;) Nie wiem, czy wszyscy czują ten zapach po wysuszeniu włosów, czy nawet, jeśli włosy były myte wieczorem, rano po przebudzeniu, co u mnie ma miejsce. Jestem ciekawa, czy ten zapach się komuś podoba:)

Działanie. Szampon słabo się pieni, co jest całkowicie zrozumiałe. Ja zawsze byłam przyzwyczajona do piany i akurat to mnie denerwuje. Potrafiłam sobie wylać potrójną ilość szamponu do jednorazowego mycia: na przód, na tył i na końcówki, bo nie mogłam go rozpienić na tyle, żeby umyć włosy normalną ilością szamponu, taką, jaką normalny i cywilizowany człowiek używa do jednorazowego mycia włosów. 

Już po kilku użyciach widziałam efekt bardziej napuszonych, uniesionych u nasady włosów. W trakcie mycia i zaraz po odczuwałam lekkie mrowienie w skórze głowy (zaznaczam, że nie polewałam sobie głowy szamponem, trochę pomacałam i spłukałam, lecz za każdym razem starałam się wykonać masaż skóry głowy, który pobudza krążenie i sprawia, że składniki aktywne z szamponu lepiej się wchłaniają), więc myślę, że dzięki temu włosy „stały”. Przez to też wydawało mi się, że jest ich więcej.

Włosy po myciu trochę ciężko się rozczesywały, ale pomagałam sobie aplikując na końcówki olej kokosowy około 5-10 minut przed umyciem.

Kiedy stosowałam szampon mogłam myć włosy co 3, nie co 2 dni, więc przy włosach przetłuszczających się powinien się sprawdzić. 

A co z wypadaniem włosów? Efekt zobaczyłam po zużyciu prawie całego opakowania. Na szczotce, w wannie i na poduszce nie było już garści włosów! Szczerze mówiąc byłam w szoku, kiedy stwierdziłam, że włosy naprawdę przestały aż tak wypadać, a zasługą tego jest tylko szampon…

Mój chłopak zauważył kiedyś, ze podczas sprzątania pokoju znalazł około 3 moich włosów ( a wcześniej było ich tyle, że po codziennym sprzątaniu przez tydzień można było sobie z nich zrobić perukę) i zażądał użyczenia mu szamponu:) Umył włosy kilka razy i po jakimś czasie stwierdził, że jego zakola przestały się pogłębiać…:) Mało tego, partnerzy moich koleżanek również powiedzieli, że przestali jakby łysieć…

Szamponu używam wiosną i jesienią, czyli wtedy, kiedy włosy mają tendencję do większego wypadania. Nie potrzebuję stosować go cały czas, ponieważ całkiem dobrze utrzymuje on u mnie efekt umiarkowanego wypadania włosów (czyli tak, że po uczesaniu włosów jest ich  na szczotce kilkanaście, ale nie cała garść). Zazwyczaj zużywam jedno opakowanie, wystarcza mi na 3 miesiące:)

Szampon wzmacniający Wardi Shan jest jednym z tych produktów, za którymi tęskniłabym najbardziej, gdyby zostały wycofane z sprzedaży. Ostatnio nie było tych szamponów u Franciszka, nie mogłam się doczekać, kiedy się pojawią, ale od niedawna można je już bez problemu kupić:)

Dajcie znać, czy ktoś z Was spotkał się z tym szamponem i jakie są Wasze odczucia:)
Czytaj dalej

wtorek, 13 maja 2014

Masło shea (karite) – kilka zastosowań



Cześć!


Masło shea wielu z Was już zapewne poznało (jeśli nie, gorąco zachęcam do wypróbowania), i dobrze, jest to kosmetyk bardzo wielofunkcyjny, dlatego w tym poście znajdziecie kilka zastosowań dla masła shea:


·         Masło shea wygładza drobne zmarszczki, dlatego polecam szczególnie na kurze łapki. Można go mieszać z olejami – mieszanka z olejem arganowym wmasowywana codziennie wieczorem powinna choć trochę pomóc,
·         Razem z olejem z róży piżmowej lub awokado może rozjaśnić plamy starcze na dłoniach lub przebarwienia na twarzy. Polecam do tej mieszanki dodać kroplę olejku eterycznego z cytryny,
·         Rewelacyjnie zmiękcza skórki wokół paznokci. Ponadto regeneruje płytkę paznokciową, więc regularne wcieranie masła w paznokcie odżywi i odbuduje ich strukturę, szczególnie po zabiegach stylizacyjnych (też polecam łączyć w tym przypadku z olejem arganowym)
·         Maska do włosów suchych,
·         Balsam do ust – służy mi zazwyczaj jako podkład pod matowe szminki, ponieważ mam suche usta i zapobiega to tworzeniu się skórek,
·         Zrogowaciały naskórek na piętach – smarowanie masłem wygładza i zmiękcza (oczywiście stopy smarujemy po wymoczeniu w soli lub potraktowaniu pumeksem). Przydatne też przy suchej skórze na łokciach i kolanach,
·         Pierwsza pomoc przy atopowym zapaleniu – świetnie odbudowuje warstwę  hydrolipidową skóry,
·         Środek łagodzący po depilacji,
·         Po dodaniu ulubionego olejku eterycznego mamy zapachowy balsam. Moim ulubieńcem jest limetka – pół dnia pachnę jak cytrus,
·         Jeśli Wasza skóra nie reaguje na słońce szybkim zaczerwienieniem i podrażnieniem możecie go użyć jako filtra przeciwsłonecznego – ze względu na obecność naturalnych filtrów, takich jak kwas cynamonowy czy kwercetyna, chroni przed działaniem promieni słonecznych (SPF ok. 6, więc może być za słaby dla fototypu I i II, ale dla III i IV powinien się sprawdzić)
·         Po użyciu peelingu solnego lub cukrowego z dodatkiem masła shea nie musimy się maziać balsamem ( świetny sposób dla wiecznie spóźnionych).
·         Środek na rozstępy, świetnie im przeciwdziała, szczególnie w połączeniu z olejem ze słodkich migdałów, macadamia lub arganowym.


Zobacz, gdzie kupić masło shea w najlepszej cenie! Kliknij baner!



 A może macie inne pomysły na wykorzystanie masła shea? Podzielcie się w komentarzach!

Pa! :)

Czytaj dalej

niedziela, 11 maja 2014

Marion i Biovax w Biedronce

Witam!

Ostatnio będąc na zakupach w popularnej sieci sklepów Biedronka (:D) natknęłam się na produkty firmy Marion i seria Biovax (L'biotica). Z tej pierwszej możecie kupić kurację i ampułki 7 efektów, a Biovax dostarczył do Biedronki saszetki z maskami do włosów. Poszalałam i kupiłam niektóre z nich. Polecam poszaleć i Wam, szaleństwo nie będzie drogie: kuracje są w cenie ok. 6,80, jeśli się nie mylę, a za maseczkę z Biovaxu zapłacimy 1,99.

Kuracja z olejkiem arganowym 7 efektów firmy Marion:


Sklad: Cyclopentasiloxane (and) Dimethiconol, Dimethicone, Phenyltrimethicone, Isopropyl Myristate, Argania Spinosa Kernel Oil, Parfum, Cl 47000, Cl 26100, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Benzyl Cinnamate

Ładnie wyglądająca buteleczka z wygodną pompką zawiera pomarańczowy płyn-żel, który po roztarciu na skórze daje satynowe wykończenie, co jest zasługą obecnych w składzie silikonów: Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Dimethicone, Phenyltrimethicone. Pierwszy z nich to silikon lotny, który po jakimś czasie odparowuje z powierzchni skóry lub włosów, reszta to silikony nierozpuszczalne w wodzie, ale można łatwo je usunąć za pomocą łagodnych detergentów. Olej arganowy występuje w środku składu. Nie jest źle:) Szukałam czegoś na moje suche i zniszczone końcówki, myślę, że powinien się sprawdzić, ma trochę gęstszą konsystencję niż moje serum na końcówki z Biovaxu, ale daje bardzo podobne wykończenie. 

Intensywnie regenerująca maseczka Naturalne Oleje Biovax:


 Co my tu mamy? Olej arganowy, macadamia i kokosowy. Mocna trójka:) 
  • Olej arganowy zawiera bardzo duże ilości witaminy E, która wpływa na szybszy wzrost włosa, jest też silnym przeciwutleniaczem chroniącym cebulki włosowe przed wolnymi rodnikami.
  • Olej macadamia - zawiera kwas palmitooleinowy, który jest składnikiem lipidów naskórka
  • Olej kokosowy - mocno nawilża i odbudowuje strukturę włosa, zawiera kwas laurynowy, który wykazuje właściwości przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne.
Intensywnie regenerująca maseczka do włosów słabych ze skłonnością do wypadania:


Maseczka zawiera sok z liści aloe vera, ekstrakt z miodu, olej ze słodkich migdałów i ekstrakt z henny. Patrząc na ten skład odnoszę wrażenie, że nie ma tu nic, co miałyby zahamować wypadanie włosów, oprócz ekstraktu z aloesu, który także nawilża i zapobiega łamaniu się włosów. Reszta odżywia i odbudowuje. Oczywiście nie kupiłam tej maseczki z myślą, że włosy mi po niej przestaną wypadać, chcę zobaczyć efekt, jaki daje na włosach:)

Intensywnie regenerująca maseczka do włosów ciemnych:


Mamy w składzie ekstrakt z alg brunatnych, który remineralizuje i nawilża, filtr UV (który jak dla mnie powinien być we wszystkich kosmetykach do włosów. I nie tylko do włosów), nawilżający olej ze słodkich migdałów oraz ekstrakt z henny. Świetnie, że mamy tu filtr - będzie pomagać w zachowaniu ciemnego koloru włosów, nie mówiąc już o ochronie przed ogromną ilością wolnych rodników indukowaną przez promieniowanie ultrafioletowe. Ekstrakt z henny będzie tu składnikiem antybakteryjnym, kondycjonującym i chroniącym kolor włosów.

Dostępne są jeszcze inne wersje maseczek, jednak te wydały mi się najbardziej sensowne i ich składniki przykuły moją uwagę. Jestem ciekawa, jak sprawdzą się na moich włosach.

Buziaki! :)

Czytaj dalej

środa, 23 kwietnia 2014

Olej arganowy - porównanie olejów dwóch firm



Witam!

Mam dziś dla Was porównanie oleju arganowego dwóch firm: L’orient (dostępny w Mydlarni u Franciszka) oraz Zrób Sobie Krem ( www.zrobsobiekrem.pl )

Oto olej arganowy firmy L’orient:

Zakupiłam buteleczkę o pojemności 50ml w grudniu 2012 roku i podarowałam mamie jako prezent gwiazdkowy (lub/i imieninowy). Oczywiście z zamiarem wypróbowania nie mogłam się doczekać, kiedy mama go otworzy :). Moje pierwsze wrażenie? Po nałożeniu go na twarz poczułam dziwny, ale jednak przyjemny kompres, okład, który delikatnie ocieplił moją skórę. Rano następnego dnia moja skóra była faktycznie nawilżona i miła w dotyku, ale nie widziałam jeszcze tych wszystkich cudownych efektów (pisałam o nich w  ogólnym poście o oleju arganowym TUTAJ). Wystąpiły one dopiero po około 2-3 miesiącach codziennego stosowania. Zapach mnie początkowo zabił, czułam go dosłownie wszędzie, ale po kilku użyciach przyzwyczaiłam się do niego i już mi tak nie przeszkadza. Naprawdę da się z nim wytrzymać:) Jeżeli chodzi o cenę jest to 59zł za 50ml, ale dostępna jest jeszcze wersja o pojemności 100ml za 79zł ( co zdecydowanie bardziej się opłaca). Olej arganowy (jak i wszystkie oleje w Mydlarnii u Franciszka) posiada certyfikat EcoCert. Wydajność? Rewelacyjna! Na początku stosowałam go razem z mamą (przez 2-3 miesiące), potem używała go już tylko mama. Skończył się w październiku 2013.
Zaznaczam, że mama kładła go na twarz, szyję i dekolt co najmniej 4 razy w tygodniu.

Podsumowując: 

Skład: argania spinosa kernel oil
Cena: 59zł/50ml, 79zł/100ml
Kolor: żółtawo-pomarańczowy, słomkowy
Certyfikat: EcoCert
Butelka: z ciemnego szkła

A oto olej arganowy ze Zrób Sobie Krem:

Skuszona ceną (45,50 za 115ml) postanowiłam wypróbować, czy to aby naprawdę TEN PRAWDZIWY olej arganowy. O dziwo, kolor miał ten sam, zapach bardziej orzechowy niż kozi (lecz po jakimś czasie był to ten sam zapach co olej L’orientu), odczucia na skórze identyczne…. Nie podoba mi się tylko butelka. Nie mam pojęcia czy plastikowa buteleczka – identyczna do tej, w którą pakuje się wodę utlenioną, przepuszcza światło słoneczne. Dlatego dla pewności przechowuję olej zawsze w ciemnym miejscu, z dala od promieni słonecznych. Efekty po dłuższym stosowaniu? Takie same jak przy oleju z Mydlarni.

Podsumowując:

Skład: argania spinosa kernel oil
Cena: 9,50zł/15ml, 16,50zł/30ml, 27,50zł/60ml, 45,50zł/115ml
Kolor: żółtawo-pomarańczowy, słomkowy
Certyfikat: brak
Butelka: jasna, plastikowa, ale nie przezroczysta 

Żaden z olejów nie zapycha porów, obydwa ładnie wyrównują koloryt skóry, a także matują, nawilżają i rozjaśniają naczynia krwionośne. Brak certyfikatu i opakowanie przemawiają raczej za kupnem oleju w Mydlarni u Franciszka, nigdy nie wiadomo czym się człowiek smaruje, a chyba wolimy wiedzieć, że produkt, którego używamy jest ze sprawdzonego źródła, a nie z nie wiadomo skąd. Może i olej arganowy z Mydlarni jest droższy, ale sprawdzony, poza tym ufam certyfikatom:)

Próbowałyście obu tych olejów? Może macie inne odczucia? Zapraszam do komentowania.

Pozdrawiam,

MaddieAnn :)

Czytaj dalej
Obsługiwane przez usługę Blogger.