Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eveline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eveline. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 sierpnia 2017

Pogromca cellulitu? Serum wyszczuplająco - drenujące z zieloną kawą Eveline | RECENZJA



Z cellulitem walczy wiele kobiet, jedne z lepszym, drugie z gorszym skutkiem. Wszystko zależy od tego, co jemy, jak (i czy w ogóle) się ruszamy. Kosmetyki są raczej na drugim miejscu, ale uważam, że nie może ich zabraknąć w pielęgnacji antycellulitowej, dlatego jak widzę na półce w drogerii kosmetyk z takim działaniem, to muszę się nim zainteresować.

Czytaj na blogu: JAK WALCZĘ Z CELLULITEM?

Tym razem jednak testuję produkt, którego nie kupiłam, lecz który otrzymałam od Eveline w ramach tegorocznej konferencji Meet Beauty. Nie powiem, że nie pisnęłam z radości na jego widok - jedno serum antycellulitowe od tej firmy miałam już okazję sprawdzić i byłam z niego zadowolona. Serum kawowe, bo to o nim dziś mowa, poszło w ruch od razu, jak tylko wpadło mi w ręce. Czy mnie urzekło? Czytajcie dalej:)




OPIS, SKŁAD

___________________________________________

Na początek przybliżę obietnice producenta i składniki aktywne:



Działanie produktu ma opierać się przede wszystkim na detoksie i dostarczeniu komórkom skóry składników aktywnych, których głównym zadaniem jest spalanie tkanki tłuszczowej, drenaż i pobudzenie krążenia. Jakie to składniki?

Na początku mamy dwa kompleksy, do których szczerze mówiąc podeszłam dość sceptycznie (po pierwsze nie znałam nazw tych kompleksów, po drugie zdecydowanie wolę polską nazwę składnika i bardziej przychylnie patrzę na wyciągi roślinne, a nie jakieś innowacyjne kompleksy, których świat jeszcze nie widział, a zagraniczna nazwa ma przyciągnąć klienta, że niby ten kosmetyk to taki super ą i ę), ale po zagłębieniu się w temat uważam, że jest w nich całkiem spory potencjał:

Purisoft - peptyd ekstrahowany z nasion drzewa Moringa, "działa jak magnez, przyciągając zanieczyszczenia i hamując wnikanie toksyn wgłąb skóry."

Intenslim - kompleks na bazie imbiru cytwarowego i ekstraktu z Globularia cardifolia (hmm, sprawdźmy co to, bo przecież na opakowaniu nie napisane: kulnik sercolistny, taki ogrodowy kwiatuszek), "silnie wyszczuplający, aktywuje syntezę enzymu kluczowego do spalania tkanki tłuszczowej, a także przywraca komórkom tłuszczowym prawidłowy rozmiar i kształt. Znacząco redukuje ilość tkanki tłuszczowej na brzuchu, biodrach i udach."

Ekstrakt z zielonej kawy - "przyspiesza proces spalania tłuszczu w komórkach, działa drenująco i stymuluje mikrokrążenie."

Kofeina - "redukuje objętość komórek tłuszczowych oraz hamuje proces powstawania owych adipocytów."

Alga fucus vesiculosus - "zwana pogromcą cellulitu, działa silnie ujędrniająco i uelastyczniająco, redukuje rozstępy oraz widocznie wygładza grudkową postać skórki pomarańczowej."

Kigelia africana - kigelia afrykańska albo drzewo kiełbasiane (owoce tej rośliny wyglądają jak dorodne kiełbasiska :)), "spektakularnie ujędrnia skórę", a to dlatego, że zawierają saponiny i flawonoidy i które reperują włókna kolagenowe.

Dodatkowo na drugim miejscu w składzie znajdziemy glicerynę, a na czwartym olej sojowy.

Według 4-tygodniowego badania na grupie kobiet serum zwalcza uporczywy cellulit w 89% i usuwa nadmiar płynów w 76%.



OPAKOWANIE, ZAPACH, KONSYSTENCJA
__________________________________________

250ml serum znajduje się w tubie, innego opakowania raczej nie znajdziecie. Ma o swoje plusy i minusy - na pewno jednak tubka jest higieniczna, aczkolwiek z drugiej strony możemy mieć problem z wydobyciem całości kosmetyku z opakowania, ale wtedy wystarczy mieć przy sobie nożyczki i je przeciąć.



Zapach? Dość przyjemny, o ile lubi się kawę z miętą. W konsystencji serum przypomina kremo-żel. Jest ono lekkie, szybko się wchłania, choć na początku delikatnie się klei, ale przeżyjecie:) I, najważniejsze, serum ma działanie termiczne, w tym przypadku chłodzące. Chłodzi i to grubo, więc podczas upałów to sama przyjemność je stosować.
















MOJA OPINIA
__________________________________________

Producent zaleca stosowanie serum dwa razy dziennie, wmasowując je w skórę okrężnymi ruchami. Niestety mi się nie chciało smarować dwa razy (jak zwykle), robiłam to raz dziennie, najczęściej wieczorem, po kąpieli. Zwracałam jednak uwagę na dokładne wsmarowanie serum i faktycznie   starałam się to robić okrężnymi, dość intensywnymi i szybkimi ruchami, bo jak wiadomo, masaż także doskonale wpływa na pobudzenie krążenia i drenaż, dzięki temu też dajemy szansę składnikom aktywnym wchłonąć się w skórę.

Muszę koniecznie zaznaczyć, że serum daje efekt już po pierwszym użyciu. Tym efektem nie jest oczywiście całkowite pozbycie się cellulitu, lecz wyraźnie odczuwalne wygładzenie skóry. Im dłużej je stosowałam tym to wygładzenie stawało się nie tylko wyczuwalne, ale i widoczne - struktura skóry wygląda zdecydowanie lepiej już po tygodniu, co było dla mnie absolutnym zaskoczeniem. Potem przy zebraniu skóry z uda w dłoń nie była już ona tak bardzo pofałdowana i grudkowata, jak przedtem.

Serum oczywiście nie zwalczyło cellulitu całkowicie (tego nie oczekiwałam), lecz uważam, że i tak radzi sobie lepiej i szybciej niż inne kosmetyki antycellulitowe. Myślę, że jeśli czeka Was na dniach jakaś impreza, a chciałybyście założyć krótszą sukienkę mimo tego, że nie jesteście zadowolone z wyglądu swoich ud, to warto zainwestować w ten produkt. Smarowanie się nim dwa razy dziennie (z dokładnym masażem) da efekt gładszej i jędrniejszej skóry, a skórka pomarańczowa nie będzie tak bardzo widoczna.











Moja ocena: 6/6 - nie mam się do czego przyczepić. Serum jest skutecznie i wygodne w użyciu. 



GDZIE KUPIĆ?: Rossmann, drogerie internetowe
CENA: 19,99 (Rossmann), 17-34zł (w Internecie)


Serum to pojawiło się już na moim InstaStory - jeśli wolicie słuchać niż czytać to serdecznie zapraszam na mojego Instagrama, czasem do Was gadam:) Link poniżej:)



Stosujecie kosmetyki antycelluitowe? :)

Buziaki,
Maddie Ann:)

__________________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!

FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej

piątek, 17 marca 2017

Precious Oils Lip Scrub Eveline vs Pomadka peelingująca Sylveco - recenzja porównawcza


Pomadka peelingująca to kosmetyk, którego absolutnie nie może zabraknąć w mojej kosmetyczce (i w torebce, w kieszeni płaszcza czy fartucha w pracy:)). Moje usta uwielbiają, gdy przejeżdżam po nich chropowatą powierzchnią sztyftu, a najlepiej, żeby był on przy okazji napakowany pielęgnującymi olejami. Taka formuła zapewnia suchej skórze moich ust odpowiednie nawilżenie, natłuszczenie i gładkość.

Do tej pory moim jedynym ulubieńcem była pomadka peelingująca Sylveco. Jednak ja, jak to ja, cały czas szukam czegoś nowego i jeszcze lepszego, więc gdy dowiedziałam się, że w szafie Eveline wreszcie pojawił się peeling do ust, postanowiłam zakupić i wypróbować. 

Dziś biorę pod lupę obydwie pomadki razem i porównam je pod każdym względem. Która okaże się lepsza? Zobaczmy!

Skład:

Precious Oils Lip Scrub, Eveline 




"GENTLE EXFOLIATING LIP SCRUB łączy w sobie zaawansowaną technologicznie formułę GOTALENE RS oraz drogocenne, naturalne olejki roślinne: arganowy, migdałowy, kokosowy i awokado. Aktywne składniki odżywcze olejków zapewniają odpowiedni poziom nawilżenia i odżywienia. Koktajl witamin E i C hamuje proces starzenia, sprzyja syntezie ceramidów, wzmacniając barierę lipidową naskórka. Przeciwdziała rozpadowi kolagenu oraz stymuluje jego syntezę. Usta odzyskują wyraźny kontur, blask oraz zdrowy i piękny wygląd. Formuła bogata w delikatne drobinki bardzo łagodnie usuwa martwe komórki naskórka, wygładza usta, zapobiegając ich pękaniu i podrażnieniom." 

Skład: Ricinus Communis Seed Oil, Polylactic Acid, Cera Alba, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Copernicia Cerifera Cera, Stearyl/PPG-3 Myristyl Ether Dimer Dilinoleate, Myristyl Lactate, Caprylic/Capric Triglyceride, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Behenyl Alcohol, Palmitic Acid, Stearic Acid, Hydroxyethyl Cetearamidopropyldimonium Chloride, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Polyethylene, Cocos Nucifera Oil, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Cera Microcrystallina, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Persea Gratissima Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Dehydroacetic Acid, Parfum, PEG- 8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Argania Spinosa Kernel Oil, Dipotassium Glycyrrhizate, Linalool, Citronellol, Benzyl Benzoate, CI 77891, CI 45410

Producent określa peeling jako "gentle", czyli delikatny. Skład opiera się przede wszystkim na oleju rycynowym i woskach, ale znajdziemy tu także olej kokosowy, ze słodkich migdałów, arganowy, avocado oraz ekstrakt z aloesu.

Pomadka peelingująca Sylveco

"Hypoalergiczna, odżywcza pomadka, zawierająca naturalne drobinki ścierające w postaci brązowego cukru trzcinowego. Taki peeling delikatnie złuszcza i doskonale wygładza usta. W składzie pomadki znajduje się bogaty w przeciwutleniacze i kwasy NNKT olej z wiesiołka o właściwościach silnie regenerujących. Pozostałe oleje, wosk pszczeli i masła roślinne pielęgnują delikatny naskórek ust, zapobiegają ich wysychaniu i pękaniu. Aktywny składnik – betulina – działa kojąco na wszelkie podrażnienia, łagodzi objawy opryszczki."

Skład: Glycine Soja Oil, Cera Alba, Sucrose, Lanolin, Oenothera Biennis Oil, Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax, Theobroma Cacao Seed Butter, Butyrospermum Parkii Seed Butter, Betulin,
Prunus Amygdalus Amara Oil.

Pomadka Sylveco peelinguje przez zawartość cukru i tutaj pierwszy plus dla tej firmy. Skład jest o wiele krótszy, mamy tu praktycznie same oleje i masła, lanolinę, wosk i betulinę.

OCENA: Eveline 0 - Sylveco 1
______________________________________

Opakowanie, forma

Jak widać na zdjęciach jest ono takie samo w przypadku obu pomadek. Są w formie wygodnego, wykręcanego sztyftu, co pozwala na "obsługę" pomadki jedną ręką. Różnica w tym przypadku jest tylko jedna - forma zakończenia. Eveline jest ścięta jak typowa szminka, Sylveco jest zakończona płasko. Jednak dla mnie obydwie formy się sprawdzają, nie ma żadnego znaczenia czy pomadka jest ścięta czy nie. Punkt dla obu peelingów:)

OCENA: Evelina 1 - Sylveco 1
______________________________________

Wykończenie:

Ta strefa jest dla mnie dość ważna, więc zawsze zwracam na nią uwagę. Pomadka Sylveco daje olejowate wykończenie i jest to wyraźnie wyczuwalne. Bardzo to lubię, mam wrażenie, że moje usta są lepiej pielęgnowane dzięki temu. W przypadku peelingu Eveline efekt na ustach jest kremowy, choć bardziej określiłabym jako woskowy, trochę bardziej sztuczny, przyszło mi na myśl nawet kiedyś, że efekt jest taki jakby wymieszać krem ze... stopioną świecą. I jeszcze jedna, chyba najistotniejsza dla mnie różnica - pomadka Eveline zostawia różowo-perłowe wykończenie na ustach, czego kompletnie nie mogę wybaczyć. Co prawda ten rezultat po jakimś czasie znika, lecz nijak nie mogę tej pomadki użyć publicznie, bo wygląda to na moich ustach okropnie, a drobinki peelingujące są na takim podłożu dość widoczne.

Na zdjęciach poniżej starałam się Wam pokazać różnice w wykończeniu, jakie dają obydwie pomadki.

Sylveco:



Eveline:


OCENA: Eveline 0 - Sylveco 1
_____________________________________

Działanie:

Przez moc olejów, które nie są jakby "zagłuszane" przez woski w recepturze, zdecydowanie wybieram pomadkę Sylveco pod tym względem. Nawilżenie i natłuszczenie oraz zmiękczenie ust utrzymuje się dłużej niż w przypadku peelingu Eveline. Nie twierdzę, że peeling Eveline w ogóle nie nawilża - owszem robi to, dobrze wygładza, lecz znika z powierzchni ust szybciej i mam ochotę użyć go ponownie po jakimś czasie, gdzie po Sylveco nadal moje usta byłyby nawilżone.

Działanie peelingujące w obu pomadkach jest praktycznie takie samo, obydwie wspaniale wygładzają i pozbywają się suchych skórek.

OCENA: Eveline 0,5 - Sylveco 1
_____________________________________

Cena i dostępność:
Cena peelingu Eveline to 16zł; pomadka Sylveco na stronie firmy kosztuje 10,50. Obydwie ceny są dla mnie jak najbardziej do przyjęcia.

Eveline jest zdecydowanie bardziej dostępna niż Sylveco. W praktycznie każdym mieście za rogiem stoi Rossmann, więc można ją szybko znaleźć i taniej zapłacić. Firma Sylveco może być dostępna w sklepach z naturalnymi kosmetykami, widziałam ją także w Drogerii Natura, lecz na ich stronie niestety nie znalazłam pomadki peelingującej. 

OCENA: Eveline 1- Sylveco 0,5
_____________________________________

Na pięć możliwych do zdobycia punktów pomadka Eveline otrzymuje 2,5 punkta, pomadka Sylveco 4,5. Jak więc widzicie ta druga firma bardziej mnie przekonała do swojej pomadki. Po pierwsze świetnie działanie peelingujące i pielęgnacyjne, które utrzymuje się dłużej niż przy Eveline. Po drugie perłowa poświata, którą zostawia Eveline sprawia, że nie kupię jej ponownie. W tym momencie używam jej tylko w domu, gdzie takie wykończenie kompletnie mi nie przeszkadza. Kiedy wychodzę zawsze mam przy sobie pomadkę Sylveco.


Dajcie znać, czy miałyście do czynienia z tymi pomadkami 
i napiszcie jakie są Wasze odczucia:)

Buziaki,
Maddie Ann:)
_____________________________________
 
BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Haul z Rossmanna, pierwsze wrażenia :)

Hej:)

Ja wiem, że wielkie promocje w Rossmannie -49% na kosmetyki do makijażu to już dawno skończony temat, ale nie zdążyłam Wam jeszcze pokazać, co udało mi się kupić:) Szybka ja, jak zwykle;)

Czy się wykosztowałam? Wydaje mi się, że nie, w każdym bądź razie nie doprowadziłam do spłukania portfela z ostatnich pieniędzy, a siebie do stanu głodowego, więc chyba jest dobrze;) Ciekawi, co upolowałam? Czytajcie dalej:)


Na podkłady czaiłam się chyba najbardziej, ale tym razem nie zakupiłam mego ukochanego Face Finity od Max Factora. Chciałam wypróbować czegoś innego, no bo po co mieć jeden idealny podkład w kosmetyczce? Trzeba szukać jeszcze bardziej idealnego;) Postawiłam na Rimmel Lasting Finish, Dr Irena Eris Podkład matujący Provoke i na najnowszy podkład od Lirene No Mask (niestety zabrakło go na zdjęciu). Rimella użyłam raz i mi się nie spodobał, coś schodził mi z twarzy i ciemniał za mocno, ale może to pierwsze koty za płoty, mam nadzieję. Podkład od Lirene nie spodobał mi się jeszcze bardziej, ewidentnie moja cera chciała się go pozbyć z twarzy, fluid ścierał się i zebrał w paru miejscach, a najgorszy w nim jest kolor - wzięłam najjaśniejszy 01 beżowy chyba - przy nakładaniu super, a za godzinę.... maska na buzi. A miało być No Mask.


Najbardziej odpowiada mi podkład matujący Provoke - coś czuję, że ma ambicję przegonić Max Factora:) Jest świetny, szkoda tylko, że jest też drogi, kosztował mnie co prawda około 45 złotych, ale bez promocji trzeba za niego zapłacić prawie 90, czy jakoś tak. 

Do koszyka wrzuciłam jeszcze bazę zwężającą pory od Bell, ale jeszcze nie miałam okazji jej użyć, więc nic o niej nie napiszę:)

W drugim tygodniu promocji pokusiłam się na sławną już chyba paletę Neutral od Wibo, po zniżce kosztowała jakieś śmieszne pieniądze, chyba około 15zł.  Wygląd paletki przepiękny, niestety matowe cienie nie są zbyt dobrze napigmentowane. Szkoda, bo wszystkie kolory w paletce są bardzo w moim guście.


Zachciało mi się też kolorowego eyelinera, tak na lato. Zadowolona z czarnej wersji tuszu do kresek Celebrities od Eveline postanowiłam zakupić taki sam w kolorze niebieskim. I to był strzał w kolano. Używam go czasem, kolor jest fajny, ale jest tusz jest dziwnie... rozrzedzony i kolor nie jest tak wyraźny na powiece, co sprawia, że muszę go poprawiać, a jak już to robię to rozmazuję sobie kreskę, którą przed chwilą zrobiłam. W efekcie namalowanie takiej kreski nie trwa u mnie jak zwykle 30 godzin, tylko 30 lat.

Nie pisałam Wam jeszcze tego, ale chyba mam uczulenie na lakier hybrydowy. Męczę się chyba od marca ze swędzącymi palcami, ale nie wyobrażam sobie życia bez pięknie pomalowanych i trwałych paznokci. Niemniej jednak skorzystałam z okazji i kupiłam niby-żelowy lakier od Wibo plus baza plus top, bez używania lampy i w ogóle Ameryka. Cudów się nie spodziewałam, ale myślałam, że ten tydzień to ten lakier na paznokciach poleży. A gdzie tam. Już następnego dnia musiałam zmyć Wibo i nałożyć hybrydę :/

A teraz usta. Skusiłam się na Lip Booster od Eveline - jest boski! Delikatnie chłodzi i pięknie nabłyszcza usta:) Lubię gęste i ciężkie produkty na moich ustach, a Lip Booster w pełni mi to zapewnia:) Kocham ten jego brzoskwinkowy zapach! Zdecydowanie polecam:)


Byłam bardzo ciekawa nowych szminek Juicy Color od Wibo. W zasadzie to jest to pomadka i balsam do ust 2 w 1. Zdecydowałam się na dwa kolory - koralowy i mocno czerwony. I o ile ten drugi jest wspaniały - kremowy, nawilżający i trwały, to koralowy zbiera się w załamaniach ust.... Ja kompletnie nie wiem, czemu mam problem z takimi kolorami - to już trzecia firma, której próbuję, jeśli chodzi o koralowe szminki. Zawsze zbierają się w załamaniach, podkreślają skórki i brzydko się zjadają. Chyba nie jest mi dane nosić szminki w takim kolorze, a szkoda, bo to taki piękny, letni odcień:(

Dokupiłam do czerwonej szminki konturówkę tej samej firmy, Pasuje do niej idealnie, podoba mi się to, że jest wykręcana. Średnio lubię kredki, bo zawsze zapominam, żeby sobie dokupić strugaczkę.

Co Wam się podoba najbardziej? O czym chcielibyście przeczytać jeszcze więcej na blogu? Piszcie!:)

Buziaki,
Maddie Ann:)


Czytaj dalej

czwartek, 28 kwietnia 2016

Ochy i achy, czyli relacja z II Konferencji Meet Beauty w Warszawie:)

Cześć:)

W sobotę 23 kwietnia miałam niebywałą przyjemność wzięcia udziału w II konferencji dla blogerów i vlogerów urodowych Meet Beauty:) Zapraszam Was serdecznie na pierwszą część relacji z tego wydarzenia:)


Szczerze mówiąc, kiedy wysyłałam zgłoszenie na Meet Beauty nie byłam do końca przekonana, czy się dostanę. Kiedy dostałam wiadomość, że zostałam zaproszona na konferencję, oszalałam:) Jednocześnie targały mną wątpliwości - czy się odnajdę? Czy będę zadowolona? W końcu tak naprawdę wybieram się tam sama i nikogo nie znam tak "na żywo":) Jak za chwilę zobaczycie - zupełnie niesłusznie się obawiałam:)

Pod Stadion Narodowy, czyli miejsce konferencji, wybrałam się już w czwartek - chciałam wiedzieć, co, gdzie, jak i którędy wejść:) W piątek natomiast byłam w pracy na 12-godzinnej zmianie i uwierzcie mi - nie mogłam wysiedzieć. Byłam strasznie podekscytowana i nie mogłam się doczekać soboty!:)



Z przejęcia oczywiście nie mogłam spać i, solidarnie z koleżankami blogerkami, które wstawały wcześnie, by dojechać do stolicy z różnych krańców Polski, szykowałam się od 5.30. Piękna pogoda tylko utrwaliła mój dobry humor:)



Było ledwo po 9, a sporo osób czekało już w foyer na rozpoczęcie konferencji:) Wszystkim dopisywały dobre humory:)


Niedługo przed oficjalnym powitaniem wybrałyśmy się razem z Anetą z bloga http://wmojejtoaletce.blogspot.com/ udałyśmy do strefy relaksu, która była jednocześnie miejscem, w którym swoje produkty prezentowały firmy-sponsorzy. Można było odpocząć i posłuchać o kosmetykach i nowościach, a także zrobić manicure, makijaż, fryzurę i badanie skóry głowy:) Bayer full po prostu:) 











Bielenda przyciągnęła mnie nowościami:) Szczególnie zainteresował mnie korektor CC do nóg - czegoś takiego szukałam:) No i oczywiście nie odmówiłam sobie pogawędki z przemiłymi Paniami, które prezentowały kosmetyki:)



Byłam pod wrażeniem Pań z Eveline:) To jak prezentowała kosmetyki było wspaniałe, z wielką chęcią ich słuchałam, zresztą nie tylko ja;)



Firma Lirene prezentowała nie tylko swoje pielęgnacyjne nowości (szczególnie zainteresowała mnie linia z witaminą D), ale także najnowszy podkład No Mask:)




Popatrzcie na tę piękną ściankę z róż Indigo:) W ogóle nie wiedziałam, że firma oferuje wiele innych wspaniałych rzeczy niż tylko lakiery do paznokci:)



Spore zainteresowanie budziła firma Palmer's. Przyznam szczerze, że sama się zainteresowałam produktami ujędrniającymi, na bazie oleju kokosowego, na blizny i rozstępy:) 




Po sali przechadzał się też Pan Lakier, z którym można było zrobić sobie zdjęcie:) Specjalne pozdrowienia dla moich czytelników od Pana Lakiera!:)



A więc zaczynamy imprezę!:)


Wzięłam udział w warsztatach Tołpy. Były do wyboru jeszcze dwa rodzaje warsztatów, makijażowy organizowany przez Lirene i paznokciowy z Indigo, zależało mi jednak na wykładach, dlatego wybrałam tylko jeden, a że pielęgnacja jest mi najbliższa, to padło na Tołpę:) Byłam bardzo ciekawa, co do przekazania ma pani kosmetolog Lidia Łodzińska-Szafrańska. 




Okazało się, że warsztaty były zrobione idealnie pode mnie. Nadmierny konsumpcjonizm dotyczy niejednej z nas (szczególnie ten kosmetyczny!:)). Na spotkaniu dowiedziałam się jak świadomie kupować, jednak jako sprzedawca kosmetyków również coś z tego spotkania wyniosłam:) Cieszę się, że warsztaty nie polegały jedynie na suchym przedstawieniu i polecaniu produktów marki:)

Po warsztatach przyszedł czas na mocno oczekiwany przeze mnie wykład Kasi Nowakowskiej i Anny Pytkowskiej. Dał mi on mocnego kopa do działania i informacje, jak poprawić i rozwijać swojego bloga;)



Po zakończeniu konferencji zaproszono nas do wspólnego zdjęcia na stadionie:) byłam tam pierwszy raz i bardzo mi się podobało:)


Do domu dotarłam z dwiema ciężkimi torbami ze wspaniałymi upominkami od firm:) W następnej części relacji pokażę Wam, co będę teraz testować:)


No cóż, konferencja miała tylko jedną wadę - skończyła się zbyt szybko:) Poznałam kilka blogerek, szkoda, że nie wszystkie, ale mam nadzieję, że jeszcze to kiedyś nadrobię:) To cudowne uczucie podać rękę komuś kogo znasz tak naprawdę jedynie z ekranu monitora:) Atmosfera była wspaniała - luźna i przyjacielska, czułam się bardzo dobrze:) Ponadto organizację oceniam na wzorową, nie gubiłam się, nie biegałam, co często mi się zdarza niestety:)

Mam nadzieję, że uda mi się uczestniczyć w kolejnej, III edycji Meet Beauty:) Do zobaczenia!:)

____________________________________

BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO!
FACEBOOK - KLIK
BLOGLOVIN - KLIK
TWITTER - KLIK
INSTAGRAM - KLIK

Czytaj dalej
Obsługiwane przez usługę Blogger.