czwartek, 31 maja 2018

Tlen w kosmetykach, baza peel-off pod hybrydę i kosmetyki naturalne - nowości kosmetyczne i upominki od sponsorów Meet Beauty


Kolejna, czwarta już edycja konferencji Meet Beauty już za nami. Zarówno przy poprzednich edycjach, jak i tym razem przyniosłam do domu górę kosmetyków od sponsorów. Muszę przyznać, że w tym roku produkty, które otrzymałam są o wiele lepiej podpasowane pode mnie:) Praktycznie brak jest kosmetyków, które mam ochotę rozdać, bo sama ich nie wykorzystam. 

Czy pośród tych upominków znajdują się takie kosmetyki, które podbiją rynek kosmetyczny w najbliższym czasie? Tego nie wiem, ale wspaniale jest obserwować jak firmy się rozwijają i wprowadzają nowości, które wykorzystują ciekawe technologie lub unikalne substancje do produkcji kosmetyków. A jeszcze wspanialej jest te nowości testować;) Spójrzmy zatem, co takiego przygotowali sponsorzy tegorocznej konferencji.


30% tlenu w kosmetykach? - O2Skin

Firma, która swoimi produktami zaciekawiła mnie chyba najbardziej. Tlen w kosmetykach gdzieś tam przed moimi oczami już mignął, ale nie w takiej dawce. Co ten potrzebny nam do życia pierwiastek ma dać naszej skórze? Przede wszystkim skuteczniejszy transport substancji aktywnych, a także poprawę ukrwienia, tonizację, działanie przeciwbakteryjne, rozjaśnienie i nawilżenie.

Od firmy otrzymałam:
  • krem-żel na dzień
  • nawilżająco-odżywczy krem na noc 
  • serum z kwasem hialuronowym
  • rozjaśniający krem pod oczy
  • matową pomadkę So Chic
  • lakier do paznokci So Chic


Kosmetyki naturalne i mineralne - Natura Siberica, Bartos, Annabelle Minerals, Hebda

Natura Siberica przygotowała dla uczestników konferencji ciekawe warsztaty, podczas których mogliśmy zrobić swój własny peeling do ciała. Po peelingu warto się jednak czymś posmarować, więc firma sprezentowała dodatkowo modelujący krem do ciała.


Kompletną nowością na rynku kosmetyków naturalnych jest firma Bartos. Na razie oferuje jedynie trzy produkty, ale z tak pięknymi składami na pewno rozwinie skrzydła. Kosmetyki nie mają kontrowersyjnych skladników takich jak: parabeny, oleje mineralne czy phenoxyethanol, za to pełno tam naturalnych substancji, takich jak olej arganowy, aloes czy kwas hialuronowy. Do testów dostałam krem odmładzający z komórkami macierzystymi Apple Queen.


Annabelle Minerals zaskoczyła mnie swoją nowością w postaci olejku do pielęgnacji. Udało mi się zdobyć wersję Stay Calm do cery wrażliwej i naczyniowej, a także dwa cienie mineralne do powiek.


Klaudyna Hebda, zaraz po swoim wykładzie na temat aromaterapii obdarowała nas wzmocnionym x10 olejkiem z pomarańczy. 





Paznokciowe rewolucje - Neess, Pierre Rene

Firma Neess wprowadziła rewolucyjną bazę peel-off pod lakiery hybrydowe, której nie trzeba odmaczać w acetonie - jedynie ściągnąć za pomocą drewnianego patyczka. Bazę miałyśmy przyjemność testować na warsztatach i faktycznie działa, lecz zobaczymy jak się sprawdzi na paznokciach. Do testów otrzymałam:

  • bazę peel-off
  • lakier hybrydowy z kolekcji by Cleo w kolorze Sexy Saksofon
  • pilnik do paznokci
  • lusterko
  • ozdoby do paznokci
  • pędzel do makijażu

Od firmy Pierre Rene dostałam:
  • lakier hybrydowy w kolorze Peacock
  • oliwkę do paznokci
  • pilnik
  • bloczek polerski




Coś do twarzy i ciała - Pollena Ewa, Tołpa, Efektima

Firma Pollena Ewa zorganizowała badanie skóry, dzięki którym łatwiej mi było dobrać kosmetyki dla siebie. W paczce znalazłam:
  • przeciwzmarszczkowy krem do twarzy do skóry naczyniowej
  • delikatną piankę myjącą 
  • krem do stóp z mocznikiem

Tołpa również przygotowała dla nas świetne nowości:
  • żel micelarny do mycia twarzy i oczy z olejem z lnu
  • peeling enzymatyczny 3 enzymy
  • maskę do twarzy Czarny detoks
  • chusteczki złuszczające z kwasami AHA

Skórę mojego ciała będą rozpieszczać w najbliższym czasie kosmetyki marki Efektima:
  • masło do ciała z olejem jojoba
  • peelingi: algowy, kokosowy i węglowy





Pielęgnacja delikatnej skóry - Roge Cavailles, Mustela

Na konferencji po raz pierwszy spotkałam te marki, aż dziwne, że dopiero teraz - pierwsza z nich ma już 90 lat! Od tej pierwszej do testów otrzymałam olejek pod prysznic do suchej skóry, od Musteli zaś kosmetyki do pielęgnacji atopowej skóry dziecka (czyli tezż dla mnie;)).

 



Koreańskie maseczki i przeciwdziałanie bliznom - Mediheal, Bio-oil

Bardzo lubię maseczki w płachcie, więc tym bardziej ucieszyłam się, gdy Mediheal obdarował nas trzema takimi maseczkami:) Bio-oil pewnie znacie, jednak ja będę miała z ich olejkiem na blizny i rozstępy do czynienia po raz pierwszy.



To już wszystko, co sprezentowali mi sponsorzy konferencji. Bardzo dziękuję za upominki - testów będzie teraz mnóstwo:)








Buziaki,
Maddie Ann:)

________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej

niedziela, 20 maja 2018

Konferencja Meet Beauty - Edycja IV | Relacja


Meet Beauty to  największa w Polsce konferencja dla blogerów, vlogerów i influencerów urodowych. Kolejna, czwarta edycja odbyła się 21 i 22 kwietnia w Warszawie, tym razem w pięknym, eleganckim Hotelu Lord. Zapraszam serdecznie na relację z tego wydarzenia:)


Bardzo się cieszę, że tym razem lokalizacja konferencji była bardziej przystępna, myślę, że nie tylko dla mnie - osoby mieszkającej w stolicy, ale też dla osób, które dojechały z różnych miejsc w Polsce. Łatwy dostęp do komunikacji (jakby ktoś chciał samolotem przylecieć to też miał blisko) jest zawsze na plus. Wygoda to moje drugie imię i choć jechałam na miejsce około 50 minut, to nie było problemów z autobusem czy tramwajem, zawsze jakiś był.

Rejestracja uczestników odbywała się w trochę ciasnym jak na 300 osób holu, lecz dało się przeżyć:) Kto był spragniony lub nie jadł śniadania, mógł uraczyć się kawą, herbatą, wodą czy pysznymi ciasteczkami (na tę okoliczność dietę zawiesiłam na kołku). Przed pierwszymi warsztatami zdążyłam jeszcze odwiedzić kilka stoisk i pogadać z paniami z firm o nowościach kosmetycznych:)



Pierwsze warsztaty, w których miałam przyjemność uczestniczyć były organizowane przez firmę O2Skin, która w swojej ofercie posiada kosmetyki z 30% zawartością tlenu. Pognałam tam w podskokach, bo byłam ciekawa jak to z tym tlenem w kosmetykach jest - no bo w końcu mamy wolne rodniki tlenowe, które są złem. Okazało się, że nie ma się czego bać - czysty tlen to czysty tlen - łączy się ze składnikami odżywczymi zawartymi w kremach i razem penetrują sobie naskórek jeszcze głębiej niż miałyby to robić osobno. Podobno też kosmetyki z tlenem powinny być pakowane w szklane pojemniki, nie w plastikowe, także wiecie już czego szukać;) Więcej o tej firmie napiszę w osobnym poście z recenzją kosmetyków O2Skin, które właśnie testuję.


Po warsztatach przyszedł czas na wykład o aromaterapii, który prowadzony był przez blogerkę, ziołoznawczynię, blogerkę i autorkę książki "Ziołowy Zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu" - Klaudynę Hebdę. Ogromnie się cieszę, że udało mi się wziąć udział w tym wykładzie, bo nie tylko jestem fanką aromaterapii, ale też ze względu na prowadzącą, bo to właśnie z Klaudyną zrobiłam swój pierwszy prawdziwy krem!:) Byłam bardzo ciekawa, jaką wiedzą się z nami podzieli (muszę się zainteresować olejkiem frankincense). W czasie trwania wykładów oczywiście czuć coś było w powietrzu i obstawiam, że był to mój ukochany olejek neroli. Na koniec otrzymaliśmy w prezencie olejek pomarańczowy wzmocniony x10 - mogę Wam już zdradzić, że faktycznie jest mocniejszy, nie trzeba wielu kropel, aby zapach był wyczuwalny. 


Po wykładzie nastapił jeden z najważniejszych dla mnie punktów programu, czyli obiad. Wybór był ogromny, zaczynając od zup, kończąc na sałatkach i deserach... Miałam ochotę spróbować wszystkiego, ale niestety mój żołądek nie jest z gumy:) Było pysznie i na bogato - gratulacje dla kucharzy z Hotelu Lord:)


W międzyczasie można było odpocząć, napić się kawy, porobić sobie zdjęcia na pięknej, kwiatowej ściance, czego ja oczywiście nie robiłam, bo wstydzę się robić selfie jak ludzie patrzą. Za to znów mogłam pogadać z paniami przy stoiskach, poznać nowe marki i ich kosmetyki. Zupełnie nieznanymi mi markami były na pewno O2Skin, Mustela czy Roge Cavailles, więc byłam ich bardzo ciekawa, ale przyjemnie było też poznać z bliska produkty firm Neess, Efektima, Natura Siberica czy Pierre Rene. Przy stoisku Annabelle Minerals zatrzymałam się na dłużej - w ofercie tej firmy pojawiła się nowość w postaci olejku pielegnacyjnego, a jak wiecie olejki kocham, więc wspięłam się na swoje skromne wyżyny fotografii i poczyniłam piękne zdjęcie olejku, który najbardziej mnie interesował (Stay Calm), opublikowałam wypociny na Instagramie i dostałam olejek do testowania:) Dobrze, że stoisko było pięknie wyposażone w niezbędne w pracy blogera rzeczy, takie jak drewienka, mchy, kwiatki, paprotki i trawy ;)


Przyszedł czas na ostatnie warsztaty, tym razem z firmą Neess i założycielami pierwszego w Polsce nailtracka - Wosk z Pazurem. Główną bohaterką spotkania była innowacyjna i rewolucyjna baza peel-off pod hybrydy, którą to można ściągać za pomocą patyczka, nie odmaczając w acetonie. Sceptyk siedzący w mojej głowie podpowiadał mi, że  to się nie może udać, ale testowałam i... no działa;) ściąga się bardzo dobrze patyczkiem, trzeba użyć tylko trochę siły. Grzybu Grzyb - męska połowa Wosku z Pazurem testował bazę dzielnie na swoim paznokciu, a potem równie dzielnie ją zdejmował - paznokieć nie wyglądał na zniszczony, więc jest nadzieja:) Bazę chętnie przetestuję na stopach, na paznokciach u rąk mam masę akrylożelową, więc ciężko mi się będzie odnieść do naturalnej płytki, ale i tak ją wypróbuję:)



Drugi dzień konferencji zaczął się dla mnie bardzo miło - udało mi się dostać do stoiska Pollena Ewa i zrobić badanie skóry:) Poprzedniego dnia za każdym razem, kiedy przechodziłam obok były spore kolejki, więc odpuściłam. Badanie mojej skóry wykazało, że jest ona odwodniona i podrażniona (co jest prawdą, dwa dni wcześniej potraktowałam się korundem, którego nie powinnam stosować zbyt często i mocno), więc dobrano dla mnie odpowiednie kosmetyki. Pamiętam, że z paniami przy tym konkretnym stoisku bardzo przyjemnie mi się rozmawiało, serdecznie pozdrawiam, jeśli to czytają:)


Po badaniu uczestniczyłam w panelu na temat hejtu w sieci. Gośćmi tej pogadanki byli Bogusia Siedlecka-Goślicka, czyli Anioł na resorach, Wioletta Pyzik - Niewyparzona Pudernica oraz Władek Beauty Boy. Zawsze ciężko mi było zrozumieć, dlaczego ludzie świadomie potrafią bezpodstawnie hejtować czy nawet grozić osobom działającym w Internecie, w zasadzie tylko dlatego, że robią coś ciekawego i chcą to pokazać światu. Niestety, im bardziej twórca jest charakterystyczny, tym to zjawisko przybiera na sile. Trudno jest się nie przejmować hejtem, ale tak naprawdę to chyba jedyne wyjście - pozwoli to na dalsze i spokojne robienie tego, co się kocha. 

Następnie wzięłam udział w kolejnych paznokciowych warsztatach, tym razem z marką Pierre Rene. Candymona - prowadząca podzieliła się z nami sposobami na perfekcyjny manicure pod skórki. Potem testowaliśmy pyłki do zdobień (spójrzcie na zdjęcia, pięknie się mienią:)). Niestety nie wzięłam udziału na konkursie na najładniejsze zdobienie, bo mimo najszczerszych chęci nie potrafiłam nic ładnego stworzyć za pomocą patyczka:) Tak to jest, jak się człowiek do pędzli przyzwyczai:)



Na koniec dnia odbyły się warsztaty firmy Natura Siberica, podczas których dowiedzieliśmy się skąd pochodzą składniki zawarte w kosmetykach tej firmy oraz co oznacza zasada dzikich zbiorów. Żeby nie było, że nie mamy co robić - stworzyłyśmy też własny peeling! 


Jedna rzecz mi się nie podobała - okazało się, że było za dużo osób na warsztatach. Niby każdy miał opaskę, która gwarantowała uczestnictwo, ale nikt tego nie sprawdzał i okazało się nagle, że dochodzą kolejne osoby, a miejsca już nie ma... Na szczęście udało się znaleźć pani Ani, prowadzącej warsztaty kilka krzeseł i odrobinę miejsca przy stołach, aby wszyscy mogli uczestniczyć w spotkaniu. Ktoś tu ewidentnie zajumał sobie czyjeś miejsce. Nieładnie:/

Konferencja dobiegła końca, wszyscy dostali ogromne torby z upominkami od firm, zrobiliśmy też pamiątkowe zdjęcie. Wróciłam do domu bogatsza o nową wiedzę, znajomości, a na pewno o nowe kosmetyki, które pokażę w następnym poście ;) Ciężko mi stwierdzić, czy ta edycja była lepsza od innych - każda była troszkę inna i trochę w innych okolicznościach, każda miała coś w sobie:) Niemniej jednak zawsze czegoś nowego się dowiadywałam, poznawałam nowe osoby i nowości kosmetyczne. które uwielbiam:)


Fotografowie MB potrafili nawet takiemu dziwadłu jak ja ładne zdjęcie zrobić:) Dziękuję;)


Kto z was był na konferencji? Jak Wam się podobało? Dajcie znać:)

Buziaki,
Maddie Ann:)

__________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej

niedziela, 29 kwietnia 2018

Test matowych pomadek w płynie - która najlepsza dla suchych ust? | BOURJOIS, DELIA, GOLDEN ROSE, LOVELY, NYX, PAESE


Pomadki o matowym wykończeniu na dobre zagościły w naszych kosmetyczkach. Trend na kredowe usta możemy obserwować w mediach społecznościowych już od dłuższego czasu, a firmy prześcigają się w tym, kto wypuści na rynek lepsze matowe pomadki. Nic dziwnego - trwałość takich szminek jest znacznie dłuższa niż w przypadku ich kremowych odpowiedników. Lecz czy na pewno nie wysuszają ust? Czy posiadaczki suchych warg mogą czuć się w nich swobodnie? Weźmy od lupę kilka matowych pomadek od popularnych firm i sprawdźmy, która najlepiej sprawdza się na bardzo suchych ustach:)

Pomadka pomadce nierówna (nawet tej samej firmy, tej samej serii), tak jak usta ustom. Ktoś może twierdzić, że ma Saharę na wargach, ale będzie w miarę dobrze tolerować niektóre matowe pomadki, także od tego, co za chwilę przeczytacie na pewno są wyjątki. Post pisałam z perspektywy mojej, czyli posiadaczki ust, które wysuszają się od samego spojrzenia na matową pomadkę. Ust - skorup.

Na początku opiszę krótko każdą z pomadek, na koniec przygotowałam ranking co do trwałości i stopnia przesuszania ust.


BOURJOIS, Rouge Edition Velvet, nr 13 Fu(n)chsia
________________________________________

Kolor jak widać fuksji raczej nie przypomina, jest to malinowy, lekko neonowy odcień, idealny na lato. Konsystencja jest bardziej masłowata, ale wysycha chwilę po kontakcie ze skórą. Nie kryje w stu procentach moich ust za pierwszym razem - często muszę dodać kolejną. Lekko farbuje skórę, trzeba uważać, aby nie wyjechać poza kontur ust, jeśli tak się stanie, tak szybko jak to możliwe należy ją wytrzeć. Dobrze zmywa się dwufazowym płynem do demakijażu (Ziaja).


Trwałość jest co najmniej kilkugodzinna, potem "zjada się" w ładny sposób od środka do zewnątrz. Potrafi przetrwać jedzenie i dużo gadania, jednak wymaga koniecznie mocnego nawilżenia ust przed aplikacją. Jeśli tego nie zrobimy to po 3, 4 godzinach mogą zacząć się pojawiać nieestetyczne suche skórki. Nie ściąga ust, jest lekka, niewyczuwalna.

+ trwałość co najmniej kilkugodzinna (z jedzeniem)
+ nie ściąga ust, jest lekka, niewyczuwalna
+ "zjada się" od środka do zewnątrz
+ malinowy, lekko neonowy odcień
+ dobrze zmywa się dwufazowym płynem do demakijażu (Ziaja)

- wymaga dobrego peelingu i nawilżenia ust, bez tego po 3, 4 godzinach mogą zacząć się pojawiać nieestetyczne suche skórki
- nie kryje ust w stu procentach za pierwszym razem - często muszę dodać kolejną warstwę, aby kolor ładnie się rozłożył
- lekko farbuje skórę, trzeba uważać, aby nie wyjechać poza kontur ust
- szybko wysycha - dla niewprawnej ręki może być to problem

CENA: ok. 60zł w drogeriach, w Internecie nawet od 20zł (niektóre odcienie)



LOVELY, Lip gloss matowy z formułą długotrwałą, nr 2
______________________________________
Nie spodziewałam się wiele po taniej matowej pomadce, ale jednak postanowiłam ją przetestować (ach, te rossmannowskie promocje!). Kolor wydał mi się świetny, a ogólne opinie były nawet zachęcające. 


Pigmentacja tej pomadki jest naprawdę świetna, nie muszę ponawiać aplikacji. Potrafię z nią chodzić w nienaruszonym stanie przez kilka godzin, nawet mimo jedzenia, jednak usta muszą być wygładzone i nawilżone, aby to osiągnąć. Nie zauważyłam, żeby się rolowała, czy zbierała w załamaniach. Jedyne, co mi w niej przeszkadza to ściąganie ust, łapię się na tym, że ja czuję i mam ochotę nałożyć na nią pomadkę nawilżającą.

+ dobre krycie
+ ładny, fuksjowy kolor
+ dobrze zmywa się dwufazowym płynem do demakijażu (Ziaja)
+ dobra trwałość, w miarę odporna na jedzenie
+ ładnie się zjada", równomiernie

- lekko ściąga usta, czuć ją na wargach, może to powodować dyskomfort
- wymaga nawilżenia ust przed użyciem, bez tego szybko pojawią się suche skórki

CENA: ok. 8-10zł



GOLDEN ROSE, Matowa pomadka w płynie, nr 03 i 18
______________________________________
To chyba oprócz Bourjois jednej z bardziej znanych Polkom pomadek matowych w płynie, szczególnie atrakcyjne ze względu na swoją niewygórowaną cenę, łatwą dostępność i ciekawą gamę kolorystyczną, w której każda znajdzie coś dla siebie. 


Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to rewelacyjna pigmentacja i krycie, szczególnie pomadki nr 18, lecz przez to trzeba uważać, aby nakładać ją równo i nie wyjechać poza kontur ust - lekko farbuje. Testowałam tę pomadkę na weselu, przetrwała do ponownej aplikacji około 7-8 godzin z jedzeniem i piciem - zmazałam ją delikatnie z ust i nałożyłam ponownie tylko dlatego, że pojawiły się suche skórki na środku, kolor nadal trzymał się bardzo dobrze. Wytrzymuje jednak tyle, ponieważ nawilżam i peelinguję usta przed aplikacją - bez tego suche skórki pojawiają się dość szybko.

+ bardzo dobra pigmentacja i krycie
+ świetna trwałość (ok. 7-8h razem z jedzeniem i piciem)
+ duża gama kolorystyczna
+ lekka konsystencja, nie ściąga ust

- konieczne nawilżenie ust przed aplikacją 
- lekko farbuje (nr 18)
- po kilku godzinach noszenia mogą pojawić się suche skórki na środku ust
- przed dobrą pigmentację trzeba troszkę dłużej ją zmywać - nr 18(Ziaja dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust)

CENA: 15-20zł


NYX, Lingerie, nr 02 Embellishment
__________________________

Pomadka o bardzo dziwnym kolorze, na początku bardzo mi się podobała, jednak po jakimś czasie stwierdziłam, że chyba jednak nie wyjdę w niej do ludzi. Odcień wydawał mi się bardziej atrakcyjny w sztucznym świetle niż potem w dziennym.


To moja pierwsza matowa pomadka, niestety. Dlaczego niestety? Dlatego, że po niej zraziłam się do jakichkolwiek matowych formuł. Co prawda wytrzymuje kilka godzin na ustach (ok. 3-3,5; potem pojawiają się suche skórki), lecz dyskomfort jaki sprawia mi jej noszenie jest raczej nie do zaakceptowania. Usta się kleją, są ściągnięte i cały cas czuję, jakbym coś na nich miała. No i ten kolor... niestety okazało się, że jest kompletnie nie dla mnie, bo wyglądam w nim jak trup. A tak ładnie wygląda w buteleczce...

+ ciekawa, oryginalna gama kolorystyczna
+ kolor trzyma się na skórze ust przez ok. 3-3,5h
+ łatwo się zmywa
+ "zjada się" równomiernie

- usta zaczynają się kleić po kilku minutach od aplikacji i jest to efekt trwały
- dyskomfort w noszeniu
- po ok. 3 godzinach pojawiają się suche skórki, mimo nawilżonych ust

CENA: 37zł



PAESE, Macademian Girl Makeup for Paese, nr 5 Art Deco
____________________________________
Przyznać muszę, że po części do kupna tej pomadki zachęciło mnie piękne opakowanie:) Gama kolorystyczna nie jest zbyt obszerna (6 odcieni), ale myślę, że wszystkie "podstawowe" kolory tu są.


Pomadka miała nie wysuszać ust i... rzeczywiście tak jest. Jest to jedyna pomadka, po której prawie nie występują u mnie suche skórki, nawet po kilku godzinach. Jest dość gładka w konsystencji, nie wysycha na wiór. Nazwałabym ją bardziej satynową pomadką niż matową - gdy spojrzymy na usta nią pomalowane to efekt jest matowy, lecz w noszeniu wydaje się być lekko kremowa. To bardzo dobrze wpływa na komfort:) Podoba mi się w niej to, że nie odbija się na ręce, kiedy jej dotkniemy, ładnie się zjada, dość równomiernie. Przez tą swoją "satynowość" jednak nie może poszczycić się mianem bardzo trwałej pomadki - zaczyna blednąć po 4-5 godzinach maksymalnie i trzeba ponowić aplikację.

+ nie wysusza ust, nie pojawiają się suche skórki
+ efekt na ustach jest matowy, w noszeniu jest bardzie kremowa, satynowa, co sprawia, że komfort noszenia jest bardzo duży
+ równomiernie znika z ust
+ łatwo ją zmyć
+ lekka konsystencja
+ nie wymaga mocnego nawilżania i peelingu ust

- zmniejszona trwałość, po 4-5h blednie, trzeba ponawiać aplikację, lekko ją poprawiam także po jedzeniu

CENA: 55zł


DELIA COSMETICS, Matt Liquid Lipstick, nr 4 Elizabeth
___________________________________
Kolejna pomadka, której cena jest dość przystępna, ale zaskakuje swoją jakością. Dostępnych jest 6 dość ciekawych odcieni, ja wybrałam najciemniejszą Elizabeth.


Konsystencja pomadki jest bardzo lekka, wysycha dość szybko, ale nie wysusza. Nie ściąga i nie klei ust, jest dość gładka i przyjemna w noszeniu. Trwałość ma bardzo dobrą (ok. 7h z jedzeniem i piciem). Myślę, że jest porównywalna z pomadką od Golden Rose, lecz suchych skórek występuje po niej zdecydowanie mniej. Znika z ust w sposób równomierny, nie zbiera się w załamaniach.

+ lekka konsystencja
+ komfort w noszeniu
+ świetna trwałość (ok. 7h)
+ blednie równomiernie
+ w porównaniu z innymi pomadkami nie powoduje przesuszenia po kilku godzinach, pojawia się bardzo mało suchych skórek lub nie ma ich w ogóle
+ dobre krycie

- szybko wysycha, trzeba być precyzyjnym

CENA: ok. 15zł



NAJBARDZIEJ TRWAŁE POMADKI

1. Golden Rose
2. Delia
3. Lovely/ Bourjois
4. NYX
5. Paese

NAJMNIEJ WYSUSZAJĄCE POMADKI

1. Paese
2. Delia
3. Golden Rose/Bourjois
4. Lovely
5. NYX


Na pierwszy rzut oka tendencja wydaje się być dość jasna - im bardziej trwała pomadka, tym bardziej wysusza. W przypadku pomadki Paese tak jest - trwałość jest najgorsza, lecz w ogóle nie powoduje przesuszenia czy innego dyskomfortu. Nosi mi się ją najlepiej i jest to najczęściej używana przeze mnie pomadka, także dlatego, że ma dość uniwersalny kolor. Tym z Was, którym zależy na większej trwałości, ale nadal macie suche usta, polecam zainteresować się pomadkami firmy Delia:)


Mam nadzieję, że choć trochę Wam pomogłam w wyborze:) Dajcie znać, jakie są Wasze ulubione matowe pomadki:)


Buziaki,
Maddie Ann:)

_______________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej

wtorek, 10 kwietnia 2018

14 kosmetycznych perełek od sponsorów Meet Beauty


IV edycja konferencji dla blogerów i influencerów z branży urodowej Meet Beauty zbliża się wielkimi krokami. Już za niespełna dwa tygodnie do Warszawy zawita 300 autorów beautyblogów i -vlogów, których będę miała przyjemność spotkać osobiście - przyznam, że tak duży zjazd osób, które interesują się tak jak ja tematyką kosmetyczną, w miejscu, gdzie będziemy mogli zapoznać się z różnymi nowinkami w dziedzinie urodowej jest dla mnie niezwykle ekscytujący:)

Tymczasem w oczekiwaniu na konferencję postanowiłam zebrać w jedno miejsce kosmetyki - perełki, których dzięki sponsorom Meet Beauty miałam ogromną przyjemność przetestować:) Są to produkty, z którymi nigdy wcześniej się nie spotkałam i które zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie swoją jakością i świetnym działaniem. Z czystym sumieniem mogę je Wam polecić.



Alma K, Ochronny krem do rąk z minerałami z Morza Martwego

Kremów do rąk mam chyba z milion, ale ten od pierwszego użycia stał się jednym z moich ulubionych. Nawilża i wygładza wprost genialnie, a przy tym ma lekką, szybko wchłaniającą się konsystencję. Oprócz tego zachwycił mnie ogrom świetnych składników, bo oprócz minerałów z Morza Martwego mamy tutaj olejki z róży, ze słodkich migdałów, arganowy czy z wiesołka, a także ekstrakty z zielnej i białej herbaty oraz masło kakaowe. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o bajecznym, świeżym zapachu, który podbił serca niejednej konsumentki. Zapach długo utrzymuje się na skórze (pachnie nim nawet moja torebka), więc można się nim cieszyć do woli:)


Annabelle Minerals, Podkład mineralny Golden Fair

Niespecjalnie ciągnęło mnie do mineralnych podkładów, głównie ze względu na sypką formę tego produktu. Mimo tego jest to podkład, który uwielbiam nakładać na twarz w momencie, gdy wychodzę z domu na chwilę i nie potrzebuję mocnego makijażu bądź nie mam czasu na jego zrobienie. Rewelacyjnie wyrównuje koloryt skóry, sprawia, że cera wygląda naturalnie, drobne przebarwienia czy naczynka są zamaskowane, potrafi sobie też poradzić z lekkimi cieniami pod oczami (nakładam go również pod oczy - nie mam mineralnego korektora, a stosowanie jednocześnie produktu sypkiego i płynnego niestety nie służy mojej skórze). Odcień Golden Fair to chyba najlepiej dopasowany do mojej cery odcień podkładu, jaki mi przyszło stosować - ma żółte tony i nie różowieje:)


Bielenda, Podkład matujący

Ten podkład bardzo mnie zaskoczył tym, że dorównuje jakością droższym drogeryjnym fluidom, mimo swojej niskiej ceny (w Rossmannie za około 13zł). Utrzymuje się bardzo dobrze na mojej skórze prawie cały dzień i to bez poprawek. Na koniec dnia schodzi trochę z płatków nosa, ale robi mi to prawie każdy podkład. Naprawdę świetny budżetowy fluid.

Bielenda, Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy

Ten pachnący arbuzem, bardzo dobrze oczyszczający skórę żel o czarnym kolorze skradł całe moje serce:) Dobrze radzi sobie z resztkami podkładu i nie wysusza skóry. Cera jest świetnie oczyszczona i świeża:) 


Dove, Odżywcza pianka do mycia ciała

Kocham tę piankę od pierwszego umycia! A moja sucha skóra to już w ogóle - nie przesusza jej i nie podrażnia. Zostawia ją mocno wygładzoną, aż dziwię się za każdym razem, że może być taka miękka w dotyku - zupełnie tak, jakbym użyła jakiegoś lekkiego balsamu (skóra nie jest przy tym tłusta!). Myślę, że między nią a zwykłymi żelami pod prysznic jest głęboka przepaść - wyraźnie odczułam różnicę w nawilżeniu skóry. A najbardziej lubię, gdy pianka pod wpływem wody zamienia się w bardzo delikatny myjący kremik:) No i ten zapach - kosmetyki firmy Dove zawsze rozpieszczały mój nos;)

Dove, Szampon do włosów zniszczonych z czerwonymi algami Regenerate Nourishment

Na początku z obojętnością spojrzałam na ten szampon - w końcu nigdy nie używałam produktów do zniszczonych włosów. Jakże bardzo byłam w błędzie! To jeden z najbardziej genialnych szamponów ever:) Bałam się, że obciąży moje mieszane włosy, ale nic takiego się nie stało. Jest to jedyny szampon, który odmienił wygląd moich włosów o 180 stopni - są one po jego użyciu miękkie, sypkie, dociążone i błyszczą na kilometr:) Nawet nie widać tak bardzo przesuszonych i rozdwojonych końcówek. Jestem zachwycona jego działaniem i myślę, że na jednym egzemplarzu się nie skończy:)


Eveline, Antycellulitowe serum liftingujące oraz Kawowe serum wyszczuplająco - drenujące

Firma Eveline chyba do końca życia będzie mi się kojarzyć ze świetnym serum na cellulit. Nic dziwnego, skoro te kosmetyki naprawdę działają! Szczególnie jestem zadowolona z tego kawowego - potrafił już po tygodniu codziennego stosowania wygładzić większość mojego cellulitu, dzięki temu mogłam wskoczyć w krótkie spodenki przy nagłym upale bez obaw, że ktoś zobaczy te fale Dunaju na moich udach:) Zresztą, poniżej przeczytacie bardziej szczegółową recenzję:



Gosh, Nawilżający podkład Foundation Drops 004

Produkt ten jest moim ulubieńcem minionego roku. Podoba mi się w nim to, że cera wygląda po nim na bardzo promienną i świeżą, bardzo dobrze kryje i utrzymuje się na skórze. Jest to kolejny kosmetyk, który teoretycznie nie powinien sprawdzić się na mojej skórze, która jest mieszana, a bardzo mile mnie zaskoczył i służył mi bardzo dobrze:)


Farmona, Nivelazione Dezodorant do stóp i butów

Jedyny dezodorant do stóp, który u mnie działa. Dobrze zabezpiecza buty oraz stopy przed przykrym zapachem i doskonale je odświeża. Produkt, który na pewno kupię ponownie. 


Indigo, Krem do rąk Seventh Heaven

Jest to krem o nieco treściwszej konsystencji, który był ze mną całą zimę. Świetnie nawilża i chroni skórę przed zimnem, a przy tym ma wspaniały perfumowany zapach. Jest też niesamowicie wydajny, na pewno nie zdążę go zużyć przed upływem daty ważności...:)


Lirene, Fluid dopasowujący się do koloru cery Perfect Tone, 120

Kolejny fluid, który bardzo mile mnie zaskoczył:) Nie jest matujący, ale też nie błyszczy się na skórze - podobnie jak w przypadku podkładu od Gosha cera po nim jest świeża i promienna:) Ma średnie krycie. Idealny podkład na dzień:)


Palmer's, Ujędrniające masło do ciała

Daleko mu do konsystencji typowego masła do ciała - nie jest tak bardzo tłuste, nazwałabym ten produkt raczej balsamem. Dobrze się wchłania, świetnie nawilża, wygładza i ujędrnia. Nie działa aż tak błyskawicznie jak serum od Eveline (serum z reguły jest mocniejsze), ale widać znaczną poprawę w strukturze skóry przy jego regularnym stosowaniu. Ma jak dla mnie trochę dziwny zapach, niby kakaowy, ale można w nim wyczuć coś kwaskowego - nie jest on jednak w żaden sposób nieprzyjemny:) Mojemu mężowi kojarzy się z goframi z czekoladą:) Zawiera masło kakaowe, oliwę z oliwek, olej kokosowy i masło shea.


Tołpa, 2-etapowy zabieg oczyszczająco-kojący

Są to dwie połączone ze sobą saszetki, w jednej znajduje się maska-peeling hydroenzymatyczny, w drugiej - maska-kompres nawilżająco-odprężająca. Szczególną uwagę muszę zwrócić na peeling - byłam dosłownie w szoku, gdy zobaczyłam, że pozbył się czarnych zaskórników na moim nosie! Nie podejrzewałam go o tak wspaniałe, a zarazem delikatne właściwości oczyszczające. Zarówno peeling jak maska nie podrażniają skóry, świetnie sprawdzą się do skóry wrażliwej, naczynkowej. Zostawiają skórę mocno nawilżoną, gładką, ale nie przetłuszczoną. Z pewnością kupię ponownie!



To by było na tyle:) Oczywiście nie twierdzę, że reszta kosmetycznych upominków nie była dobra, lecz powyżej wymienione produkty to kosmetyki, z którymi już nie chciałabym się rozstawać - tak świetnie mi służą, że chciałabym zwrócić na nie Waszą uwagę. Być może i Wy znajdziecie na tej liście swoje perełki?:)

Buziaki,
Maddie Ann:)

_____________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej
Obsługiwane przez usługę Blogger.