Cześć!
Dziś będzie wpis bez recenzji:) Postanowiłam wyróżnić w tym poście typy klientów, którzy przychodzą
do sklepu z kosmetykami, w którym pracuję i swoim zachowaniem na długo zapadają
mi w pamięć – i to zazwyczaj w tym negatywnym sensie.
1. „Chcę coś na prezent”
Zazwyczaj posiada prawie zerową wiedzę o osobie, którą chce
obdarować. Potrafi jedynie określić płeć (wow!) i czasem wiek („no taka w moim
wieku”), co stawia mnie, jako sprzedawcę w kłopotliwej sytuacji („czyli dla
osoby koło 50-tki?” „CO PANI!! Ja mam 40 lat!” albo „W takim razie polecam pani
tą silnie przeciwstarzeniową serię kosmetyków”– hipotetyczne sytuacje). Dziwi
mnie sam fakt, że taki ktoś zawitał do sklepu z kosmetykami. Przecież nie
polecę konkretnej linii produktów, nie znając wieku, już nie wspomnę o rodzaju
cery osoby obdarowywanej. Na szczęście
sklep oprócz kosmetyków oferuje produkty niekosmetyczne, na przykład zapachy do
wnętrz. Schody zaczynają się w momencie, gdy osobnik taki powie: „Eee nie
spodoba się”/”To oklepane, zbyt proste”. Moje nerwy są czasem na granicy
zepsucia, bo takiej osobie chyba nic się nie spodoba lub dany kosmetyk może jej
zaszkodzić. Pół biedy jeśli osobnik „Chcę coś na prezent” pobędzie w sklepie
kilka-klikanaście minut, co innego jeśli spędza w nim godzinę i jest jeszcze na
mnie zły, że nic mu nie poleciłam!
2. „Bo wie pani…”
Typowe plotkary, w 99% przypadków kobiety. Starsze kobiety.
Snując swoje często wyssane z palca opowieści o klientce, która przed chwilą
wyszła, a mieszka niedaleko i była
niedawno w szpitalu, więc chyba ma raka, a jej syn wyjechał do Włoch i
zarabia dużo pieniędzy, bo pracuje dla mafii, przeszkadzają mi w pracy.
Zazwyczaj przychodzą w dniu dostawy, przed świętami Bożego Narodzenia, w Dniu
Matki, Kobiet czy w Walentynki. Mają zdolność do perfekcyjnego wyczuwania
atmosfery ogromu pracy i skutecznego przerywania jej ciągłości. W efekcie
sprzedawca musi zostać po godzinach.
3. „Do jakiej skóry potrzebuje pani kremu?” „Do mojej.”
Czasem przypieczętowane zdaniem: „Niech pani dotknie!”. Przypadek śmieszny, aczkolwiek denerwujący po
jakimś czasie. W takim przypadku sprzedawca ratuje się dodatkowymi pytaniami,
na których odpowiedzi mają określić mniej więcej typ skóry.
4. „Czemu tu jest tak drogo?”
Pracuję w sklepie ze średnią półką cenową, więc obiektywnie
patrząc drogo nie jest, ale super tanio też nie. Rozumiem, że ludzie nie mają pieniędzy.
Szkoda tylko, ze ludzie nie rozumieją, że nie ode mnie zależą ceny produktów.
Moja mała rada: nie stać Was? Nie wchodźcie i nie trujcie dupy sprzedawcy, bo
on ma słabe nerwy i żadnego wpływu na ceny.
5. „Poproszę rabat”
Bliski krewny osobnika „Czemu tu jest tak drogo?”.
Szantażysta: „Jeśli nie da mi pani rabatu, to tego nie kupię”, „W sklepie przy
ulicy X jest taniej! Tam pani od razu dała mi rabat!” Proponuję zapoznanie się
z różnicą między wyrazami „sklep prywatny” i „sieć sklepów”. Sprzedawca w
sklepie, która należy do sieci NIE MOŻE udzielić rabatu, w momencie, kiedy nie
ma akcji rabatowej lub klient nie posiada kuponu promocyjnego (oczywiście
aktualnego). W niektórych sieciówkach mógłby wylecieć za to z pracy. Naprawdę
chcecie pozbawiać ludzi pracy? I jeszcze jedno: skoro pani w innym sklepie dała
Wam aż 50% rabatu na produkt, mało tego, zawsze daje Wam rabaty, to znaczy, że
jej produkty są gówno warte.
6. „Pewnie i tak nie działa…”
We wszystkich przypadkach to zdanie okraszone jest
szyderczym śmiechem. Zazwyczaj typ ten dodaje „A co pani gada, to wszystko to
kłamstwo!” Skąd, do jasnej cholery, wiesz, że dany produkt nie działa, skoro go
nie stosowałeś? Czy ja rozmawiam z Davidem Copperfieldem? Czy z wróżbitą
Maciejem? Jest to jeden z najgorszych typów klientów, przynajmniej dla mnie,
ponieważ podważa moje kompetencje. Nienawidzę tego.
7. „Dlaczego te kosmetyki tu stoją?!”
Pytanie, na które w pierwszej chwili nie potrafię
odpowiedzieć, jedyne, co mogę zrobić to wybałuszyć oczy. Uwierzcie, że są tacy nawiedzeni
klienci, którzy mają pretensje, że sklep ma logo w kolorze różowym, podłoga nie
jest wyścielona czerwonym dywanem, a sprzedawca ma czelność oddychać. Zazwyczaj
upatruję w życiu prywatnym takich osobników same niepowodzenia.
Najprawdopodobniej taki ktoś stracił pracę, urodziło mu się czarnoskóre dziecko
lub przegrał w kasynie ostatnie 5 złotych i przyszedł się wyżyć na sprzedawcy.
Do klientów: jeśli reprezentujecie któryś z typów, to
zastanówcie się, czy warto przelewać swoje życiowe niepowodzenia na Bogu ducha
winnych sprzedawców. Zastanówcie się, jaką rolę ma sprzedawca w sklepie – ma on
profesjonalnie doradzać, sprzedać produkt, przyjąć pieniądze i ewentualnie
wydać resztę. Kulturalnie Was przywitać i pożegnać. Nie jest kukiełką do
pomiatania, ani powiernikiem Waszych sekretów. Nie jest robotem, który robi
wszystko automatycznie, a po obsłudze poleruje Wam buty na pożegnanie i który
nigdy się nie myli, nie popełnia błędów. Jest takim samym człowiekiem jak Wy. I
to dość cennym, ponieważ posiada wiedzę, której Wy nie macie , a która może Wam
pomóc.
Do sprzedawców: spróbujcie się zdystansować. Wiem, że to
trudna sztuka, ale uwierzcie mi, że warto. Wasze zdrowie jest ważniejsze niż
czyjeś wyolbrzymione zachcianki czy nieuzasadnione pretensje. Jesteście
profesjonalnie przeszkoleni, macie wiedzę, zachowujecie się kulturalnie, więc
każda bezsensowna krytyka powinna po Was spływać. Doceńcie spokojne chwile
spędzone w domu, wśród rodziny czy ukochanej osoby – nie rozpamiętujcie
niemiłych chwil w pracy, bo naprawdę można się od tego rozchorować, niestety
coś o tym wiem;)
Czytaj na blogu: Denerwujący klienci - kolejne typy...
Czytaj na blogu: Denerwujący klienci - kolejne typy...