Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Efekt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Efekt. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Lakier do paznokci Jelly Look Flormar - recenzja

Hej!

Dawno nie było nic o lakierach do paznokci:) Dziś zaprezentuję Wam emalię, której kolor już dawno mi się marzył, ale udało mi się go dorwać dopiero podczas wizyty w Krakowie na stoisku Flormaru (bo w Kielcach oczywiście tej firmy nie ma) w Galerii Krakowskiej.

Lakier ma nazwę Coral Red i koralowa czerwień to nie jest;) To jest śliczny, delikatny pomarańczowy:) Emalia ma zapewniać efekt żelowych paznokci, zawsze się śmiałam z tego "efektu" w standardowych lakierach, spróbowałam już "żelowego" lakieru z Avonu i raczej żelowego efektu nie mogłam się w nim dopatrzeć. Wydaje mi się, że jeśli ktoś obiecuje żelowy efekt, to znaczy, że lakier ma wyglądać na gęsty i musi ładnie błyszczeć. I tutaj flormarowskiemu lakierowi należą się brawa:) Lakier wygląda jak tafla na paznokciach, połysk jest rewelacyjny:)  Efekt gęstego, żelowego lakieru zapewnimy sobie po nałożeniu dwóch warstw - jedna warstwa w normalnej ilości, a druga dość gruba.

Rezultat mamy taki:



Na zdjęciu widać, że ten kolor jest mocno pomarańczowy. Tak naprawdę jest on nieco rozbielony, bardziej to widać na buteleczce:)

Lakier utrzymuje się około 3-4 dni, przy większych pracach manualnych na następny dzień może już odpryskiwać. Mimo wszystko jestem z niego zadowolona, daje fajny efekt na paznokciach i jeśli nie mam w planach prania ręcznego, mycia naczyń czy innych prac to potrafi się utrzymać 4 dni:)

Daję 5/6 gwiazdek:)


Napiszcie, czy się Wam podoba:)

Czytaj dalej

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rossmanowe promocje, czyli to, co udało mi się upolować



Cześć!

W dniach 22-27 kwietnia w Rossmanie można było się obłowić w podkłady, pudry, róże, korektory i bronzery dzięki aż 49-procentowej obniżce. W tym momencie Rossman przygotował promocje na tusze do rzęs, cienie, kredki…. A Drogeria Natura zaprasza na -40% na całą kolorówkę…. Czasem jestem zła, że prawie wszystkie topowe drogerie zasypują nas obniżkami w jednym momencie (duży wydatek), ale z drugiej strony ma to swoją zaletę – kupuję raz a porządnie!

Raz?.....

Hmm….

Sama siebie oszukuję, przecież za 3 tygodnie, kiedy mój organizm się uspokoi po dawce nowych kosmetyków, polecę do drogerii i znowu coś kupię…
(też tak macie? ;) )

A więc skusiłam się na dosłownie kilka rzeczy, postawiłam na kremy BB, gdyż idzie lato i potrzebuję czegoś lekkiego, poza tym ilość ciężkich i matujących podkładów w mojej kosmetyczce nieco mnie przeraża.

Co udało mi się kupić?

Są to 2 kremy BB i puder brązujący, ponadto skusiłam się jeszcze na krem nawilżający do twarzy, który miał akurat niską cenę.

Pierwszy z BB to ten z Rimmela w odcieniu Light i już odważę się napisać, że jest to najlepszy krem BB z jakim miałam do czynienia. 



Zobaczmy, co obiecuje producent:






Krem genialnie nawilża, konsystencja jest troszkę cięższa niż lekki podkład, ale akurat to mi bardzo pasuje. Jak pisałam, mam dość ciężkich podkładów i pożądam w tym momencie jak najbardziej naturalnego efektu, co ten krem zapewnia mi w stu procentach. Przy tym świetnie kryje, a tym jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Nawet mój chłopak stwierdził, że z tym kremem wyglądam o wiele lepiej, tak bardziej naturalnie:) Ponadto kolor bardzo mi podpasował. Niestety w moim przypadku na strefę T potrzebuję pudru, ale delikatne przypudrowanie tej części twarzy w zupełności wystarczy – skóra może nie jest bardzo zmatowiona, bardziej rozświetlona, wygląda na zdrową i jak do tej pory nie musiałam dokonywać poprawek w ciągu dnia. Dla tłustych cer jednak zdecydowanie nie polecam – chyba była tam wersja matująca, więc każdy będzie zadowolony:)

Z pewnością ten krem będzie moim ulubieńcem.

Drugi krem BB to Astor, wybrałam wersję rozświetlającą w odcieniu Ivory.




Konsystencja jest zdecydowanie lżejsza i, co za tym idzie, krem ma trochę mniejsze krycie. Żeby był on jakoś bardzo rozświetlający to nie powiem (porównuję go do rozświetlającego podkładu Rimmel Wake me up). Dla mojej mieszanej cery nie sprawdził się zbyt dobrze, mimo przypudrowania strefy T skóra się świeci (hmm, to niby miał być ten efekt rozświetlający?), ponadto kolor jest dla mnie odrobinę za ciemny, a wybrałam jaśniejszy z dostępnych i  niestety nie wygląda to na mojej skórze naturalnie. Jeśli jesteście Bladymi Twarzami to niestety ciężko będzie dobrać odcień. Wydaje mi się, że ten krem może być dobry dla cer suchych, mimo swojej lekkiej konsystencji, choć dostępna była jeszcze wersja Care, czyli nawilżająca, która miała konsystencję zdecydowanie cięższą i bogatszą, więc ona chyba będzie bardziej odpowiednia dla przesuszonej skóry.

Niestety, BB Glow z Astora nie kupię ponownie.

Tutaj porównianie obydwóch BB.


Od razu widać różnicę w konsystencji - Rimmel bogatszy, gęstszy, Astor lżejszy.

Trzecim produktem, który upolowałam na promocjach jest puder brązujący dla brunetek firmy L’oreal.




Skusił mnie kolor, szukałam lekko popielatego brązu, takiego wpadającego w zimne tony, gdyż jestem typową zimą i mimo ciemnych włosów mam bardzo jasną cerę.



Na pierwszy rzut oka faktycznie taki jest – chłodny odcień brązu (kiedyś nie pomyślałabym, że istnieje takie coś jak „zimny brąz”, przecież brązowy to ciepły kolor… :) ). Jednak przy aplikacji mnie zawiódł – kolor jest cieplejszy niż się spodziewałam. Chciałam uniknąć opalonej na siłę twarzy, ale mi się nie udało :(. Użyłam go do tej pory tylko raz  i mogę powiedzieć, że dla wprawionej ręki aplikacja bronzera będzie nawet przyjemna (pigmentacja dobra), ale jeśli dopiero uczycie się używać bronzera polecam przed aplikacją przypudrować policzki – nie zrobicie sobie plam:) Nie wypowiem się jednak co do kwestii wytrzymałości, po prostu za krótko go używałam, ale jeśli będziecie chcieli wiedzieć, piszcie :).

Oprócz bronzera puder ma też część rozświetlającą. Jest bardzo delikatny rozświetlacz z malutkimi drobinkami, będzie idealny na dzień.


Kończy mi się mój krem nawilżający do twarzy z L’orientu (recenzja już niebawem!), więc skorzystałam z okazji i zakupiłam krem firmy Garnier, która akurat przeceniony był do 7,99 zł (normalna cena to około 13 zł). Dlaczego akurat ten? A bo moja mama bardzo go sobie chwali:) Posiada jednak wersję do skóry przesuszonej (kolor opakowania – różowy), mój jest do normalnej i delikatnej i, co najważniejsze, z SPF 20. Bardzo spodobała mi się jego lekka, ale nawilżająca konsystencja, bardzo takie lubię, więc nie mogę się doczekać, kiedy go wypróbuję.



Może to nie są jakieś łupy za kilka stów, ale zawsze to coś nowego w mojej kosmetyczce:) Dajcie znać, czy również skorzystaliście z Rossmanowych promocji i jakie są Wasze wrażenia:)

Czekam na komentarze!

Pa! :)

Czytaj dalej
Obsługiwane przez usługę Blogger.