środa, 4 czerwca 2014

Box Paese, czyli 5 pełnowartościowych produktów za 39zł:)

Hej!

Kiedy usłyszałam o możliwości zakupy pięciu kosmetyków Paese w cenie 39zł, pobiegłam od razu do stoiska póki jeszcze się maj nie skończył, tym bardziej, że nie próbowałam jeszcze kosmetyków tej firmy. Dzięki temu pakietowi zaoszczędziłam ok. 80%, w życiu takiego deal'u nie zrobiłam!:)

W pakiecie miałam: szminkę, kredkę, olejek avocado lub jojoba, cień do powiek i puder prasowany. Oczywiście wybrałam sobie kolory i odcienie takie jakie mi pasują:)

A teraz oto co kupiłam:

Szminka - rewelacyjnie rozprowadza się na ustach, będzie dobra dla suchych ust, czyli moich:) Nie zbiera się w załamaniach, nie podkreśla suchych skórek, a pigment wręcz wżera się w skórę, dzięki temu nie schodzi ona szybko z ust. Kolor jest jak dla mnie po prostu obłędny, zdjęcia tego nie oddają w stu procentach, ale jest to szminka w odcieniu koralowym (nr 51) - idealnym na lato:) Szminką tą zrekompensowałam sobie ból po zakupie szminki Inglota w bardzo podobnym kolorze, nie nadawała się jednak dla suchych ust....

 


Kredka - wybrałam klasyczną czerń. Jest aksamitna, ładnie się ją rozciera. Zawiera delikatne drobinki, na oku ich za bardzo nie widać, ale jakoś bardzo nad tym faktem nie płaczę. Kredka ma gąbeczkę i temperówkę, cudnie:) Jest to jedna z najlepszych kredek w mojej kosmetyczce:)




Kredka przed roztarciem gąbeczką



Kredka po roztarciu
Olej jojoba - czemu nie avocado? Bo kiedyś go już próbowałam i niestety okazał się dla mnie za ciężki, nie wchłaniał się dobrze i zostawał na skórze. Ponadto na jojobę polowałam już od dłuższego czasu, jest on lekkim olejem, na lato będzie w sam raz:)


Cień potrójny Opal - piękne fiolety i łosoś (Forest Fruits), uwielbiam takie kolory na powiekach, podkreślają niebieski kolor moich oczu:) Muszę szczerze przyznać, że jeszcze nie spotkałam cieni, z którymi tak dobrze się pracuje. Mają aksamitne wykończenie, rewelacyjnie się je blenduje, są dobrze napigmentowane, ale nie zrobimy sobie nimi placka koloru na powiece - są tak miękkie, że można je dokładnie rozetrzeć. Na pewno nie będą to moje jedyne cienie Paese:)









Puder matujący półtransparentny - mogłam sobie wybrać też bronzer, ale żaden odcień mi nie podpasował, więc zdecydowałam się na półtransparentny puder w odcieniu 1A (ciepły beż), który z tego co pamiętam był najjaśniejszy. Zajął miejsce w torebce, żebym mogła nim dokonywać ewentualnych poprawek w ciągu dnia. I do tego sprawdził się fantastycznie - nie daje bezczelnego, mocnego matu, pudruje delikatnie i nie schodzi po godzinie:) Do tego ma lusterko i gąbeczkę, a samo opakowanie wygląda bardzo elegancko:) Nie wstyd wyciągnąć z torebki ;)



Pakiet 5 kosmetyków dostępny był w maju, mam nadzieję, że również w czerwcu będzie można taki box zakupić, bo już zacieram ręce na kolejne kosmetyki:) Chętnie wypróbuje także podkłady:)

Jestem bardzo zadowolona z zakupu i z samych kosmetyków, które okazały się dla mnie bardzo dobre, na pewno są też wydajne:) Odkąd je zakupiłam, polecam wszystkim i wysyłam do Paese:) 

A czy ktoś z Was skusił się na box? Zapraszam do komentowania!:)
Czytaj dalej

niedziela, 1 czerwca 2014

Peeling enzymatyczny i serum na naczynka Bielenda Professional - recenzja

Cześć!

Mam dzis dla Was recenzję dwóch produktów firmy Bielenda pochodzących z linii Professional i od razu zaznaczam, że recenzją nie jest skierowana tylko dla profesjonalistów:) Linię tą spotykałam często w gabinetach kosmetycznych, pracowałam też między innymi na nich na studiach. Pamiętam, że produkty te przywracały moją twarz do porządku i dlatego postanowiłam zakupić dwa z nich:) Zazwyczaj kosmetyki z tej serii dostępne są w hurtowniach, ale ja zakupiłam je na allegro, co więcej, nikt nie pytał mnie przed sprzedażą o to, czy prowadzę gabinet lub czy mam odpowiednie kompetencje, żeby używać tych produktów, które są przeznaczone "wyłącznie do użytku profesjonalnego". Widocznie tak ma chyba być, że każdy może je kupić.

Pierwszym produktem jest peeling enzymatyczny do twarzy przeznaczony do cery suchej, wrażliwej i naczyniowej. Suchej cery co prawda nie mam, jest ona mieszana, ale męczę się z naczynkami, a cera naczyniowa zalicza się do cer wrażliwych. 


Składnikami aktywnymi są tutaj:
- Keratolina, która jest naturalnym enzymem usuwającym martwe komórki naskórka,

- Aloes - działa przeciwzapalnie, ściągająco, łagodzi podrażnienia,

- Hydromanil - silnie nawilża, kontroluje złuszczanie naskórka,

- D-panthenol - środek łagodzący, niwelujący zaczerwieniena,

- Alantoina - pochodna mocznika, łagodzi pieczenie, regeneruje, nawilża.


Jak prezentuje się cały skład? 


Methyl- i Propylparaben ukłuł mnie w oczy, bo parabeny to to, czego Maddie Ann nie lubi najbardziej. Jestem trochę zawiedziona składem, myślałam, że będzie lepszy, bardziej "naturalny" , jak na Bielendę przystało. Nie podoba mi się też glikol propylenowy zajmujący drugie miesjce w składzie. Niby określany jest on jako składnik nieszkodliwy dla skóry i zdrowia, ale jednak jak dla mnie jest go w tym składzie ewidentnie za dużo, gdyby był pod koniec składu, nie byłabym taka zniesmaczona:)

Mimo wszystko spróbowałam tego produktu. Peeling ma konsystencję żelu, jego zapach jest bardzo przyjemny - słodki i owocowy. Ładnie rozprowadza się na skórze, dobrze się go zmywa, w kwestii aplikacji nie mogę nic mu zarzucić. Podczas działania peelingu nie czułam żadnego mrowienia i ani podrażnienia na skórze. 


Efekt? Za lekki. Przyzwyczaiłam się do mocniejszych złuszczaczy typu korund lub savon noir (które służy mi jako peeling enzymatyczny). Fakt, skóra była gładka, nawilżona i mogłabym na stałe zrobić mu miejsce w mojej kosmetyczce, ale nie odczuwam stuprocentowego złuszczenia i oczyszczenia skóry. Zresztą, jeśli jest to peeling dla cer wrażliwych i delikatnych, to nie ma się czemu dziwić, takie peelingi muszą być delikatne. 
Używać go chyba nie będę, zostawię go na zabiegi, które czasem wykonuję na mamie, ciociach, koleżankach. Głównym powodem oczywiście nie jest to, że zawiera parabeny czy glikol propylenowy na początku składu (choć nie jest to kwestia kompletnie przeze mnie niezauważona), ale to, że jest dla mnie zbyt delikatny.

Drugim recenzowanym produktem jest serum na naczynka. Gdy go zobaczyłam od razu spodobało mi się opakowanie, a szczególnie kroplomierz, dzięki któremu zużywam tyle kosmetyku, ile potrzebuję. Wcześniej serum wyglądało inaczej, butelka nie miała kroplomierza, wyglądała tak, jak butelka z wodą utlenioną, etykieta także jest inna. Zmiana zdecydowanie na plus:)



 Składniki aktywne serum to:
  • Rutyna - substancja z grupy flawonoidów, uszczelnia naczynia włosowate,
  • Kasztan - działanie bardzo zbliżone do rutyny,
  • Arnika - przeciwzapalna, przeciwobrzękowa, przeciwzakrzepowa, gojąca,
  • Stabilna witamina C - wzmacnia naczynia ściany naczyń krwionośnych, tak jak rutyna i kasztan.
Całkowity skład:


Tutaj jest już zdecydowanie lepiej niż w przypadku peelingu:) Na piątym miejscu nieugięty glikol propylenowy, ale tyle jestem w stanie znieść, bo wokół niego (czyli na początku składu) widnieją główne składniki aktywne:) Oprócz wyżej wymienionych składników widzę tu olejek z mięty (Mentha Arvensis Leaf Oil) i lawendy (Lavandula Hybrida Oil), upatruję w tych dwóch składnikach działanie antyseptyczne - jak widać można się obyć bez alkoholu.

Konsystencja - lejąca, przy aplikacji bardzo leciutko się klei, ale po kilku sekundach pięknie się wchłania i nie ma uczucia klejącej warstwy. Zapach serum przypomina mi jakiś syrop na kaszel lub maść przeciwbólową...:)


Serum zazwyczaj aplikowałam pod maskę algową. Jako, że aktualnie mi jej zabrakło, a mimo to bardzo chciałam serum wypróbować, postanowiłam, że nałożę je na noc, pod olej (aktualnie olej ze słodkich migdałów). Zwykle, gdy budzę się rano i patrzę w lustro pierwszą rzeczą, jaką widzę, są czerwone plamy na policzkach, które przykrywam zielonym korektorem. Po użyciu serum korektor jest... niepotrzebny! Skóra ma ładny koloryt, a plamy naczynkowe są rozjaśnione, widać je, ale są zdecydowanie mniejsze i mają lekko różowy kolor, a nie czerwony.... Na początku stwierdziłam, ze to może przypadek, więc postanowiłam serum nie nakładać - sytuacja z czerwonymi plamkami się powtórzyła. Następnego wieczoru ponownie użyłam serum - rano obudziłam się z piękną skórą bez rażących plam:) Ten produkt aktualnie jest dla mnie nowym hitem i na pewno zostanie przy mnie na dłuższy czas:) Rewelacja!:) 

Jeśli macie rumień lub plamki od popękanych naczynek to serum z pewnością będzie dla Was. Jeśli nie lubicie ostrych peelingów, Wasza skóra jest bardzo delikatna, peeling również się sprawdzi, lecz jeśli mocno oczyszczacie skórę, może się okazać za delikatny. 

Mam nadzieję, że choć trochę pomogłam tą recenzją:) Napiszcie, czy mieliście przyjemność lub nieprzyjemność stosowania tych produktów:)

Pa!:)

Czytaj dalej

środa, 28 maja 2014

Liebster Blog Award :)

Hej!

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez KasaBlankę91 oraz Danccer, za co gorąco im dziękuję:) Na początku nie wiedziałam o co chodzi, ale jak zobaczyłam w nazwie słowo "Award" to stwierdziłam, że nie może być źle ;)


Cóż to takiego?

Nominację do Liebster Blog Award jest przyznawana blogerom przez innych blogerów za "dobrze wykonaną robotę". Nagroda leci zazwyczaj do blogerów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc jest to dla nich możliwość rozpowszechnienia swojego bloga. Bloger odpowiada na 11 pytań od blogera, który go nominował do nagrody, następnie sam nominuje 11 osób, którym zadaje 11 swoich pytań. Nie może on nominować blogera, który go nominował.

A teraz moje odpowiedzi na pytania od Danccer (http://chemical-cheap.blogspot.com/):

1. Jakie byłyby Twoje idealne wakacje? 
Koniecznie na plaży, uwielbiam się wygrzewać na słońcu:)

2. Czego najbardziej w sobie nie lubisz?  
Tego, że jestem okropnym płaczkiem, potrafię się poryczeć na komedii na jakimś lekko wzruszającym momencie, a ostatnio spłakałam się na maksa, bo koleżanka sprawiła mi prezent na urodziny..... No żenada, nienawidzę tego.

3. Cechy idealnego partnera lub partnerki :)
Odpowiedzialny, dojrzały, obyty, inteligentny i z poczuciem humoru.

4. Jaki zapach lubisz najbardziej
Uwielbiam zapachy słodkich letnich, egzotycznych owoców. 

5. Jeden ulubiony kosmetyk pielęgnacyjny i jeden do makijażu
Olejek do twarzy aplikowany na noc i tusz do rzęs.

6. Co robisz, kiedy jesteś sam/a w domu?
Tańczę jak głupia przed lustrem i śpiewam do półlitrowej butelki po wodzie mineralnej.

7. Z jakim/ą aktorem/ką chcesz się spotkać i dlaczego akurat z nim/nią ?
Z Williamem Levy, bo jest przystojny. Mam nadzieję, że mój chłopak mi wybaczy ;)
(PS. wybaczę :P. Chłopak.)

8. Pierwsza czynność, którą robisz po przebudzeniu.
Sprawdzam, która jest godzina.

9. W telewizji najczęściej oglądam..
Nie oglądam telewizji.

10. Kraj, który marzysz odwiedzić i dlaczego?
Nie mam konkretnego kraju, który chciałabym odwiedzić. Ważne, żeby miał plażę i dostęp do morza. I żeby było tam ciepło.

11. W jaki sposób się relaksujesz?
Słuchając głośno muzyki.


Odpowiedzi na pytania od KasaBlanki91 (http://kasablanka91.blogspot.com/):

1. Bez czego na pewno nie wyjdziesz z domu?
Bez telefonu to jak bez ręki. 
 
2. Ulubiona potrawa?
Ostra. 
 
3. Pies czy kot?
Nie potrafię wybrać, to okrutne pytanie ;) 
 
4. Twój ulubiony krok w makijażu?
Makijaż oczu. 
 
5. Ulubiona książka?
Nie czytam powieści, bo mi się nie chce, wolę książki o biologii, kosmetologii, bardziej branżowe, ale nie mam swojej ulubionej. 
 
6. Ulubiony kwiat?
Konwalia.
 
7. Twoje ulubione perfumy?
Takie, które są jednocześnie kobiece i tajemnicze, ale nie brak im dziewczęcej słodkości:) Bardzo lubię perfumy Diora, szczególnie Miss Dior Cherie, ale chętnie sięgam też po Outspoken by Fergie z Avonu - są dość nietypowe. 
 
8. Co Cię najbardziej uszczęśliwia?
Kiedy po całym dniu pracy mój chłopak robi mi pyszną kolację i masuje stopy:) 
 
9. Pracujesz czy nadal się uczysz?
Pracuję, ale nie wykluczam dalszej nauki:)
 
10. Jaki kolor najczęściej nosisz na paznokciach?
Lawendowy lub różowy. 
 
11. Włosy krótkie czy długie?
Długie! 

Hmm... Ciężko mi trochę było z nominowaniem osób, jestem w blogosferze od niedawna, nie wiem, kto się w to bawi, a kto nie i nie jestem zbytnio zorientowana. Ale poszperałam i nominuję:

http://dhwani-maquillage.blogspot.com/
http://fantazjaokiemjoanny.blogspot.com/
http://maniakosmetykowaniaa.blogspot.com/
http://oh-goddammit.blogspot.com/
http://esm-beauty.blogspot.com/
http://basia86-naturalnie.blogspot.com/
http://timeforpassion.blogspot.com/
http://tobeastonefox.blogspot.com/
http://kosmetycznykufereksylwii.blogspot.com/
http://make-up-by-kornelia1989.blogspot.com/
http://happinessisalwayseasy.blogspot.com/

Jak to ja, nagięłam trochę zasady i nominowałam też osoby, które mają trochę większą liczbę obserwatorów, ale chcę je poznać i ciekawią mnie ich odpowiedzi na moje pytania:)

A oto moja jedenastka:
1. Ulubiony kolor szminki (lub błyszczyka).
2. Śpioch czy ranny ptaszek?
3. Co sądzisz o poprawianiu urody za pomocą skalpela?
4. Najlepszy i najgorszy kosmetyk EVER.
5. Jakiego rodzaju muzyki słuchasz?
6. Jedziesz na wakacje i możesz wziąć ze sobą tylko trzy produkty kosmetyczne. Co to będzie? 
7. Co Cię najbardziej denerwuje w ludziach? 
8. Zabiegi u kosmetyczki czy zabiegi w domu? 
9. Ulubiony serial.
10. Miasto czy wieś?
11. Kolorowy tusz do rzęs - tak czy nie?

Mam nadzieję, że pytania nie okażą się trudne czy jakieś dziwne dla Was:)


Czekam na odpowiedzi! Jeśli będziecie już gotowe, dajcie znać w komentarzu, jeśli możecie:)

Pa! :)

Czytaj dalej

sobota, 24 maja 2014

Lakiery do paznokci Golden Rose - recenzja

Witajcie!

Dziś przychodzę do Was z recenzją lakierów z Golden Rose, już zaznaczę na wstępie - jednych z moich ulubionych. Ostatnio firma wypuściła serię lakierów Color Expert, zakupiłam 3 sztuki i jestem powalona na łopatki!:) Znajdziecie tu też kilka innych lakierów, których często używam.

Jako pierwsza leci seria Color Expert, która prezentuje się tak:


Kolory iście letnie, takich potrzebowałam. Wszystkie z tych trzech zawierają bardzo delikatne drobinki, które sprawiają, że na pierwszy rzut oka wydaje się, że to odcienie perłowe (i tu serce me zamarło, bo nie cierpię pereł), ale po nałożeniu na płytkę paznokcia mamy piękny, nasycony kolor z bardzo subtelną perłową poświatą, która kompletnie mi w niczym nie przeszkadza, ba! wręcz dodaje blasku:)

Pierwszy kolor to jasny beż wpadający lekko w łosoś, numer 52:


Normalnie potrzebuję dwóch warstw przy lakierach Golden Rose i tak też było tym razem:)


Delikatny, elegancki, kobiecy:)

Drugi lakier: cudowny seledyn, nr 50:


Tu też dwie warstwy, krycie bardzo dobre.


Trzeci z Color Expert to przepiękny błękit, nr 43:


Taki kolor właśnie chciałam mieć na lato, kojarzy mi się z bezchmurnym niebem albo nieskazitelnie czystą wodą w morzu:) w zasadzie poszukiwania nie były długie, bo raczej byłam pewna, że w Golden Rose taki znajdę:) Nie mogę się czasem na niego napatrzeć:)))


Lakiery mają wygodne płaskie pędzelki, co bardzo ułatwia aplikację:)


A teraz 2 lakiery Rich Color, pierwszy to jaśniutki różowy, taki pasujący do małej dziewczynki:) Nr 66:


I tu nałożyłam 3 warstwy , żeby jak najlepiej pokazać kolor. Czasem nakładam jedną, dla delikatnego podkreślenia paznokci, szczególnie wtedy, gdy nie mam czasu na malowanie, do tego jest idealny:)


A tutaj kolor mocno różowy, chyba nie jest to typowa fuksja, bo ona wpada bardziej w fiolet, chociaż może i fuksja, nie wiem...:) Nr 07


Dobrze nałożony nie wymaga dwóch warstw, naprawdę dobrze kryje:) Tutaj akurat są dwie:)


I wreszcie prawdziwe cudeńko: Jolly Jewels, nr 109:


Jest prześliczny, ma dodatek metalicznie połyskujących ciemnoróżowych i białych drobinek. Tutaj mam dwie warstwy tego lakieru:


Trochę pstrokato to wygląda, poza tym sam kolor lakieru nie jest zbyt transparentny, więc zazwyczaj aplikuję go na paznokcie u kciuka i palca serdecznego w połączeniu z nr 66:


lub 07:


Lubię łączyć w ten sposób też 43 i 50, wychodzi super letnia mieszanka:)

Lakiery pokrywam top coatem, który pomaga lakierowi szybciej wyschnąć. Czy tak jest? Testowałam kilka wysuszaczy, ale jak do tej pory ten sprawuje się najlepiej:)


Jak widać jest już na wykończeniu, pędzelek trochę się zabarwił od czerwonych i ciemnoróżowych lakierów, ale nie przeszkadza to w niczym:)

Co do wytrzymałości jestem zadowolona, ale wiadomo, jak się pracuje, to żaden lakier długo na paznokciach nie pożyje, więc po pracy przy paznokciach u prawej ręki (która jakby nie było częściej jest potrzebna, gdyż jestem praworęczna) zaczęły się robić lekkie odpryski i trzeba było poprawiać, ale za to na lewej dłoni wszystko się pięknie trzymało około 4-5 dni:)

Uwielbiam lakiery z Golden Rose nie tylko za duży wybór kolorów, wytrzymałość i ogólnie dobrą jakość, ale też za niską cenę. Lakier z serii Color Expert kosztuje 5,90, więc jak na tak fajny lakier to jest nic:) Gorrrrrąco polecam:)


Napiszcie jakie macie zdanie o tych produktach:)

Pa!:)

Czytaj dalej

czwartek, 22 maja 2014

Które przeciwutleniacze są najskuteczniejsze? - Witaminy - część 1



Hej!

Po poście na temat wolnych rodników (do przeczytania TUTAJ) wręcz obowiązkiem jest przejść do opisania jak działają przeciwutleniacze i które z nich najlepiej radzą sobie z neutralizowaniem wolnych rodników. 

Tak jak wolne rodniki są ciągle obecne w naszym organizmie, tak i są również przeciwutleniacze. I wszystko jest ładnie i pięknie, dopóki tych przeciwutleniaczy zaczyna być mniej niż wolnych rodników. Wtedy te pierwsze najzwyczajniej w świecie przestają nadążać w neutralizowaniu tych drugich. I dlatego musimy sobie pomóc, dostarczając przeciwutleniaczy wraz z kosmetykami do skóry lub z pożywieniem do organizmu.

Jak działa przeciwutleniacz? Poniżej umieszczam obrazek przedstawiający istotę jego działania (obrazek udostępniłam także w poście o wolnych rodnikach).


A więc cząsteczka, która jest przeciwutleniaczem oddaje swój elektron wolnemu rodnikowi, aby zatrzymać go w jego iście niszczycielskiej podróży. Oczywiście przeciwutleniacz nie staje się po oddaniu elektronu wolnym rodnikiem, to, że dobrowolnie się go pozbył, nie stanowi dla niego problemu i może on dalej spokojnie spełniać swoją funkcję.

A zatem zadajmy sobie teraz pytanie: jakie substancje są w takim razie najskuteczniejszymi przeciwutleniaczami?

Takich przeciwutleniaczy jest całe mnóstwo! Możemy je nawet podzielić na te, działające w środowisku wodnym i te, które funkcjonują w tłuszczach. Jednymi z najlepszych przeciwutleniaczy są witaminy…

Witaminy pewnie każdy z nas w życiu przyjmował, ale pewnie nie zdawał sobie sprawy, że oprócz tego, że chronią przed wystąpieniem chorób i dolegliwości wynikających z niedoborów (najprosztsze przykłady: kurza ślepota – niedobór witaminy A, spadek odporności – niedobór witaminy C) to dodatkowo skutecznie zapobiegają powstawaniu zmarszczek, ogólnemu starzeniu się organizmu, a nawet wystąpieniu choroby nowotworowej.

Witamina A

Popularny retinol dobrze jest dobrze znany, ale należy jeszcze wspomnieć o prowitaminach A, czyli karotenoidach, wśród których gwiazdą jest β – karoten. Potrafią zneutralizować szczególnie wredny typ wolnego rodnika, jakim jest tlen singletowy, który to  uwielbia niszczyć geny komórkowe i jej błonę.

Astaksantyna

Jest to związek należący do jednej z grup karotenoidów – ksantofili. Udowodniono, że jest 50 razy silniejsza od β-karotenu, a 550 razy od witaminy E, która z kolei jest określana jako witamina młodości… Mało kto o astaksantynie słyszał, napiszę tylko, że występuje naturalnie w algach morskich i powoli jest wprowadzana do kosmetyków. Temat astaksantyny na pewno pojawi się jeszcze na blogu.

Witamina C

Oprócz tego, że świetnie walczy z tlenem singletowym i rodnikiem hydroksylowym (jedne z bardziej agresywnych wolnych rodników), to potrafi zregenerować osłabioną po ataku wolnych rodników witaminę E (która niestety się trochę degraduje) do swojej pierwotnej postaci. Także bardzo dobre jest stosowanie witaminy C i E razem w kosmetykach (przykład? Olej arganowy jest bogaty w witaminę E, wystarczy dodać kropelkę oleju z róży piżmowej lub olejku eterycznego z cytryny i już mamy mocniejsze działanie).

Witamina E

Wspomniana już przeze mnie, nazywana przez wielu witaminą młodości, stoi na straży błony komórkowej, nie dopuszcza do ataku wolnych rodników i ich wniknięcia do wnętrza komórki. Mało tego – witamina E przerywa proces ich powstawania. Ponadto potrafi uporać się z plamami starczymi powstałymi wskutek utleniania przez wolne rodniki grudek tłuszczu. Niestety, jest tu jeden minus. Po walce z rodnikami potrafi on stać się…. tokoferoksylowym produktem rodnikowym, czyli po prostu sam staje się wolnym rodnikiem. Na szczęście może on wrócić do swojej „normalnej” postaci dzięki witaminie C:)

Witamina Q

Haaa, wiedzieliście o witaminie Q? Jest to wszystkim znany koenzym Q, inaczej zwany ubichinonem, który w zasadzie nie jest witaminą, tylko substancją witaminopodobną. Ubichinon jest niezwykle ceniony, gdyż hamuje on niszczącą aktywność rodników, które powstały przez działanie promieniowania słonecznego i które niszczą kolagen.

A na koniec jak dla mnie najważniejszy środek do walki z wolnymi rodnikami: FILTR PRZECIWSŁONECZNY! Jest to najbardziej skuteczny środek przeciwzmarszczkowy i przeciwstarzeniowy! Ogromna ilość wolnych rodników indukowana jest przez promieniowanie ultrafioletowe i skutecznie niszczy strukturę skóry. Dla przykładu: pewien kierowca jeździł sobie swoją ciężarówką, wyjeździł 28 lat, i, jak widać na zdjęciu, o wiele szybciej nastąpiło starzenie się skóry po jednej stronie twarzy, którą regularnie oświetlało słońce. Szyby nie pomogły. A więc fitry, fitry i jeszcze raz filtry! 

źródło: http://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJMicm1104059
Mam nadzieję, że zachęciłam do regularnego stosowania filtrów, nie tylko latem, także zimą, kiedy słońce schowane zazwyczaj za chmurami też daje naszej skórze popalić:)

Pa!:)

Czytaj dalej
Obsługiwane przez usługę Blogger.